Dziennik #128/2026 - lęk

Words
528
Reading
3 min
Listen
Play
2h

reagan_yip-sea-7205366_1920.jpg

Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Trudno mi w życiu. Kilka tygodni temu spotkała mnie najgorsza rzecz w moim życiu i nie, nie podniosłam się - nadal leczę rany i mam wątpliwość czy kiedykolwiek je wyleczę. Myślę, że nie. Jestem drażliwa, płaczliwa, boję się, mam problem, żeby wieczorem wyjść na spacer z psem, bo mam lęki i ogólnie źle mi się funkcjonuje. Nie jem, nie śpię, a gdy śpię mam koszmary. Na to jeszcze w sobotę dostałam strzała od matki i już totalnie zaliczyłam nokaut. Naprawdę nie ma co już ze mnie zbierać - serio. Ale mam swoją bezpieczną przystań jaką jest moja przyjaciółka. Wiem, że jest ze mną, jest za mną i przy niej nigdy nie stanie mi się krzywda. Wspiera mnie, opiekuje się mną i trwa przy mnie, a to naprawdę jest kurewsko trudne. I dziękuję sile wyższej, że postawił na mojej drodze tak wspaniałego człowieka, bo z nią i jej małą bandą ten świat jest trochę bardziej akceptowalny. Na tym etapie nie jest nawet znośny, ale jest troszkę akceptowalny, a to dużo. Powoli wszystkie rany przestaną krwawić i zacznę stawać na nogi.

W pracy ogień umiarkowany, ale tracę siły do użerania się z moimi współpracownikami. Po prostu tracę siły. Zero logicznego i analitycznego myślenia, nawet chłopski rozum u niektórych nie działa więc przyjęłam postawę bardzo prostą: skoro jedzie na Ciebie rozpędzony pociąg i Ty nie masz ochoty zejść z torów, aby się ocalić - nie będę na siłę Cię z nich ściągać. Chcesz zapierdolić łbem w lokomotywę - powodzenia żołnierzu. I tyle. Dlatego w przypadku niektórych osób już zamykam paszczę, bo szkoda mi szarpać swoich nerwów. Robię swoje i na tym skupiam swoją uwagę.

Było mi w pracy dzisiaj trudno, bo jestem bardzo zmęczona. Dzisiejsza noc była dla mnie horrorem. Powrócił koszmar, który prześladuje mnie od lat zawsze, gdy moja psychika jest przeładowana. I generalnie koszmar dotyczy krzywdy w wersji hard i bardzo często jest tak, że próbuję się obudzić, a nie mogę i walczę sama ze sobą aż w końcu wyrywa mnie ze snu i przez kilkanaście sekund jestem w takim stanie, że nie potrafię określić czy naprawdę mi się działa krzywda czy to tylko sen. Na szczęście wiem, że to sen, bo kropka w kropka ten sam koszmar wraca zawsze jak mam tak silne załamanie nerwowe, ale nie zmienia to faktu, że wstałam kurewsko wyczerpana. A do tego jeszcze plecy jebią jak oszalałe.

Czy wydarzyło się dzisiaj coś dobrego? No tak. Wstałam trzeźwa. Zjadłam dwa posiłki i tutaj trochę słodko - gorzko, bo powinnam trzy i kcal też wyszło mało [813], ale no nie będę się za to biczować. Ile mogłam tyle zjadłam. Choć nie wykluczam, że jeszcze spróbuję się zmierzyć chociaż z serkiem wiejskim, ale zobaczymy. Rozśmieszyłam parę osób w pracy choć mi do śmiechu nie jest wcale, ale to moja tarcza obronna przed bólem, który mam w sobie. Zrobiłam w pracy ZNOŚNY wynik. Mało przebywałam dzisiaj w pracy z ludźmi, którzy mnie wkurwiają. Okazałam wsparcie mentalne ludzikowi z pracy. Przeżyłam. I to jest największy sukces ostatnich dni. I tak dzień po dniu, dzień po dniu aż odzyskam stabilizację, bo w końcu odzyskam.

Leki wzięte, chwilę jeszcze poklikam i lecę spać.

Do jutra.

Dziennik #128/2026 - lęk | Ecency