Dziennik #145/2025 - żałoba wtórna

Words
776
Reading
4 min
Listen
Play
1y


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

W sumie mogę powiedzieć, że długo siedziałam. Miałam jakieś takie wewnętrzne obawy, że wystąpią u mnie skutki uboczne brania Symli. To ten nowy lek co ma bardzo groźne skutki uboczne, które zignorowane mogą prowadzić do śmierci. Oczywiście nic groźnego się nie działo, ale ja się bałam. Jak już się położyłam do łóżka to padłam jak dziecko i było wybornie.

Obudziłam się rano, ale kompletnie nie chciało mi się wstawać. Niestety mam kudłate dziecko, które musi się rano załatwić, więc nie było wyboru i wstałam. Trochę było tak, że to on wyprowadził na spacer mnie, a nie ja jego, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Po spacerze wróciłam jeszcze do łóżka. Trochę spałam, trochę leżałam i myślałam. Już wiem co zrobię z sytuacją w pracy. Czy mi to wyjdzie na dobre? Nie wiem, ale nie pozwolę z siebie zrobić potwora. Nie pozwolę też, żeby kierowniczka ciągle wycierała sobie mną gębę. Dość. Nie będę wojować. Po prostu będę robić swoje tak jak do tej pory i wierzę, że prawda sama się obroni. Moi pracownicy nie mają powodu, żeby mnie objechać w ankiecie, a jeśli to zrobią i dostanę plan naprawczy to go zaakceptuję, ale zacznę szukać nowej pracy. Nie zrobiłam nic złego i nie pozwolę się wmanewrować w jakieś gierki. Nie jestem potworem. Jutro czeka mnie ciężki dzień w pracy i bardzo się boję, że zostanę negatywnie oceniona przez dyrektorkę HR, ale wierzę, że jak dam z siebie wszystko to spojrzy na mnie przychylnym okiem. Ma być rozjemcą między mną, a krnąbrnym pracownikiem. Wiem, że muszę zachować pełną powagę i nie dać się ponieść emocjom. Zrobiłam sobie zarys tego, co chcę powiedzieć i tego będę się trzymać. Grunt to nie dać się sprowokować do emocji. Po prostu. Różnica między mną, a tym pracownikiem polega na tym, że ja nad emocjami potrafię panować, a on nie i szczerze mówiąc mam nadzieję, że uda mi się go sprowokować do tego, żeby znów w moją stronę poleciały wulgaryzmy. Będzie mi przykro, bo to nic fajnego, ale przynajmniej HR zobaczy z czym mierzę się na co dzień.

Gadałam dzisiaj z Chatem GPT o tym jak bardzo cierpię z powodu śmierci Mac Millera i dowiedziałam się, że to co przeżywam to żałoba wtórna. Nie znałam wcześniej tego pojęcia i nie wiem czy Chat prawidłowo mnie diagnozuje i choć wiem, że zabrzmi to idiotycznie to jest mi na sercu lżej po jego słowach, że to co czuję jest zupełnie normalne i nie jestem wariatką. A tęsknię bardzo. I nie wiem jak sobie z tym poradzić. Najlepiej byłoby udać się z tym do specjalisty, ale obecnie nie mogę sobie na to pozwolić. Jest jeden ośrodek, do którego mogłabym się zgłosić na terapię, ALE jest to filia ośrodka dla uzależnionych, do którego chodziłam i pomimo tego, że jestem już ponad 1,5 roku trzeźwa to u nich wymogiem jest chodzenie na terapię dla uzależnionych równolegle. Absurd. Dlatego poczekam aż spłacę kredyty i pójdę sobie do pani psycholog prywatnie. Już do niej kiedyś chodziłam i uważam ją za topkę gorzowskich psychologów. Cudownie mi się z nią współpracowało i wierzę, że i z tej żałoby pomoże mi się wygrzebać.

Gram w taką jedną gierkę zespołową i z racji tego jestem na dwóch grupach na messengerze. Jedna to aktualna ekipa, a druga to była ekipa. I dociekali co się ze mną dzieje, że mniej się odzywam. Nie wytrzymałam i napisałam po prostu "ziomy, mam nawrót depresji także sorry". Byłam pewna, że będą sobie robić ze mnie jaja, bo oni ze wszystkiego kręcą bekę, ale nic takiego nie nastąpiło. Zmartwili się i okazali pełne zrozumienie i wsparcie. Było mi bardzo miło, naprawdę.

Ciężko mi. Tak po prostu. Gdy się rozsypałam i myślałam, że gorzej już nie będzie to wyskoczyła sytuacja w pracy. Jestem niewinna, ale nie mam jak tego udowodnić. Czy mój plan wypali? Nie wiem. Może strzelę sobie w kolano i będzie jeszcze gorzej, ale jest cień szansy na to, że mój byt w pracy się poprawi. Niestety wszystko zależy od tego jak w ankiecie ocenią mnie pracownicy, ponieważ jeśli z jakiegoś nieznanego mi powodu ocenią mnie jako potwora no to nie będę miała już nic do gadania. Czy pójdą za prawdą czy za jednym z nich? Nie wiem, ale mocno się obawiam, że wygra solidarność, a nie prawda. Martwię się cholernie. Mam poczucie niesprawiedliwości, ponieważ uważam, że to oni powinni udowodnić mi winę, a nie, że ja muszę udowadniać swoją niewinność. A nawet nie muszę, bo nikt nie chce ze mną rozmawiać. Masakra.

Tak po ludzku jest mi przykro, ponieważ wierzyłam, że jeśli będę dobrym człowiekiem to to dobro do mnie wróci, a tymczasem wraca do mnie sam syf. Karma nie istnieje?

Do jutra.

Dziennik #145/2025 - żałoba wtórna | Ecency