Trochę clickbaitowy tytuł, bo wcale nie zamierzam robić kolejnego pojedynku: „Lalka” Netflixa kontra „Lalka” z 1977 roku. Tym bardziej nie zamierzam rozstrzygać, która wersja jest bardziej zgodna z książką Bolesława Prusa.
Mam wrażenie, że spora część recenzji nowego serialu właśnie na tym się koncentruje. Jedni porównują go z powieścią, inni z produkcją z 1977 roku, jeszcze inni próbują z Lalki zrobić komentarz do współczesnej polityki. A ja chciałbym podejść do tego trochę inaczej.
Nie interesuje mnie tutaj rozstrzyganie, która wersja jest „lepsza”. Chcę po prostu zachęcić do obejrzenia obu i zastanowienia się nad czymś, co wydaje mi się dużo ciekawsze: co właściwie zmieniło się w sposobie opowiadania historii przez te 49 lat?
Bo zmieniło się naprawdę sporo.
Twórcy obu produkcji tworzyli w swoich epokach i siłą rzeczy kierowali swoje dzieła do ludzi żyjących w określonym czasie. Dlatego oglądając obie wersje, można zobaczyć nie tylko Wokulskiego i Izabelę, ale też trochę nas samych.
Mam wrażenie, że w starszej wersji świat jest bardziej uporządkowany. Łatwiej wskazać dobro i zło, a bohaterowie wydają się bardziej jednoznaczni. Jest też większy nacisk na otoczenie – na społeczeństwo, Warszawę, ludzi znajdujących się gdzieś na drugim planie. W nowej wersji bohaterowie sprawiają wrażenie bardziej niezależnych. Są mniej „elementami świata”, a bardziej osobnymi jednostkami próbującymi coś ugrać dla siebie.
I właśnie ten aspekt psychologiczny zainteresował mnie najbardziej.
Co ciekawe, mam wrażenie, że obie wersje są pod tym względem naprawdę świetne. I chyba sporą zasługę ma tutaj sam Bolesław Prus, który był genialnym obserwatorem ludzkich zachowań. Jego bohaterowie mają problemy, które dzisiaj potrafimy nazwać znacznie dokładniej niż ludzie żyjący w XIX wieku. Tylko jest pewien zabawny problem.
Samo nazwanie problemu nie oznacza jeszcze, że potrafimy go rozwiązać.
Dzisiaj mamy psychologię, psychiatrię, setki książek, poradników, podcastów i ekspertów tłumaczących nam, dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej. Potrafimy opisać mechanizmy stojące za obsesją, odrzuceniem, uzależnieniem emocjonalnym czy destrukcyjnymi relacjami.
A potem przychodzi Wokulski i wystarczyłoby mu powiedzieć:
„Stanisław, odpuść sobie tę kobietę.”
I co?
No właśnie. :)
Może mamy dzisiaj więcej wiedzy, ale nie jestem przekonany, że człowiek stał się przez to jakoś zasadniczo mądrzejszy. Nadal bardzo często robimy rzeczy, o których sami wiemy, że nie powinniśmy ich robić. Nadal udzielamy innym rad, których sami nie potrafimy zastosować. Nadal ktoś może nam powiedzieć: „Nie rób tego, to się źle skończy”, a my odpowiemy sobie w głowie: „Tak, tak, wiem” – po czym zrobimy dokładnie to, czego mieliśmy nie robić.
I tutaj właśnie Lalka wydaje mi się zaskakująco aktualna.
Oczywiście bardzo upraszczam, bo problemy bohaterów są znacznie bardziej skomplikowane niż zwykłe „złamane serce”. Nie chcę też udawać psychologa, bo nim nie jestem. Ale właśnie dlatego warto podczas oglądania zwrócić uwagę na te rzeczy bez próby natychmiastowego oceniania bohaterów.
Bo kiedy patrzymy na Wokulskiego z perspektywy XIX wieku, widzimy pewnego rodzaju historię. Kiedy patrzymy na niego dzisiaj, możemy zacząć dostrzegać mechanizmy psychologiczne, które wcześniej po prostu nie miały nazw.
A mimo to zakończenie tej historii nadal potrafi boleć.
I to jest chyba jedna z ciekawszych rzeczy w całej Lalce. Przez 49 lat zmieniły się kostiumy, sposób filmowania, język, tempo opowiadania historii, wiedza o psychologii i sposób patrzenia na relacje między ludźmi. Zmieniło się właściwie wszystko dookoła.
A człowiek w środku chyba nie aż tak bardzo.
Dlatego trochę nie rozumiem oburzenia części osób, które próbują rozliczać nowy serial przede wszystkim z tego, czy dokładnie trzyma się książki. Przecież gdybyśmy chcieli po prostu dostać ekranową kopię powieści, nie potrzebowalibyśmy nowej wersji.
Zresztą Netflix sam przedstawia swój serial jako współczesną reinterpretację Lalki, a nie próbę odtworzenia wcześniejszej ekranizacji.
Dlatego znacznie ciekawsze wydaje mi się zestawienie obu produkcji i obserwowanie, jak zmieniło się nasze spojrzenie na tych samych bohaterów.
I mam nadzieję, że sporo osób po obejrzeniu nowej wersji sięgnie również po tę z 1977 roku. Sam jestem ciekaw, jak będzie ją odbierać ktoś, kto najpierw poznał Wokulskiego i Izabelę w interpretacji współczesnych twórców.
Bo może właśnie wtedy najlepiej widać, jak bardzo zmieniła się sztuka.
A jeśli już koniecznie chcecie porównywać nową Lalkę z czymś innym niż książka i serial z 1977 roku, to ja poszedłbym nawet w zupełnie inną stronę i zestawił ją ze współczesnymi produkcjami kostiumowymi.
Na przykład z Downton Abbey: The Grand Finale. I tutaj mam pewien problem, bo po obejrzeniu Lalki mam wrażenie, że Downton Abbey momentami wygląda jak jakieś kostiumowe science fiction. ;) Oczywiście przesadzam, ale chodzi mi o różnicę w sposobie przedstawiania klas społecznych i ludzi należących do uprzywilejowanych warstw.
Zresztą ciekawe jest również to, że sami potrafimy spojrzeć na własną historię z pewnym dystansem i pokazać jej mniej wygodne strony. Nie byliśmy w swojej historii święci – i chyba dobrze, że nie musimy udawać, że było inaczej.
Nie rozkradliśmy jednak połowy świata.
Ale to już jest temat na zupełnie inny wpis. ;)