Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Miałam dzisiaj już tradycyjny ostatnio problem ze wstaniem z łóżka. Jedyne co jest w tym dobre to, że w tym swoim jeszcze pięć minut nie spóźniam się do pracy. Myślę, że spóźnienia na okresie próbnym dość mocno by wpłynęły na moją ocenę i perspektywę pozostania w aktualnej pracy. Póki co jestem codziennie przed czasem, więc oby tak dalej.
W pracy było ciężko. Zero zajęcia. Dosłownie zero. A co gorsze pod sam koniec pracy zesrało się kilka tematów i jutro będę musiała je rozwiązać samodzielnie, ponieważ mój trener wziął sobie urlop. Nie mam zielonego pojęcia jak owe sytuacje rozwiązać i liczę na to, że ktoś mi w tym pomoże. Będzie ciężko, już z góry się nastawiam na ciężki dzień. Do tego prawdopodobnie czeka mnie dyscyplinująca rozmowa z podwładnym, którego zaczynam mieć serdecznie dosyć. Co to stanowisko robi z człowiekiem, że teraz nazywam to dyscyplinującą rozmową, a wcześniej powiedziałabym, że opierdol. Same zmiany, kto by pomyślał.
Po pracy wpadłam do domu, wykąpałam się i poleciałam na miting. Przypadło mi w udziale jego prowadzenie i nie jestem z siebie zadowolona, ponieważ pozwoliłam na sytuację, że bardzo długo trwały dyskusje niezwiązane z tematyką mitingu. No mówi się trudno, nie mam doświadczenia w tym, więc nie bardzo wiedziałam jak okiełznać gadulstwo dziewczyn. To co bardzo mnie cieszy to fakt, że dołączyły dzisiaj do nas aż dwie nowe osoby, więc śmiało mogę powiedzieć, że grupa rośnie w siłę w całkiem zadowalającym tempie.
Po powrocie do domu trochę się ogarnęłam i porozmawiałam ze sponsorką. Podziwiam ją, ma raka i jest aktualnie w trakcie radioterapii, a ma taką pogodę ducha, że tylko brać przykład. Ja ostatnio też jakoś lepiej się czuję, są nawet momenty, że zdarza mi się z optymizmem patrzeć w przyszłość także cieszę się. Jedyne co mi dokucza to fakt, że mogłabym całą dobę spać, a i tak mi mało. Już teraz o godzinie 20:25 jestem tak zajechana jakbym cały dzień kopała rowy, a tak naprawdę cały dzień się obijałam. Niemniej coś mi się ostatnio w głowie przestawiło i nie zmuszam się do siedzenia dłużej, bo głupio tak wcześnie iść spać i jak jestem zmęczona to się po prostu kładę i śpię. Moja średnia dobowa snu ostatnio to jakieś 10 godzin i dobrze. Widocznie tego potrzebuje mój organizm. Modlę się, żebym w delegacji dostała pokój tylko dla siebie i żebym mogła spać kiedy mi się podoba bez konieczności dostosowywania się do kogoś innego.
I to by było na tyle dzisiaj. Dzień zleciał, kolejny zresztą i idę spać. Do snu włączę sobie "Druhny" i tyle. Może dlatego tak dobrze mi się śpi ostatnio skoro oglądam komedie do poduszki? Kto wie.
Do jutra!