Dziennik #224/2022 - no i stało się

Words
617
Reading
3 min
Listen
Play
4y


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Wczoraj z racji braku czasu nie było dziennika, po prostu wstałam totalnie chwilę przed pracą i nie chciałam się spóźnić. Zresztą wczorajszy dzień nie był zbytnio warty uwagi, więc niewiele raczej straciłam. Na uwagę zasługuje fakt, że klasycznie rano byłam na siłowni i muszę powiedzieć, że był to mój najsłabszy trening ever. A raczej ja byłam najsłabsza. Siłownia po całej nocy pracy naprawdę się nie sprawdza, bo po prostu mimo szczerych chęci nie mam totalnie siły na trening. Być byłam, ale daleko mi do zadowolenia.

image.png

Bardzo słabiutko, oj bardzo.

Na koniec jeszcze dodam, że wieczorem okazało się, że zamarzł mi bagażnik w aucie i nie mogłam go ani otworzyć ani domknąć co miało wpływ na dzień dzisiejszy.


Noc w pracy była bardzo ciężka ze względu na znikomą ilość kursów dlatego koło godziny piątej postanowiłam zakończyć pracę. I tu zaczynają się jaja, ponieważ po dojechaniu na bazę okazało się, że w moim aucie rozładował się akumulator przez to, że całą noc auto stało z otwartym bagażnikiem na mrozie. Nie powiem, lekko się wnerwiłam tym bardziej, że rok temu zrobiłam sobie to samo w drugim aucie. Ale nic to, dzwonię na taksówki poprosić, żeby przyjechał ktoś z kablami, nie ma nikogo. Na dworze -10, a ja stoję w podgorzowskiej miejscowości o godzinie piątej rano i nie mogę wrócić do domu. Próbuję zamówić Ubera, Bolta, taksówkę, żeby wrócić do domu i nic. W końcu udało mi się wrócić do domu, przemarznięta do kości, z dłoni aż mi skóra schodziła, nie za piękny to widok i uczucie.

W trakcie rozmowy z kumpelą mówię, że siadł mi aku i będę szukać kogoś z kablami, a tu niespodzianka, bo ona ma kable i umie to ogarnąć. No to pojechałam na miejsce, podnosimy maskę, a tu zonk, bo nie ma akumulatora. I co się okazało? Że w moim aucie aku jest w bagażniku. Tak, w tym bagażniku, który na skutek zamarznięcia nie otworzył się do końca, a potem z racji wyładowania aku zaciął się zamek. Fajnie, nie? No więc robiłyśmy włam przez tylne fotele co też nie było takie proste, bo roleta i mało miejsca, ale w końcu się udało.

Nie umiem wyrazić wdzięczności jaką czułam, że koleżanka mi pomogła. Wiem na pewno, że chcę jej kupić jakiś drobiazg na święta, bo to nie pierwszy raz jak ratowała mnie z opresji. Nie wiem, może jakiś kubek fajny czy coś, pomyślę. Po odpaleniu auta pojechałam trochę je rozruszać, żeby się aku doładował i wróciłam do domu o godzinie 10 tak potwornie zmęczona, że ciężko to wyrazić słowami.

Zadzwoniłam dzisiaj do wydziału zajmującego się przyznawaniem licencji taxi i dowiedziałam się, że w poniedziałek, najpóźniej we wtorek moja licencja będzie gotowa. Ucieszyłam się bardzo, bo to oznacza, że już za moment będę mogła rozpocząć pracę na swoim. Poinformowałam o tym szefa, był bardzo niepocieszony, ponieważ nikogo nie znalazł na moje miejsce [zupełnie mnie nie dziwi, że ludzie nie chcą pracować na same nocki], ale rozchodzimy się w dobrej atmosferze bez żadnej złej krwi czy palenia mostów. Jestem szczęśliwa.

To był bardzo ciężki dla mnie dzień, ponieważ jestem potwornie zmęczona i tak jak tego nie robię tak dzisiaj nie wiem czy nie skończy się na wsparciu energetykiem w pracy, bo naprawdę czuję się totalnie nieprzytomna i jest to tak krytyczny stan, że kawa tu niewiele pomoże. Zresztą napisałam szefowi jak się ma moja kondycja dzisiejsza i że na pewno będę miała skrócony czas prac.

A teraz nawiązując do tytułu wpisu. Cóż to takiego się stało? Ano pierwszy raz dzisiaj usłyszałam w radiu Last Christmas. Bardzo długo udawało mi się tego uniknąć, ale dzisiaj niestety owa świąteczna piosenka mnie dorwała i powaliła na glebę. Teraz już święta mogą przyjść.

Do jutra!


Instagram

Dziennik #224/2022 - no i stało się | Ecency