Trwa nagonka na kryptowaluty. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Najpierw Zondacrypto. Teraz jakaś afera z paliwem dla Orlenu z Wenezueli. To, co zwróciło moją uwagę w tej najnowszej sprawie to powtarzające się w medialnych przekazach "kryptowaluty na pendrive". Na 99% chodzi o jakiegoś ledgera czy inny portfel sprzętowy. No ale dla ignorantów to jest oczywiście jakiś magiczny pendrive. To tak jakby pisać, że przemytnicy przewieźli przez granicę alkohol. W BUTELKACH!
Swoją drogą dawno nie było w KBK żadnego wydarzenia blockchainowego. Obecnie jest tyle dezinformacji (i ignorancji) w tym temacie, że chyba trzeba coś znów zorganizować. Swoją drogą na poprzednich spotkaniach zawsze przestrzegaliśmy, że trzymanie środków na giełdach jest ryzykowne i dlatego powstało krypto, żeby trzymać je na własnych portfelach. Ale czy ktoś nas słuchał?