Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Wrzucam mały update co słychać, ale bardzo mały i już tłumaczę dlaczego. Mega rozłożyła mnie choroba. Tzn. będę żyć, spokojnie, ale po prostu nie mam siły stukać w klawiaturę. W każdym razie ostatni tydzień był.. bardzo, ale bardzo trudny. Niemniej jednak jestem wciąż na powierzchni. Trochę mi przykro, że pozbierać mi się pomogły nie te osoby, na które liczyłam, ale z drugiej strony to też cenna lekcja. Spotkało mnie również coś dobrego, ale pochwalę się tym za kilka dni. Mam nadzieję, że będziecie ze mnie dumni, bo ja trochę jestem dumna sama z siebie, a jak wiecie najlepszego mniemania o sobie nie mam. Wczoraj byłam w pracy do 22:15, a dzisiaj pojechałam na 5:30 i nie robimy tak nigdy, szanujemy dobę pracowniczą, ale wyjątkowo miałam zastąpić chorą koleżankę i nikt nie mógł przewidzieć, że w nocy mnie też rozłoży choroba. Ale to nic.
Przetrwałam bardzo poważny sztorm na trzeźwo - 5 dni jestem trzeźwa.
Bardzo chcę wrócić do regularnego pisania, bo wiem jak dobrze to działa na moją psychiką, więc postaram się od jutra nie szukać zbędnych wymówek.
Lecę do wyrka, do jutra.