Dobry wieczór.
Dzisiaj lekkie odbicie w krokach. W większości jest to zasługa pracy, bo poza pracą nie byłam zbyt aktywna. Niemniej jednak @poprzeczka przeskoczona, więc jestem zadowolona.
Bardzo źle spałam. Łącznie sen wyniósł około czterech godzin. To zdecydowanie za mało, żeby się dobrze czuć. Miałam potworny problem ze wstaniem i nie mogłam się rano odnaleźć. Złapało mnie jakieś dziwne otumanienie i zanim się rozbujałam to minęła prawie godzina.
O pracy nie chce mi się gadać. Pracy było bardzo dużo i zaowocowało to kilkoma niezbyt przyjemnymi sytuacjami, z którymi się nie zgadzam i czuję bunt, ale nie mogę z tym nic zrobić. Nie jestem święta i tak dalej, ale no momentami dzieją się rzeczy, które mnie po prostu wkurwiają. I niezbyt dobrze sobie z tym radzę, a to bardzo źle, ponieważ powinnam bardzo uważać na sztuczne rozkręcanie w sobie emocji. Czy to dobrych czy złych, bez znaczenia. Bardzo chciałabym nabyć umiejętność dystansowania się do pracy. Wiem, że żyłoby mi się lepiej, zdecydowanie.
Po pracy miałam muła. Wpadłam do domu piekielnie głodna i zmęczona. Niemniej odstawiłam przyjemności na bok i poleciałam na pocztę, bo miałam powtórne awiza [pomimo tego, że nie miałam pierwszych]. Wszystko na szczęście gra. Odkąd żyję uczciwie i w zgodzie ze sobą czyli od prawie roku zamknęłam chyba każdy temat, który mógł mi przynieść przykre konsekwencje dlatego przestałam się już bać awiz. Skarbówka na czysto, ZUS na czysto, chyba nie mam czego się obawiać. Jedynie ponaglenie mandatu może mi przyjść, ponieważ jeszcze go nie zapłaciłam, bo po prostu nie miałam z czego. Postaram się po wypłacie go uregulować. Po powrocie do domu spacer z psem i dopiero zasiadłam jeść.
Bardzo chciało mi się spać, ale wygrałam tę nierówną walkę i udało mi się nie położyć. Wiele wysiłku mnie to kosztowało. Poszłam za to do Lidla po owoce i przeżyłam zawód, ponieważ nie było ani kaki ani kiwi, w ogóle były tylko jabłka, gruszki i jakieś tam banany i cytrusy. Chciałabym swoją dietę urozmaicić o jakiekolwiek owoce, które nie są bananami, bo jem dziesięć bananów tygodniowo i trochę nuda. A co do kaki to nawet nie wiem skąd się wzięło we mnie pragnienie spróbowania go po raz pierwszy. Niestety nie było. Poszłam więc do Carrefoura i tam zaszalałam i kupiłam i kaki i melona. I tak, ja wiem, nie powinnam wydawać tyle pieniędzy, ale po prostu miałam wewnętrzną potrzebę zrobienia czegoś dla siebie, po prostu. Myślę, że wydanie dziesięciu złotych na owoce nie jest życiową zbrodnią. Tym bardziej, że na co dzień i tak kupuję tylko to, co jest w korzystnej promocji. Melon jak smakuje to wiem i on na zjedzenie poczeka, ale co do kaki miałam dużo obaw. Musiałam przede wszystkim w necie sprawdzić jak się w ogóle za nie zabrać. No to umyłam, obrałam i.. przepadłam. Jezus, jakie to było pyszne. Normalnie jakby Jezusek stąpał bosą stópką po podniebieniu. Totalnie przepadłam. Przecudowny smak. Trochę się tylko zdziwiłam, że kaki ma całkiem sporo kalorii jak na jeden malutki owocek, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle, bo udało mi się zmieścić go w makro. Dorzuciłam je sobie do mixu serka wiejskiego i twarogu i zjadłam naprawdę wspaniałą kolację. I budżetową, bo dodatek jednego owocu nie sprawia, że jedzenie nagle było burżujskie. Coś cudownego, naprawdę. Jedzenie w plastikowym pojemniku jest mało eleganckie, ale to mój ulubiony sposób przygotowywania objętościowych posiłków, więc wywalone.
Źródło: fotografia własna
I tyle. Szczerze mówiąc to opublikuję ten wpis i idę się położyć, bo jestem naprawdę zmęczona i jakaś taka rozdrażniona pracą. Może też być tak, że moje rozdrażnienie pracą jest wyolbrzymione właśnie przez zmęczenie. Bardzo poważnie rozważam wzięcie urlopu na piątek, aby mieć długi weekend, ale wszystko zależy od tego czy będę musiała w niedzielę iść do pracy. Tak. Tym razem moja kolej na niedzielę w pracy i oczywiście musiała moja kolejka wypaść w najbardziej niesprzyjającym terminie czyli piątek praca, sobota wolne, niedziela praca, poniedziałek wolne. To brzmi jak z kabaretu, serio. Także czekam na decyzję czy w niedzielę będę pracować czy nie. Dietę utrzymałam choć dziś jest dzień pierwszy ze zwiększoną kalorycznością i zobaczymy jaki to będzie miało finał. Ponoć to mus, żebym schudła to muszę jeść więcej. Zobaczymy w praktyce jak to wyjdzie, bo przekonana do tego nie jestem wcale.
Śniadanie: mocarz z twarogiem
Obiad: kurczak z mixem [ryż + kasza gryczana] z warzywami [brokuł, kalafior, marchewka] i ogórkiem kiszonym
Kolacja: serek wiejski z twarogiem i kaki
Woda: 2,8l
Kroki: 12k
Do juterka.