Ciężko się przyznać, ale dopiero całkiem niedawno miałem okazję obejrzeć film „This Is England” (2006). Trochę wstyd, bo uważam się za fana punka, a jest to przecież film mocno osadzony w świecie subkultur. Tematyka jest mi więc całkiem bliska. Tyle że tym razem nie chodzi o punków, a o skinheadów.
No ale lepiej późno niż wcale. 😉
Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to film można obejrzeć za darmo na YouTube. Co ważne, nie jest to tylko moje „ale fajny film, bo jest muzyka i subkultura” — „This Is England” ma całkiem dobre oceny: 7,7/10 na IMDb, 93% od krytyków i 90% od widzów na Rotten Tomatoes oraz 7,6/10 na Filmwebie.
🎬
Nie chcę specjalnie spoilerować, więc nie będę rozkładał fabuły na części pierwsze. Jednym z głównych tematów jest oczywiście rasizm i tutaj chyba nie ma wielkiej potrzeby się rozpisywać. Każdy ma jakieś zdanie na ten temat, a jeśli ktoś go jeszcze nie ma, to raczej jeden film go nagle nie przekona. 😉
Ale dla mnie ciekawsze okazały się te wszystkie poboczne wątki.
Jest przyjaźń. I chyba właśnie ten element najbardziej mnie ruszył. Oglądając film, pomyślałem sobie, że trochę brakuje mi dzisiaj takich relacji. Nie wiem, czy to kwestia mediów społecznościowych, które paradoksalnie często robią z nas ludzi bardziej antyspołecznych, czy może po prostu człowiek się starzeje i zaczyna patrzeć na pewne rzeczy inaczej. Kiedyś wystarczyło wyjść z domu, spotkać ekipę i po prostu być razem. Bez aplikacji, powiadomień, lajków i całej tej cyfrowej otoczki.
Jest też potrzeba akceptacji, dorastanie i szukanie swojego miejsca. Jest moment, kiedy człowiek zaczyna budować własną tożsamość, a jednocześnie bardzo chce być częścią jakiejś grupy. I chyba właśnie dlatego film, mimo że opowiada o konkretnym miejscu i czasie, nadal jest całkiem aktualny.
Jest też sporo o tym, jak zmieniają się czasy. I tutaj oczywiście mogę się mylić, bo to już moje bardzo subiektywne odczucie. Ale podczas oglądania kilka razy miałem wrażenie, że patrzę nie tylko na historię brytyjskich skinheadów z lat 80., ale też trochę na świat, który gdzieś po drodze straciliśmy.
Ogólnie film bardzo mi się spodobał. Jest surowy, momentami mocny, ale jednocześnie bardzo ludzki. I chyba właśnie to jest jego największą zaletą — nie ogląda się go jak kolejnego filmu „o subkulturze”, tylko jak historię ludzi, którzy próbują znaleźć swoje miejsce.
No i oczywiście jest jeszcze muzyka. A właściwie to właśnie muzyka sprawiła, że w ogóle trafiłem na ten film.
Konkretnie chodzi o kawałek THE REAPERS – „From The Gutter”:
🎵
Usłyszałem ten numer, zainteresowałem się zespołem, potem okazało się, że kawałek jest związany z „This Is England”... no i w końcu film musiałem obejrzeć. 😎
Tak więc jeśli ktoś, podobnie jak ja, z jakiegoś powodu jeszcze tego filmu nie widział — warto nadrobić.
A jeśli już widzieliście, to jestem ciekaw, jak go odbieracie dzisiaj. Szczególnie osoby związane z punk/hardcore i innymi subkulturami. Czy po latach widzicie w nim coś więcej niż tylko film o skinheadach i rasizmie?