Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Siada mi psycha. Całą noc nie spałam. Płacz, gniew, derealizacja, demony. A rano byłam totalną pizdą dla mojej przyjaciółki. Ja się nie spalę w piekle. Ja będę podpałką pod kotłami dla największych skurwysynów, którzy tam trafią.
Pojechałam do pracy na 3,5h i praca jak praca. Miałam tak silny zjazd emocjonalny i psychiczny, że nie umiałam kompletnie złapać tego vibe, który zawsze nakręca mnie do życia, który sprawia, że po prostu mi się chce. Snułam się, coś tam pogadałam, bla, bla, bla.
Pojechałam do babci i do dziadka. Dziadek jest już w domu. Raczej już z łóżka nie wstanie, ile czasu mu zostało nie wiemy, bo tak naprawdę nikt nie jest w stanie nam odpowiedzieć na pytanie co się dzieje i co będzie dalej, ale.. przytulił mnie. I jak mnie przytulił to się jednocześnie rozpadłam na pojedyncze atomy, ale z drugiej strony pojawiło się niezrozumiałe uczucie, że wszystko jest ok, że mój dziadek jest i będzie. I trzymał mnie za rękę, gdy z nim rozmawiałam. I w końcu czułam tę miłość, którą dziadek do mnie ma, bo on mnie kocha nad życia i ja to wiem, ale przez ostatnie tygodnie było tak ciężko, że to uczucie gdzieś się zatraciło. Ustawiłam mu Netflixa w telewizorze, żeby nie musiał uruchamiać komputera, naprawiłam zegarek, nakarmiłam zupą, którą mu przygotowałam i wyprzytulałam go za wszystkie czasy. To on mnie ukształtował. Nie matka [choć ona w kwestii wad i błędów to tak], nie ojciec, nie babcia. On. On mnie nauczył miłości do przyrody, natury, szacunku do drugiego człowieka, ciężkiej pracy, potrzeby ciągłej nauki i rozwijania się. On zawsze we mnie wierzył, wspierał mnie, pocieszał, rozśmieszał, nauczył mnie grać w szachy, rozwiązywać krzyżówki i sudoku, wskazywał mi drogę w życiu i to on kazał mi się cały czas rozwijać, bo według niego jestem nieprzeciętnie inteligentnym człowiekiem. To z nim mam najlepsze wspomnienia mojego życia. Nigdy nie zapomnę jak uczyłam go obsługi komputera od zera i dziadek skrupulatnie notował wszystko co mu mówiłam i notatki wyglądały tak "w prawej dłoni trzymam myszkę, najeżdżam strzałeczką na ikonkę o nazwie "Firefox", dwa razy szybko klikam lewym przyciskiem myszy". Mój dziadek jest cudem. Jeśli jest ktoś, kto ukształtował mnie jako człowieka to jest nim właśnie mój dziadek. Jakbym mu powiedziała, że zabiłam człowieka to byłby ze mnie dumny i tak i wziąłby łopatę i znalazłby odpowiednie miejsce na zwłoki. Mój świat bez niego runie.. Ale zawarliśmy dzisiaj deal. Powiedziałam mu, że skoro mój tata wziął ślub po 50 to mnie może spotkać to samo czyli najszybciej za 16 lat, a nie wyobrażam sobie, żeby dziadek nie wywijał nóżką na moim weselu, więc sorry, ale trzymaj się dziadek, bo jesteś potrzebny. On nauczył mnie kochać. On nauczył mnie jak to jest być kochanym. Choć tego drugiego akurat nie umiem przyjąć.
Po powrocie do Gorzowa miałam zjazd emocjonalny kompletnie, ale chciałam jeszcze porozmawiać z przyjaciółką i przeprosić ją za poranek. Bo byłam dla niej pizdą totalną. A bardzo tego nie chcę. A że przyjaźnię się z najcudowniejszym człowiekiem na świecie to mi wybaczyła. Chcę być kurwa lepszym człowiekiem.
Wieczór ciężki. I nie chce mi się tego rozwijać. Jestem tak psychicznie wyczerpana, że wróciły mi myśli samobójcze, myśli o samookaleczaniu lub łamaniu abstynencji. I ja naprawdę już nie wiem jak mam się podnieść. Łykam kolorowe tabletki, chodzę na terapię, medytuję, modlę się [bardzo dużo ostatnio], a wszystko jest na nic. Jestem tak przeciążona tym, co się dzieje w moim życiu, że kompletnie przestałam sobie radzić. Nie jem, nie śpię, bolą mnie mięśnie, bolą mnie nerki, prawie w ogóle nie sikam, boli mnie wątroba, wróciły krwotoki, tachykardia ma się całkiem nieźle, bo też daje czadu i tak dalej i tak dalej. Mam momentami zwątpienie ile jeszcze pociągnę, ale muszę kurwa pociągnąć, bo mam dla kogo.. Jak się nie obrócisz tak dupa z tyłu, ale sił mi już zaczyna powoli brakować.. Czasami są takie momenty, że chciałabym się już nie obudzić, ale wiem, że jest te kilka osób, które tym kurewsko unieszczęśliwie, więc wstaję, walczę jak umiem i tyle no..
Do jutra.