Dziennik #197/2023 - zdrowy obiad

Words
408
Reading
2 min
Listen
Play
3y

Na wstępie tego postu pragnę zaznaczyć, że jestem niezadowolona bardzo, że nie mogę go opublikować przez PeakD. Pojawiła się jakaś awaria i nijak nie można się zalogować. Bardzo mi się to nie podoba, bo jestem przyzwyczajona, że to właśnie tam publikuję moje posty. Grrr.

Spałam źle, więc poranek był istną torturą. Trochę mnie męczy ta sinusoida ze spaniem, bo albo śpię tak rewelacyjnie, że szok albo mam problemy ze spaniem, brakuje tego czegoś po środku co można by nazwać normalnością. Na pewno jest to temat też do pani doktor, bo może po prostu trzeba zmienić leki? Albo dawkę? Nie wiem, ale na pewno to z nią omówię przy kolejnej wizycie.

W pracy było nudno do granic możliwości dlatego postanowiłam odebrać nadgodziny i wyjść o 14 zamiast o 16. Mój kompan nie był z tego faktu zadowolony, ale to nie moja wina, że ja mam nadgodziny do odbioru, a on nie i musiał siedzieć do końca. Byłam dzisiaj trochę produktywna, ale dla mnie to za mało, żeby ten dzień w pracy uznać za udany. Męczy mnie ta praca ostatnio strasznie, ale jestem za biedna, żeby cokolwiek z tym zrobić. Może od poniedziałku będzie lepiej skoro będziemy się dzielić obowiązkami i raz będę liderem, a raz magazynierem. Co też jest mi trochę nie na rękę, bo nie na stanowisko magazyniera się zatrudniałam, ale ponoć tak na razie musi być ze względów finansowych. Nie wnikam, bo i tak więcej się nie dowiem, ale zobaczymy ile czasu taka sytuacja potrwa. Mam nadzieję, że nie długo i jednak przejdziemy na dwie zmiany tak jak to było pierwotnie zaplanowane.

Wróciłam do domu szczęśliwa, że tak szybko i zjadłam na obiad prawie całą czekoladę, którą dostałam od koleżanki z pracy za drobną przysługę. Oczywiście normalny obiad również zjadłam, bo jestem teraz małym, obżartym grubaskiem, ale na dniach jak tylko dostanę swoją rozpiskę dietetyczną wszystko się skończy, nie będzie już miejsca na takie szaleństwa. Dlatego teraz korzystam i beztrosko nabieram kilogramów.

Po obiedzie poszłam spać i śnił mi się ciągle alkohol. I to w takiej postaci, że to ja piłam i było to tak realne, że po przebudzeniu miałam problem z konkretnym ogarnięciem czy ja się na pewno nie napiłam. Straszne uczucie i cieszę się bardzo, że to był tylko sen.

I tyle na dzisiaj. Porozmawiam jeszcze ze sponsorką i zbieram się do pracy, bo trzeba zarabiać hajs na długi.

Wpis krótki, bo nie lubię pisać poza PeakD i w ogóle mnie wena nie niesie.

Do jutra.

Dziennik #197/2023 - zdrowy obiad | Ecency