Źródło: Pixabay
Miał być ten wpis w sumie w ostatni dzień marca, ale przez to podziębienie się zgapiłam i go nie było. Więc nadrabiam.
Podsumowanie marca obejmuje okres od 6 marca, bo wtedy pierwszy dzień abstynencji i ogarnianie wszystkiego tak naprawdę.
Wyjątkowo za ten miesiąc nie będzie podsumowania finansowego, ponieważ przez to, że jeszcze na początku marca przewaliłam kupę kasy na alkohol to nie w głowie było mi odnotowywanie tego. W każdym razie pliczek w Excelu już powstał i już każdy grosik jest odnotowywany. Jedynie mogę powiedzieć, że miesiąc marzec zamknęłam z długiem wysokości 85 291,19 zł. W grudniu, gdy w ogóle pojawiłam się na Hive startowałam z pułapu 86 399,14 zł, więc idzie coś tam do przodu, wciąż mam co jeść, bank mnie do więzienia nie wtrącił i oby tak dalej. Też jakby nie ma co się oszukiwać, ale dopóki nie wrócę do pracy po ukończeniu terapii to mam świadomość tego, że każdy miesiąc będzie na minus stąd trzymam zapas gotówki, żeby mieć spokojnie na spłacanie rat i życie przez ten chudszy okres. Dwie ręce do roboty mam, więc odrobię to, nie ma strachu. Kwota jest rozpierdalająca, ale ktoś to przepił, więc ten ktoś musi za to ponieść odpowiedzialność.
Dnia pierwszego marca ważyłam 70,9 kg. Nie jest ten wynik w ogóle miarodajny, bo wiadomo jak to przy piciu i jedzeniu syfu. Tak naprawdę od tego 6 marca wzięłam się ostro do pracy jeśli chodzi o spożywanie nieprzetworzonych posiłków, nawodnienie organizmu i więcej ruchu co zaowocowało tym, że wtorkowy pomiar wskazał 68,7 kg. Wymiary w sensie obwody idą również powolutku do przodu. Jestem bardzo zadowolona głównie dlatego, że przez ten miesiąc [przyjmijmy, że to miesiąc] po prostu poprawił się mój komfort życia. Problemy trawienne wywołane nadużywaniem alkoholu znacznie się zmniejszyły, mam trochę więcej energii, najadam się, widzę, że powoli spada mi brzuch, czuję się po prostu świetnie i na pewno będę dalej kontynuować współpracę z Fabryką Siły, bo to fajnie działa. Do lutego mam opłacone, więc luz. Niemniej jednak moja optymalna waga [do wzrostu] to jakieś 50 kg także jest jeszcze co robić. Początek bardzo przyjemny dodający wiatru w żagle.
Ogólne samopoczucie w tym miesiącu i tak oceniam na duży plus, nawet bardzo. Pomimo tego, że ostatni powiedzmy tydzień mam lekki zjazd psychiczny to czuję się dobrze. Jestem trzeźwa, jestem trzeźwa bez męczarni, a w wyniku mojej pracy i powoli cegiełka po cegiełce buduję nowe, lepsze, trzeźwe życie. Jestem bardzo zadowolona z ostatniego czasu i myślę, że stać mnie na jeszcze więcej.
Nie wiem co jeszcze chciałam umieścić w podsumowaniu miesiąca, ale mam kolejny miesiąc, aby przemyśleć strukturę tego wpisu.
Fajnie, że jesteście, piona!