Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Ta noc to była jakaś totalna katastrofa. Zasnęłam jak dziecko, ale znowu się obudziłam i żarłam. Nie kontroluję tego. Kompletnie. Niestety mój plan z talerzem z owocami się nie udał, bo po zjedzeniu warzyw i owoców zjadłam jeszcze obiad. Tym samym w nocy zjadłam 800 kcal i na dzień zostało 700. No kurwa. Poza tym obudziłam się przed trzecią i już nie mogłam spać. Frustrowało mnie to strasznie.
Wypiłam kawkę, poszłam z psem na spacer i się kręciłam po domu. Nie chciałam jeść śniadania, bo po pierwsze nie byłam głodna [lub tak sobie wmówiłam], a po drugie mając 700 kcal do dyspozycji to jakbym zjadła śniadanie o 4 rano to nie wiem jakbym dotrwała do wieczora do kolacji. Mój plan był prosty: opóźnić jak najbardziej pierwszy posiłek.
Pojechałam do psychiatry. Chwilę musiałam poczekać, ale to nic. Szczerze sobie porozmawiałyśmy i nie wiadomo dlaczego mam te nocne epizody braku kontroli. Mimo wszystko trochę mi pozmieniała dawkowanie leków i wierzę, że będzie dobrze. Powiedziała też, że na pewno nie puści mnie za tydzień do pracy. Ups. Jest potencjał na to, że będę się wygrzebywać z dołka. Naprawdę widzę to. Ponadto poleciła mi pić melisę na wieczór co ma w połączeniu z lekami dobrze wpływać na mój sen. Wierzę w to bardzo. Po wizycie pojechałam do wujka mechanika zostawić mu auto do naprawy. Bardzo się tej naprawy boję, bo wiem, że ona totalnie zrujnuje moje finanse. Niestety jednak muszę ją zrobić, a już tym bardziej mając w perspektywie sprzedaż tego gówna. Chwilę pogadałam z wujkiem i poleciałam do Biedronki, bo znowu miałam promkę w szejkomacie i kaszę jęczmienną kupiłam 4kg za 8 zł. Deal życia. Jak byłam w Biedronce zadzwoniła koleżanka, która jest byłą partnerką kolegi, od którego się odcięłam. I w sumie nie wiem po co zadzwoniła. W sensie pogadać o nim, ale po co? Gość dalej chleje, dalej kłamie, dalej manipuluje to po co mi on w życiu? A wiem, że dalej chleje, bo 2,5 miesiąca miałam z nim spokój, a dzisiaj rano nagle napisał. To nie jest przypadek. W trakcie rozmowy wyszły kolejne jego kłamstwa i manipulację, wiec ja z tym człowiekiem nie chce mieć nic wspólnego. Nigdy się nie odwróciłam od kogoś kto zapił. Zawsze byłam i wspierałam, ale nie pozwolę robić z siebie idiotki i mnie okłamywać.
Siedziałam jak na szpilkach w domu, bo nie wiedziałam, o której przyjedzie kurier. Na szczęście przyjechał chwilę po 10. Przywiózł 20 kg jedzenia w postaci suchej żywności. Najwięcej jest płatków owsianych. Chciałam się zabezpieczyć w żywność, ponieważ najbliższe miesiące nie zapowiadają się zbyt dobrze. Plus mam jeszcze od groma innych produktów tego typu, więc moja spiżarnia pęka w szwach i dobrze mi z tym, to mi daje poczucie bezpieczeństwa.
Źródło: fotografia własna
Ten koleś miał dzisiaj wbite w cały dzień, totalnie. Zazdroszczę:
Źródło: fotografia własna
Mam dzisiaj w sobie dużo lęków. I trochę się w tym zapętliłam, bo mam lęki, że będę miała lęki, wiec mam lęki, które co chwilę rosną, więc mam lęki, że lęki będą rosnąć, więc mam większe lęki.. I tak dalej. Ja wiem, że to z boku może się wydawać śmieszne i pewnie takie jest, ale wierzcie mi, że totalnie nie ma w tym nic zabawnego. I ogólnie jakaś tam poprawa jest, nie powiem, że nie, bo choćby myśli samobójcze mi odpuściły, a rezygnacyjne są pod względną kontrolą to i tak jest mi bardzo ciężko. Czuję w sobie dużą dozę niepewności o jutro, lęku przed śmiercią, ale też mam w sobie ogrom nadziei. Wierzę, że w końcu farmakoterapia zacznie znowu działać prawidłowo i bardzo wierzę w moją terapię. Wierzę, że jak te wszystkie puzzelki się poukładają to moje życie wróci do normy, bo na razie nie jest dobrze, po prostu.
Posiłki:
Moje cele według Fitatu:
Kcal 1503/1500
Białko 95/90
Tłuszcze 66/50
Węgle 131/174
Skopiowałam z chata GPT, bo jemu to wysyłałam, a już mi się nie chciało pisać od nowa, sorki.
Kolejny dzień z dobrze zrobioną robotą jeśli chodzi o jedzenie. I mam też dla Was śmieszną historię. Robiłam porządki pod rozpakowanie paczki i zobaczcie jakie fajne produkty znalazłam. Nie pamiętam, żebym to kupowała, ale cieszę się bardzo, bo są to bardzo wartościowe rzeczy, na których kupno aktualnie mnie nie stać i jeszcze długo stać mnie nie będzie.
Źródło: fotografia własna
Wiem, że jest po terminie, ale GPT mi powiedział, że jak nie capi i jest dobre to jest git. Więc jest git.
Przejdźmy teraz do rzeczy ważnych. Dzisiaj w końcu nastąpił ten dzień, że przebiłam pułap 6000 HP. Jestem z siebie dumna. Z jednej strony mam ogromną wdzięczność względem Was, bo bez Was nigdy nic takiego by się nie wydarzyło, ale też z drugiej strony bardzo doceniam swoją pracę, by do tego doprowadzić. Oba uczucia są wspaniałe. Czasami miewałam myśli, żeby spieniężyć HP, ale dopóki nie będę umierać z głodu [a nie będę, bliscy na to nie pozwolą + moja zapasy jak na wojnę to nie będę tego ruszać. Mimo różnych ułomności bardzo wierzę w nas ekosystem. Czuję się wspaniale. Po prostu.
Wypiłam już dzienną porcję melisy także idę się położyć, bo już patrzę na świat jednym okiem i co chwilę muszę poprawiać literówki.
Do jutra.