Ostatnio na jakimś tiktoku czy innym instagramie wpadł mi w oko omlet z budyniem. Przepis niby turbo prosty, super smaczny, rozkosz dla podniebienia, tak cudowny, że nawet sam po sobie gary pozmywa. No to postanowiłam to sprawdzić.
Rozbiłam dwa jajka, oddzieliłam żółtko od białek i ubiłam pianę na sztywno. Kurwa. Z całym szacunkiem, ale myślę, że ludzie, którzy twierdzą, że ubicie białek rózgą jest super przyjemne i szybkie mają coś z garem. Umęczyłam się gorzej niż przy kopaniu rowów [tak myślę, bo nigdy nie kopałam].
Źródło: fotografia własna
Potem wedle przepisu żółtka miałam połączyć z mlekiem i proszkiem z budyniu. Zabawne, bo za chuj to połączyć się nie chciało.
Źródło: fotografia własna
Potem wedle przepisu tę płynną część miałam wrzucić do piany i ja lekko pomerdać. I nie wiem o co chodzi, bo w ogóle pierwszy raz w życiu ubijałam pianę z białek, ale naprawdę nie czaję po co ją ubijać na sztywno skoro po dodaniu mieszanki piana była już lejąca. Widzę tu jakiś błąd logiczny bądź kulinarny po mojej stronie, nie wiem.
Źródło: fotografia własna
Patelnię posmarowałam olejem, wylałam masę i byłam wręcz zachwycona jak ona pięknie się na owej patelni prezentuje. Jakby sam stwórca zesłał obłoczek do mojej kuchni.
Źródło: fotografia własna
No i euforia nie trwała długo, bo magia piany była taka, że po złapaniu temperatury wszystko klapło i został kapciowaty placek.
Źródło: fotografia własna
Generalnie podsumowując omlet był jadalny, ale ja go osobiście więcej nie zrobię. Nie wiem po co dodawać budyniu skoro nie czuć go w smaku, no dodał jedynie kolor ok, ale to już lepiej byłoby dodać kakao, przynajmniej byłby smak. Pierdolenia się z tym omletem było nieadekwatnie dużo do walorów smakowych i estetycznych, bo po pierwsze uwaliłam dwie miski, po drugie wyrzeźbiłam bicka ubijając pianę, a po trzecie smak tak przeciętny i nijaki, że aż chłód w serduszku zapanował. Być może jest to danie, które potrzebuje dodatków wyrafinowanych typu jakiś jogurt i owoce, ale szczerze? Jak na ten ogrom pracy, który trzeba w niego włożyć to wyjebane, wolę moje omlety owsiane, bo w kilka minut mam danie kompletne, przy którym nie muszę nic więcej cudować, a po podniebieniu przebiega mi Jezusek takie to dobre.
Nie polecam, 2 / 10 i to tylko dlatego, że wróciłam mega głodna z pracy.