--
04.01.2022
01:54
Siedzę w pracy i usilnie próbuję nie zasnąć. Nie ma dzisiaj dużo roboty, od 22 popracowałam może 10 minut. Nie ma też ludzi w pracy. Fascynuje mnie jak magazyn obsługujący pół świata może się tak na pstryknięcie palcami wyciszyć. Ludzie śpią za paletami, widlaki odstawione, cisza, spokój, serial. Chciałabym w sobie też mieć taki wyłącznik i na pstryknięcie odciąć się od uczuć i myśli. Miałam go w postaci alkoholu, bo nic tak człowieka nie odcina od świata, a przede wszystkim od własnego ja jak wóda. Trzeba zadbać o siebie i przetrwać sztorm. Cieszę się, że potrafię określić, czego potrzebuję, aby się w miarę dobrze czuć na tyle na ile pozwalają okoliczności. Pamiętam jak mnie na terapiach wkurwiał wymóg robienia tego, co pomaga innym. I nieważne, że mi nie pomagało i działało jeszcze gorzej. Myślę, że to bzdura, bo o ile mechanizmy uzależnienia są te same o tyle dbanie o siebie w tym trudnym czasie wcale nie musi być takie samo. No ale wtedy Ci powiedzą, że się buntujesz. Mam to nawet na wypisie wpisane po jednej terapii na podstawie tego, że podważałam sens mojego chodzenia na jogę, bo bardzo mnie to wkurwia [sprawdzałam i ten rodzaj odpoczynku doprowadza mnie do szewskiej pasji]. Nope, działaj tak jak inni. A taki chuj. Dlatego też jak ogarnę umiejętność zachowania abstynencji i trochę sobie uporządkuję sprawy zawodowo - finansowe to na pewno wrócę na ostatnią terapię, którą właśnie z tych względów musiałam przerwać. Dostałam tam psychologiczny i emocjonalny wpierdol, ale jednocześnie byłam jednostką, która może działać samodzielnie. I to działało dobrze. Alkoholik też człowiek.
Wracając z pracy w końcu odkryłam co mnie tak naprawdę w niej wkurwia. To kultura wypowiedzi do podwładnych / współpracowników. Tam nikt nie potrafi powiedzieć miłego słowa, normą komunikacji jest dowalenie drugiej osobie, wyśmianie, wyszydzenie, ot żarciki. Nikt nie powie, że wykonałeś dobrą robotę tylko ale fajnie, że udało Ci się nie spierdolić. Tak. Zdecydowanie to jest to, co mnie w tym miejscu doprowadza do białej gorączki. Najgorsze jest to, że gdy ktoś się do mnie zwraca w ten sposób to ulegam takim "żarcikom", bo niby dlaczego miałabym dawać sobie dowalać i kulić łeb, a potem czuję się złym człowiekiem, bo nie lubię się tak zwracać do nikogo. Na pocieszenie i ukojenie swojej frustracji alkoholowo - służbowej zjadłam na śniadanie pierogi i było warto. Przez brzuszek do serduszka dostała się radość i można iść spać.
--
Wstałam, a tu dalej oberwanie chmury. Ile może padać? To torpeduje wszystkie moje plany spędzania czasu na świeżym powietrzu. Gdyby jeszcze chociaż czasem kropiło, ale nie, musi walić ściana deszczu prawie całą dobę. Z wyjątkiem nocy, kiedy jestem w pracy. Tym samym jakieś próby spacerowania polegają na czajeniu się przy oknie i polowaniu na kilkunastominutowe okienka pogodowe. To strasznie frustrujące. Co gorsza taka pogoda nastraja do tego, żeby mieć cały świat w pompie i dużo samozaparcia kosztuje mnie zebranie się do czegokolwiek. Grrrrrr.
Zaniosłam wielką torbę przeterminowanych leków i suplementów do apteki i nie bacząc na pogodę wymieniłam te nieszczęsne dywaniki w aucie. Do szału mnie doprowadza welur w tę pogodę, więc żeby się dłużej nie denerwować postanowiłam działać. Małymi krokami do przodu.
Jestem rozdrażniona, boli mnie głowa i żołądek. No jebać generalnie alkohol i to co robi z ciałem i umysłem. Moja apatia wobec świata jest wręcz krytyczna. Dlatego, żeby się nie poddać umysłowi to po spacerze z księciuniem wzięłam dłuuuuugi prysznic z muzyką i to zrobiło robotę. Udało mi się wyciszyć i nie poddać spadkowi nastroju do końca. Good job.
Wieczorem już standard. O 20 kolacja, ogarnąć się i do pracy rodacy. Początek roku to w branży elektronicznej spory zastój, więc spodziewam się dzisiaj podobnej nocki jak wczoraj. Z tego też powodu do plecaka pakuję książkę i jak faktycznie dzisiaj też będzie taka cisza i spokój bez ludzi to sobie poczytam zamiast bezmyślnie patrzeć w ekran telefonu. Łiiiiiiiii.
Cele zrealizowane:
Cele niezrealizowane:
Ogólnie taki ten dzień dziwny jest. Dużo się dzieje w środku, bo koszmary ryją łeb, odstawienie alkoholu również, ale tak życiowo trochę stagnacja. I mam taki wniosek, że chyba źle do tego podchodzę, bo może to po prostu jest stabilizacja i właśnie tak powinno być poukładane moje życie. Czas poświęcony na pracę, sen i relaks, zdrowy relaks. Przecież nie każdy dzień musi być z fajerwerkami. Chyba muszę się tego nauczyć, bo wóda mnie dość mocno nakręcała, wszystko było albo super cudowne albo chujowe, a teraz jak coś jest po prostu okej to kręcę nosem jakby działa mi się nie wiadomo jaka krzywda. Do boju.
Generalnie gram w Plemiona. Jest to gra multiplayer stąd komunikacja odbywa się za pośrednictwem messengera. Jednak od dłuższego czasu jedyna komunikacja, która ma tam miejsce to pijane wyzwiska i kłótnie sporej części grających. To już drugi czy trzeci dzień odkąd nie zaglądam na tę grupę i muszę przyznać, że to mi w głowie też zrobiło robotę. Mam dość agresji i wulgarności. Pijąc te nurty mnie ponoszą, nie chcę tego, bo taka nie jestem. Chcę się otaczać [nawet w świecie wirtualnym] dobrymi i pozytywnymi ludźmi, a nie zjebami czerpiącymi pożywkę z tego, że komuś dowalą. Ależ ze mnie mądry człowiek. Według wszelkich prawideł pod koniec stycznia te mądrości powinny mi przeminąć, ale miejmy nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Wszak podejście jest inne, więc może, może..
Miłej środy życzę już zawczasu!