Dziennik #134/2026 - dużo

Words
391
Reading
2 min
Listen
Play
7h

hendriyp-beach-5002883_1920.jpg

Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

W sumie nie wiem od czego zacząć. I chyba piszę tylko po to, żeby choć spróbować okiełznać chaos, który mam w głowie i w sercu. Dzień był.. nad wyraz spokojny. Choć może to być spokój pozorny lub chwilowy, nie wiem. W każdym razie przestaję się boksować z czymś, co mnie uwiera od dłuższego czasu. A raczej z relacją, która choć jest dla mnie zajebiście ważna to.. ma też swoje cienie, które momentami mnie przerastają. Najdelikatniej mówiąc. I szarpię się, szukam ustępstw, zatracam siebie i swoje potrzeby w imię różnych rzeczy i to jest ok, taki moment, akceptuję to, ale dzisiaj powoli przestaję się z tym szarpać. Nie wiem czy moje stawanie na głowie czy rzęsach ma sens. Tzn. ma, na pewno, ale nie wiem czy ja nadal tego chcę. Bo o ile moja przyjaciółka jest dla mnie najważniejszym człowiekiem na świecie, jest w ogóle człowiekiem, który ma najbardziej dobre serce na świecie i nie znam drugiego tak wspaniałego człowieka o tyle różni nas wszystko, dosłownie wszystko i zaczynam się coraz bardziej bać, że czasem miłość to za mało, aby utrzymać relację. Ot, taka gorzka refleksja.

Kiepsko się dzisiaj czuję. I to bardzo. Zdrowie fizyczne pogorszyło mi się na tyle, że pomimo leków nasennych nie udało mi się przespać nawet kilku godzin w nocy. Jest jednak jak jest. Biorę leki i próbuję o siebie zadbać. Przychodzi mi to z dużym trudem, bo ciało i psychika stawiają opór. Nie pierwszy raz to w moim życiu, ale trochę jestem już zmęczona boksowaniem się ze wszystkim.

Z dobrych rzeczy.. To mój drugi trzeźwy weekend z rzędu i trzymam się. Nie jest łatwo. Jest bardzo trudno. Dzisiaj pokus było bardzo dużo tym bardziej, że mój stan psychiczny jest daleki od dobrego, ale trzymam się. Podziubałam trochę obiadu, odpoczywam choć ciało nie odpoczywa wcale i po prostu sobie trwam. I to jest akurat dobra wiadomość, bo łatwiej byłoby się poddać. Ale nie chcę. Za wszelką cenę próbuję się utrzymać po pierwsze przy życiu, a po drugie w trzeźwości jeśli już to życie zachowam. Ponadto nie zrobiłam dzisiaj nic głupiego, nie weszłam w utarczkę słowną, która wisiała w powietrzu i tak skonfigurowałam służbowego agent AI, że sama sobie przybiłam piątkę. Nie jest źle.

Powieszę pranie, spróbuję coś jeszcze zjeść i spróbuję pospać, bo poziom mojego bólu fizycznego i wyczerpania jest krytyczny.

Do jutra.

Dziennik #134/2026 - dużo | Ecency