Dziennik #132/2026 - breakdown

Words
379
Reading
2 min
Listen
Play
1h

alexas_fotos-abyss-2036211_1920.jpg

Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Krótko dzisiaj będzie, bo nie mam ani siły ani ochoty stukać w klawiaturę.

Dzień upłynął mi pod znakiem medycyny. Miałam kontrolę u psychiatry, z której w sumie nic nie wyniknęło poza standardowym "pani Paulino, idziemy w dobrym kierunku" i może gdybym nie słyszała tego od dwóch lat to bym się ucieszyła, ale słyszę to już tyle czasu, że mam wyjebane. W każdym razie od pani doktor wzięłam dokumentację medyczną, a potem poszłam z wynikami do rodzinnej i tam też dostałam wpierdol, ale szkoda strzępić ryja. Mój mental jednak nadal unosił się na zbyt wysokim poziomie, więc jeszcze odebrałam wypis z odwyku także mój dzień wyglądał tak: najpierw przeczytałam na milionie kartek od psychiatry, że jestem trudnym przypadkiem, ciężkim przypadkiem i ogólnie chujowo rokuję, potem dowiedziałam się od rodzinnej, że w sumie też chuj mi na imię, a na dokładkę, bo jeszcze było mi mało przeczytałam na kartkach z odwyku, że też najlepiej byłoby już wykupić kwaterę na cmentarzu, bo to nic dobrego z tego nie będzie, oj nie.

Dzień spędziłam chuj wie na czym. Mam mega bóle, więc maksimum mojej aktywności to oddychanie dzisiaj. Trochę pogadałam z szefem, bo pożar w burdelu, więc musiałam na jakieś 30 minut postawić moje szare komórki w stan aktywności, a potem już tę paćkę, którą mam między uszami raczyłam nicnierobieniem, a i to było dla mnie wysiłkiem.

Zdrowie fizyczne szoruje po bruku, mental to w ogóle zaczął się już podkopywać pod ten bruk, żeby spaść jeszcze niżej, pies wkurwia, znajomi wkurwiają, instagram wkurwia, praca wkurwia, a i te liście z drzew spadają jakoś za głośno, WIĘC TEŻ WKURWIAJĄ. Niemniej jednak nie pozostało mi nic innego jak zebrać się do kupy, w sumie nie wiem po co, bo jutro pewnie znowu z którejś strony dostanę wpierdol i ot, karawana jedzie dalej. Niemniej jednak po raz drugi zważywszy na to, że choruję na tą pierdoloną dwubiegunówkę to w ogóle bym nie przywiązywała wagi do mojego dzisiejszego pierdolenia. Amen.

"Life give you some hurt and then you gonna hate it
Sometimes it leave you cold and it leave you naked
But one thing for certain I’ma leave it faded
Still young but I wonder when my time gon' be up
When my time come I’ma smile and peace up
"

Do jutra.

Dziennik #132/2026 - breakdown | Ecency