--
22.02.2022
Powracam. Mam nadzieję, że już bez większych przebojów.
Dużo się działo ostatnie dni czego konsekwencją było dzisiaj podpisane przeze mnie wypowiedzenie z pracy. Mam dosyć. Jestem wykwalifikowana [nie mylić z wykształcona, bo ze szkołami nigdy nie było mi po drodze], w głowie poukładane [nie licząc alko, ale to wiadomo], a pizgam w mrozie, deszczu i chujni na trzy zmiany za 2600. Długo się nad tym zastanawiałam, ale czarę goryczy przelało podejście wszystkich świętych z mojej firmy, gdy stwierdzili, że przecież za takie pieniądze idzie godnie żyć.
Ciężka to była dla mnie decyzja, bo generalnie lubię to, co robię i mam duże obawy czy jest to dobry czas na zmiany, ale z drugiej strony skoro trzeźwa głowa i trzeźwe serce mi to podpowiada to dlaczego nie? Gdyby w nowej firmie miało coś pójść nie tak zawsze mam Bolta, mój taksówkowy boss jest ze mnie bardzo zadowolony, więc głód mi nie grozi, a mam możliwość zarabiania i szukania czegoś innego.
No więc w każdym razie na prośbę przełożonej zostaję w obecnej firmie do końca marca [czyli tak jak mam okres wypowiedzenia], a gdzieś najpóźniej od połowy kwietnia ruszam w nowej firmie. Digitalizacja danych i tego typu pierdy. Stawka na start ta sama [okres próbny], ale realne możliwości rozwoju i awansu, brak nocek i koniec z fizycznym zapierdalaniem. Realnie przynajmniej na rozmowie rekrutacyjnej, a jak będzie to się okaże.
Jakiś ciężki to był dzień. Gotuje się przez to, co dzieje się w pracy, to ciągłe opierdalanie się ludzi, wywyższanie się tylko dlatego, że ktoś z liderem idzie na fajkę, wkurwia mnie to niemożliwie, bo nie lubię takich akcji i wkurwiam się jeszcze bardziej, bo wiem, ze jest to normalne i ja nic na to poradzić nie mogę.
Jeszcze rozbiłam dzisiaj dość mocno kolano, a w sumie pół nogi, bo mój mądry mózg stwierdził, że skoro połamałam paletę to po co ją wymieniać skoro mogę na nią skoczyć na skraju, aby dobić deski do klocków. No i może w teorii byłby to i w miarę dobry pomysł gdyby nie przyjebanie [bo inaczej tego określić nie można] nogą na długości od połowy uda do połowy łydki w towar. Na ten moment moja noga jest lekko zdarta, ale powoli wychodzi fiolet, co jest niezwykle urocze. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że ogólnie moje nogi mają dość w ostatnim czasie, są bardzo przemęczone. Nie wiem czy ktoś z Was kiedyś miał okazję przejechać 300 - 400 km w ciągu dnia po mieście, ale wierzcie mi, że ból w nogach po takim dniu jest okrutny, a tak wyglądają moje weekendy. Nie skarżę się, bo pieniądze to wynagradzają, ale muszę znaleźć sobie sposób na regenerację i rozluźnienie, bo jest hardkor.
Co tam jeszcze dzisiaj. Schudłam 2 kg i od kilku dni jem dość mocno zdrowo i zbilansowanie. W końcu odpaliłam sobie zakupioną dietę [nienawidzę tego słowa] na Fabryce Siły i gotowy jadłospis na każdy dzień. Fajnie to działa i mam nadzieję, że nie zapeszę mówiąc, że wierzę w pozytywne efekty, które w końcu nadejdą. Jest smacznie, pożywnie, zdrowo i przede wszystkim szybko. Alleluja.
Taki ten dzień dziś jest o. Niby wyciszony, ale jakby coś wisiało w powietrzu. Odpycham od siebie takie myśli i powiem szczerze, że jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam wrócić z pracy do domu, zrobić sobie herbatę zamiast drinka i przy akompaniamencie deszczu nadrabiać posty na Hive. Nie wiem czy nadejdzie czas, gdy wyjdę z podziwu nad poziomem treści publikowanych tutaj, nie sądzę, więc pewnie ten zachwyt będę niejednokrotnie wyrażać. Poza tym, że dobrze mi tu wyrzygiwać swoje to lubię zagłębiać się w treści innych. To chyba dla mnie jest też jakiś taki intelektualny odpoczynek i bardzo mi tego brakowało przez czas ganiania w trakcie ostatnich tygodni.
Dobrze tu być, dobrze wrócić.
Pewnie pominęłam jeszcze z milion innych istotnych rzeczy, które się zadziały, ale to gdzieś tam na pewno w trakcie będzie wychodzić. Chcę po prostu przede wszystkim wrócić tu do pisania. Mieć swoje małe pięć minut sam na sam z głową, a nie żyć jak robot tylko praca - sen - praca - sen. Jasne, mam po co pracować i nad czym pracować, ale coś z tego życia też chyba muszę mieć. W końcu jestem tylko alkoholiczką z długami, a nie pieprzonym skazańcem, które odebrano wszelakie prawa.
Będzie dobrze. W końcu jest dobrze.
Pies zaczął chrapać na posłaniu. To on jest największym beneficjentem mojego niepicia. Tak mógłby wyglądać każdy mój wieczór. Serio.
Miłej nocki!