Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Kiepsko spałam. Tzn. zasnęłam dość późno i padłam mocno spać, ale wstałam strasznie zmęczona. To chyba ten nadmiar emocji, sama nie wiem. W każdym razie musiałam skorzystać z drzemki i zwlekłam się z łóżka w sumie na ostatnią chwilę. Nie lubię tak, bo wolę sobie wstać wcześniej i na spokojnie się ogarniać, ale niestety dzisiaj pokonała mnie grawitacja.
Pracę rozpoczęliśmy od warsztatów z zarządzania. Bardzo mi się podobało. Zajęcia bardzo praktyczne i dużo z nich wyniosłam. Niechcący też wyprowadziłam z równowagi koleżankę, ale czy to mój problem? Dyrektorka HR, która prowadziła te warsztaty była w ciężkim szoku jak zobaczyła prawdziwe zachowanie tej gwiazdy. Bo musicie wiedzieć, że owa gwiazda jest cudowna w słodkich słówkach i zawsze stawia się za wzór wszystkich cnót, ale jej zachowanie wcale takie nie jest. Jest wredna, opryskliwa, złośliwa, ofensywna i agresywna. No i dzisiaj to pokazała co w sumie mnie ucieszyło. To mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że prawda zawsze zwycięży. Naprawdę bardzo mi się te warsztaty podobały. Wyszłam z wybornym nastrojem. Po warsztatach mieliśmy małą imprezkę firmową, a mianowicie urodziny firmy. Była prezentacja, tort, szampan czy coś tam i ogólnie czas na luźne pogawędki. Miałam przyjemność porozmawiać z właścicielem firmy i choć gość mnie dość mocno onieśmiela to rozmowa była naprawdę przesympatyczna. Zapytał o coś w stylu dlaczego wolę jego firmę od poprzedniej korporacji, w której pracowałam to mu powiedziałam, że tu czuję się dobrze, ponieważ dla niego czyli założyciela jestem Pauliną liderką, a nie numerkiem kadrowym. Trochę się zdziwił, ale się uśmiechnął. W trakcie imprezy podeszła do mnie dyrektorka HR i poszłyśmy porozmawiać do pustej salki konferencyjnej, bo ją poprosiłam o kilka minut rozmowy. Najpierw zapytałam o to czy notatka służbowa, którą napisałam była napisana dobrze, ale nie uzyskałam odpowiedzi, bo nie zdążyła jeszcze jej przeczytać. Potem przeszłam do sedna czyli zapytałam co ze mną będzie. No i wystąpił problem, bo dyrektorka nie zrozumiała mojego pytania. Powtórzyłam więc co zamierza ze mną zrobić, bo ja od czwartku nie mogę spać, jeść, funkcjonować i jestem ogólnie totalnie rozbita tą sytuacją. A ona znowu do mnie, że nie rozumie o co pytam. No więc powiedziałam jej, że przecież wpłynęła na mnie skarga, że jestem Hitler, że krzyczę, zastraszam i ogólnie dramat i ma być ankieta czy jestem dobra czy zła, a jak zła to surowe konsekwencje. Nie umiem opisać jak szybko powiększały się jej oczy ze zdziwienia. No i oto co powiedziała mi dyrektorka HR: owszem, skarga wpłynęła i nie ma tam odrobiny zarzutu w moją stronę tylko winą obarczeni zostali kierownicy. To po pierwsze. Po drugie nawet gdybym to ja była obarczona jakąkolwiek winą to nikt by nie robił ankiety takiej, ponieważ jest to niezgodne z prawem. Po trzecie jestem wyróżniającym się liderem, najlepszym w naszym gronie i ona absolutnie nie widzi powodu, żeby wprowadzać jakiekolwiek reperkusje wobec mojej osoby. Po czwarte dałam dzisiaj czadu na warsztatach i jest we mnie ogromny potencjał. Jak mam być szczera to myślałam, że spadnę z krzesła. Nie powiem, że świat mi runął w posadach, bo byłoby to przegięcie, ale potrząsnęło mną to strasznie. Kierowniczka, którą miałam za dobrą koleżankę, z którą chodziłam na obiadki, kawki, herbatki, wysyłałyśmy sobie memy, po pracy cały czas i tak gadałyśmy na Whatsappie zrobiła coś takiego. Nie rozumiem. Po prostu nie rozumiem. Reszta dnia upłynęła mi trudno, ponieważ byłam w wielkich emocjach. Z jednej strony targała mną niesamowita ulga i czułam się uskrzydlona pochwałami od HR, ale z drugiej strony czuję zadrę w serduchu z powodu kierowniczki i niepokój w co ona gra. A gra ewidentnie.
W drodze powrotnej do domu kupiłam kebaba, bo nie mogę sobie poradzić z emocjami. Zabrałam psa na długi spacer, posłuchałam ulubionej muzyki i trochę mi ciśnienie zeszło. Zastanawiałam się co zrobić, jak to ugryźć. I chyba już wiem. Nie dam po sobie nic poznać. Kompletnie nic. Totalny poker face i zero zmiany zachowania. Jedyne co się zmieni to brak spotkań po pracy, będę się wykręcać brakiem czasu, bo po prostu tego akurat nie dźwignę. W każdym razie będę się zachowywać tak jakby się totalnie nic nie stało, a w międzyczasie będę sobie wszystko notować. Jej wredne odzywki, zaniedbania, nierówne traktowanie, przerzucanie na mnie swoich obowiązków, gardzenie pracownikami i wszystko co tylko możliwe włącznie z cytatami jej odzywek, bo tu bywa naprawdę kolorowo. I tak sobie będę z mozołem to zbierać, a jak już uzbieram odpowiedni zapas ciekawostek na jej temat to poproszę o rozmowę dyrektorkę HR i kierownika logistyki. I zapewne rozpęta się burza. Ale jestem na nią gotowa. Tym bardziej, że mam sojusznika, bo mój bardzo dobry kolega dołączył do naszego zespołu i sam już podniósł temat, że ona się do nas odzywa jak do bydła. Także spokojnie. Dziury nie zrobię, a krew wypiję, cierpliwy to i kamień ugotuje i tak dalej. Będzie mnie ta gra kosztowała sporo, bo mam w sobie tyle złości i żalu, że szok, ale spoko, ogarniemy. Zniszczyła mnie. Po prostu mnie zniszczyła. Były momenty, że miałam ochotę odebrać sobie życie, bo nie mogłam sobie poradzić z tak poważnymi zarzutami jakie na mnie ciążyły. Gardziłam sobą, swoją pracą, wszystkim co ze mną związane. I za co? Dlaczego? Miała we mnie naprawdę silnego sojusznika i nawet jak nie miała racji to stałam za nią murem, bo "przecież jesteśmy zespołem". No to już nie jesteśmy. Piłka w grze.
Dobrze, że mam niedługo urlop to trochę odpocznę. Najważniejsze jest to, że zostałam oczyszczona z fikcyjnych zarzutów. Czuję się 50 kg lżejsza. Naprawdę. A poza tym jedna z moich pracownic w niedzielę wróciła z urlopu i dzisiaj podarowała mi magnes na lodówkę, bo kiedyś coś tam gadałyśmy i jej powiedziałam, że lubię. Taki ze mnie potwór, że dostaję prezenty od pracowników. Kto by pomyślał..
Do jutra.