Główna refleksja, która nasunęła mi się w związku z 20 rocznicą mojego wyjazdu na Łotwę jest taka, że smartfony ukradły nam realne życie. Nawet nie Internet, tylko właśnie one. Szczególnie w połączeniu z mediami społecznościowymi atakującymi krótkimi formatami. Sam staram się ograniczać odruch scrollowania i jak najmniej przeglądać podsuwanych przez algorytmy treści. Powstaje jednak pytanie: czy mogę do tego samego namawiać innych?
Obiektywnie mogę stwierdzić, że korzystanie z mediów społecznościowych w zdecydowanej większości to strata czasu. Równocześnie jestem świadomy tego, że bez nich KBK praktycznie nie jest w stanie funkcjonować. Wyobraźmy sobie, że znika nasz Facebook i Instagram. Oznacza to, że z dnia na dzień praktycznie przestają napływać nowe osoby. No bo niby skąd mają się dowiedzieć o wydarzeniach? Oczywiście stali bywalcy przychodzą dalej. Siły przyzwyczajenia nie można lekceważyć. Prawdą jest jednak również, że bez nowych osób żadna inicjatywa nie jest w stanie się utrzymać. Z prostej przyczyny: odpływ bywalców jest nieunikniony. Jest całkiem sporo osób, które w 2022 roku pojawiały się często a teraz prawie wcale. Czy to znaczy, że KBK przestało im się podobać? No nie. Po prostu zmieniła się ich sytuacja życiowa.
Pytanie pozostaje więc otwarte: jak wyjść z Matrixa i w temacie promocji nie polegać przede wszystkim na mediach społecznościowych? (o ile w ogóle jest to możliwe)
PS. Chyba trzeba stworzyć w KBK jakiś format spotkań podczas których ludzie mogliby się głowić nad rozwiązywaniem takich problemów.