Ciągle się uczymy. Na błędach i nie tylko. A główna nauka ostatnich 12 miesięcy jest taka, że narracja jest arcyważna. Wręcz kluczowa.
Rok temu ogłosiliśmy niepodległość. O tym jak było wcześniej pisałem wiele razy. Ludzie z ulicy kompletnie nie czuli czym jest KBK. Dziwny klub z kryptowalutami i poezją Herberta. A komu to potrzebne? A dlaczego?
Ogłoszenie niepodległości ludzi mocno zaintrygowało. Rycar stał się bardziej zrozumiały. No bo jak państwo bez waluty? Nawet jeśli nie do końca poważne. Efekt był taki, że sporo osób pojawiło się z ciekawości.
Na początku tego roku w narracji pojawił się dodatkowy element: "miejsce trzecie". Nigdy nie sądziłem, że jakakolwiek socjologiczna koncepcja może znacząco wpłynąć na KBK. Choć szczerze mówiąc, właśnie tego typu teorii oczekiwałem po moich studiach kulturoznawczych. Niestety na UJ dominowały nikomu niepotrzebne bzdety.
"Otwarta enklawa" i "miejsce trzecie" to z pozoru zupełnie inne narracje. W praktyce jednak pasują do siebie jak puzzle i doskonale się uzupełniają. Niepodległość intryguje i przyciąga. Koncepcja Oldenburga z kolei tłumaczy dlaczego KBK jest ważne i warto je wspierać. Intuicja podpowiada mi, że w perspektywie czasu zmiana ta może mieć fundamentalne znaczenie dla Królestwa. Zwłaszcza dla jego rozwoju. Przez wiele lat bowiem KBK było projektem lokalnym, którym interesowała się garstka ludzi, którzy w dodatku trafili na niego zupełnie innymi kanałami.
Idea KBK nie zmieniła się zbytnio przez ostatnie 11 lat. Od zawsze było to miejsce, w którym z założenia mieli spotykać się różni ludzie i robić dobre rzeczy. Tak jakoś się jednak złożyło, że przez większość tego okresu idea ta mało kogo grzała. Dla kontrastu można przywołać akcję "German Death Camps", która emocjonowała ludzi tak bardzo, że sami pisali maile z pytaniem, gdzie mogą przesłać pieniądze. Paradoks sytuacji tkwi w tym, że KBK rozwiązuje poważniejszy problem. No bo z całym szacunkiem dla historii - konsekwencje smartfonozy i działania mediów społecznościowych są o wiele dotkliwsze niż próby jej fałszowania. Zakres problemu jest ogromny - od niemożności utrzymania uwagi po epidemię samotności wynikającą z tego, że ludzie spędzają większość czasu w Matrixie.
Problem potęguje fakt, że równolegle do smartfonowej rewolucji pozbyliśmy się miejsc trzecich. I tu wchodzi KBK całe na biało przecierając zasypany szlak. Bo nie ma wątpliwości, że bez tego nie da się w praktyce wyjść z Matrixa. Wydaje mi się też, że ta opowieść może być poruszająca dla całkiem dużej grupy osób. Zwłaszcza ludzi z mojego pokolenia i starszych, którzy doskonale pamiętają jak wyglądał świat relacji międzyludzkich 20 lat temu.