Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Daję znać, że żyję. Choć ciężko nazwać to życiem. Prawie miesiąc nie pisałam, cóż..
Sytuacja jest zła. Depresja pochłonęła mnie do stanu niebezpiecznego. Ale przecież to mało, więc moje zdrowie zajebało ryjem o ziemię. Wymiotuję, nie mogę jeść, z piciem też bywa różnie, nie śpię od piątku, więc miewam chwilowe halucynacje, ale panuję nad nimi. W sobotę i niedzielę wjechały substancje psychoaktywne. I nie wiem czy jutro nie wjadą również, bo nie wiem jak mam żyć w pracy. Dzisiaj już mnie korciło sięgnąć po woreczek, ale jakoś przetrwałam choć było ciężko. Na plus, że zepsułam humor kilku osobom. Walczę o życie psa. Medycznie jest zdrowy, ale czuję, że umiera mi na rękach, a znacie mnie tyle lat, że wiecie ile gość dla mnie znaczy, więc nie każcie mi pisać co przeżywam.. Nie śpię, bo się nim opiekuję. Co 20 - 30 minut chodzimy na spacer, a on sobie po prostu leży na trawce. Czasami znoszę go na rękach, bo nie zawsze mu się chce zebrać siły. Ale ma pełno sił, by żyć, bo patrzy na mnie jak zawsze. Leżymy sobie, przytulamy się i oboje próbujemy nie umrzeć..
Źródło: fotografia własna
Źródło: fotografia własna
Źródło: fotografia własna
Alienuje się. Nie rozmawiam z nikim. Na messengerze mam nieodczytanych 7 konwersacji. Na whatsappie jakieś 5. Nie chce mi się z nikim gadać. Chcę przestać istnieć, bo poziom bólu przekroczył punkt krytyczny.
Jednego z Was zawiodłam, bo miałam dowieźć jeden temat, ale nie mam siły, czasu i przestrzeni. Ale ogarnę.
Dobijcie mnie.
@rozku aniele.