Dobry wieczór.
Dzień był trochę taki gospodarczy, bo trochę ogarnęłam mieszkanie i zrobiłam pranie. A poza tym sporo odpoczywałam, bo nie ukrywam, że moje ciało ma dosyć mojego trybu życia. A ja mam dosyć trochę pracy w warunkach, które obiektywnie można uznać za niebezpieczne dlatego dziś również siedzę w domu i wracam do pracy od jutra.
Jak wstałam to od razu mi się japa ucieszyła, bo w nocy jeszcze dopadało więcej śniegu. Ja wiem, że większość ludzi denerwuje się na to, ale ja się zawsze cieszę, gdy pada śnieg także sorry. Mój pies też lubi śnieg, a gonienie za śnieżkami to chyba najlepsza zabawa jaką stworzył świat. Fotki ze spaceru
Źródło: fotografia własna
Źródło: fotografia własna
Źródło: fotografia własna
Po spacerze był obiad i błogie lenistwo. Wydałam przy tym dzisiaj dużo pieniędzy na rzeczy, które mam nadzieję będą mi potrzebne w przeciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni. Żyję nadzieją, że w końcu wszystko uda mi się poukładać, ale poza nadzieją wkładam w to dużo pracy. Pomijając już aspekt finansowy w dalszej perspektywie to ja po prostu psychicznie potrzebuję, żeby w końcu coś się udało. Żeby w końcu trud, który wkładam zwrócił się w postaci dobrych efektów. Chociaż stresów z tym co nie miara.
Miałam dzisiaj iść biegać, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Jest potwornie zimno, a ja nie czuję się zbyt pewnie z moją odpornością. Gdybym się teraz rozchorowała to strzeliłabym sama sobie w kolano albo nawet i dwa. Zamiast tego pojeździłam trochę na rowerku
Ogólnie czuję totalny ołów zwłaszcza w lewej łydce dlatego nie zrobiłam planowanej godziny na rowerze tylko spokojne 30 minut podczas oglądania serialu. Zresztą ile by nie było to i tak więcej niż robię, gdy siedzę i chleję, więc.. Win. Treningu biegowego nie odpuściłam tylko przełożyłam na kolejny tydzień. Chcę rezygnować z treningów tylko w ostateczności, a nie z powodu lęków, że się rozchoruję.
Na kolacje wjechały placki owsiane z jogurtem [kvarg, totalnie polecam, moje ostatnie odkrycie] gruszkowo - cynamonowym. Sztosik totalny. Muszę się pochwalić, że poszło mi dzisiaj mega jeśli chodzi o dobranie makroskładników spożywanych i tego mi trzeba, dbać o siebie i żyć po swojemu. Daj losie, żeby to nastąpiło w najbliższym czasie, bo dość mam już mocno..
Źródło: fotografia własna
Polecam do odsłuchania nawet jeśli ktoś nie lubi rapu. Małpa to jest gość.
A co przede mną? Dwie drogi. Jedna wyboista, ale prowadząca do celu czyli spokojnego, dostatniego życia, a druga kończy się urwiskiem, z którego jak spadnę to już nie wrócę. Dużo o tym ostatnio myślę i mieszają się we mnie dwa totalnie odmienne uczucia: motywacja do pracy i strach. Motywacja do pracy, bo wiem, że jeśli będę ciężko pracować to mam większe szanse na to, że wszystko się uda, a strach dlatego, że w tym momencie jak się wyłożę to już nie będzie co i po co zbierać. I chyba pierwszy raz w życiu jestem w sytuacji, że postawiłam wszystko na jedną kartę, więc może dlatego tak się boję. Bo jak coś nie wyjdzie to nie wiem co mi zostanie, upadłość konsumencka? No ok, a jak nie dadzą? Ciężko na sercu. Właśnie dlatego staram się tym bardziej o siebie dbać, bo jeden fałszywy krok i jest po mnie. Dosłownie i w przenośni.
Mogłabym tak jeszcze przez kilka godzin wyrzucać z siebie gorzkie żale, ale nie daje mi to nic obecnie. Siedzę ze słuchawkami na uszach, topię się w muzyce i próbuję zebrać wszystkie moje zalety w jedno, wyciągnąć je na wierzch i napierdalać się ze światem. Być może moja wysoka wrażliwość będzie w tym przypadku moim atutem, bo czuję taki nawał bodźców, że mogę sobie z tego wyciągnąć zagrożenia i podzielić na te realne i te wydumane. Póki co całkiem nieźle mi to idzie.
Wstałam. Zrobiłam wszystko co założyłam. Nie piłam. Czuję się stabilnie. Czyż to nie był dobry dzień? W dupie mi się przewraca, że tego nie widzę.
Wieczór muzyczno - filmowy będzie na pewno.
Jeśli chmury wypuszczane mogą być wróżbą to u mnie będzie dobrze. Ładne kształty rozbijają się i lampkę.
Potwornie dziwny vibe dzisiaj mam. Typowo dwubiegunowy: dobro i zło się biją srogo.
Do jutra!