Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Muszę powiedzieć, że spałam głęboko jak dziecko i raptem raz obudziłam się w nocy. Wstałam trochę zamulona, tak na pełnych obrotach zaczęłam funkcjonować dopiero koło południa, ale generalnie to dobrze, bo to znaczy, że dobrze toleruję nowe leki. Przynajmniej na razie.
Na terapii powiedzmy, że ok. Jestem rozleniwiona nią i dość mocno rozdrażniona, chyba chciałabym już koniec. Terapeutka pożyczyła mi bardzo ciekawą książkę i na tyle ona mi się spodobała już pobieżnie, że postanowiłam od razu dzisiaj ją zakupić, ale o tym później. W każdym razie książka dotyczy bardzo mocno problemów, z którymi ja się borykam tj. praca z ciałem i emocje. Bardzo jestem wdzięczna, że jestem pod opieką terapeutki, która nie odklepuje po prostu swojej pracy byleby odhaczyć pacjenta tylko szuka rozwiązań do każdego konkretnego przypadku. Będąc pod jej opieką i w dalszym czasie osób, które ona poleca trochę mniej się boję, że moja psychoterapia ogólnie będzie trwała kilka lat.
Po terapii pojechałam do taty zawieźć mu komputer, bo odbierałam go z serwisu. Bardzo miło mi się zrobiło jak popatrzył na mnie taką zmęczoną i trochę zakręconą od leków i nakarmił mnie przepyszną, gorącą zupą. Zrozumiałam w końcu, że on po prostu nie jest nauczony zajmowania się sferą emocjonalną i w czynach dbających o mnie pokazuje swoją miłość i dużo lżej mi na sercu odkąd to dostrzegam. To dobry facet, a zupa była naprawdę przepyszna. Cieszę się, że mam takiego ojca.
Po powrocie do domu musiałam odpocząć, bo czuję się naprawdę zajechana jak koń po westernie. Jednak żeby ten czas, gdzie potrzebowałam zregenerować moje ciało nie był nieproduktywny to zastanawiałam się nad sugestią, że podświadomie mogłam się tak rozjechać przez nadchodzący dzień matki. Może tak być, nie neguje tego dlatego stwierdziłam, że spróbuję sobie ten dzień matki trochę odczarować. Na pewno w ten dzień pójdę sobie gdzieś coś dobrego zjeść no i zamówiłam sobie dwie książki. Pierwsza książka jest to ta, którą poleciła mi terapeutka, a druga to zbiór tak zwanych medytacji dla osób trzeźwiejących. Na każdy dzień w roku trochę słów ku pokrzepieniu plus pytanie do zastanawiania się nad sobą, bardzo lubię tę książeczkę
Mam trochę do siebie pretensje, że wydaje pieniądze, ale z drugiej strony czy 40 zł za dwie książki, z których będę regularnie korzystać to aż taki grzech? Nie wiem sama. Trochę się biczuję ostatnio, bo zaczęłam znowu syfiasto jeść, teraz znowu wydałam pieniądze i w ogóle. Zupełnie rozjechałam się z dyscypliną i wydaje mi się, że sama jestem temu winna, bo zbyt sobie dokręciłam śrubę. Myślę, że muszę zbalansować to wszystko, bo chyba zbyt się spinam, potem wszystko puszcza i ciężko wrócić mi na właściwe tory. Daje sobie jeszcze czas do tego nieszczęsnego czwartku i od piątku spinam poślady, bo sama się źle czuję z tym jak funkcjonuję ostatnio. Trochę zrobiłam sobie wakacje i już wystarczy.
Wieczorem poszłam z psiakiem na długi spacer, łącznie na dworze spędziliśmy ponad godzinę. W trakcie spaceru też przyjechała terapeutka, bo miałam dla niej ponad 200 maseczek. Ja nie bardzo miałam co z nimi zrobić, bo dla mojej rodziny zrobiłam zapas, a ona mądrze je wykorzysta tam, gdzie realnie się przydadzą. Lubię czynić dobro ostatnio, sprawia mi to jakąś radość i dumę z samej siebie.
W trakcie pisania tego posta użarł mnie komar i mam w sobie taką refleksję, że ludzie, którzy lubią lato i całe to robactwo, które od jakiegoś czasu wylazło to chyba mają jakieś poważne zaburzenia. Kurwicy idzie dostać.
Za szybko przeleciał mi dzień, chwilę spróbuję poczytać książkę i do spania. Jutro mam mocne postanowienie nadrobienia zaległości z Hive.
Do jutra!