Dziennik #114/2025 - zaćma

Words
691
Reading
4 min
Listen
Play
1y

20250424_174026.jpg

Źródło: fotografia własna


Dobry wieczór.

Zasnęłam jak małe dziecko i nie byłam zadowolona jak zadzwonił mi budzik. Mimo wszystko powstrzymałam się od ustawiania drzemek i dziarskim krokiem rozpoczęłam dzień. Teoretycznie mogłabym chwilę dłużej pospać, ale wtedy poranek byłby w biegu, bez kawy i ze śniadaniem zjedzonym w pośpiechu, a tego nie lubię. Tak przynajmniej miałam spokojnie na wszystko czas.

W pracy dużo zajęć i dzień był bardzo dynamiczny. Udało mi się namierzyć kolejny problem systemowy i oczywiście jak to bywa z naszym wsparciem technicznym odbiłam się od ściany "u mnie działa", ale się nie poddałam i użyłam tylu racjonalnych argumentów, że zmusiłam ich do zajęcia się sprawą. Pod koniec pracy zagotowałam się na zachowanie mojej pracownicy, ale nie było już czasu tego wyjaśniać, więc zrobimy sobie konfrontacje. Wydaje mi się, że moja asystentka wynosi informacje do swojej przyjaciółki, która jest u nas magazynierem i wyszła z tego dzisiaj wielka zadyma. Na pewno sobie nie pozwolę na takie zagrywki i jutro będziemy to wyjaśniać, bo jeśli rzeczywiście tak jest, a jestem tego pewna niemal na 100% no to będzie ostra rozmowa. Na szczęście udało mi się poskromić początkowe emocje i nie wpłynęło to na mnie w dalszej części dnia.

Po powrocie z pracy musiałam się położyć. No nie było bata, żebym przeżyła ten dzień bez drzemki. Ustawiłam timer na godzinę i zasnęłam chyba jeszcze zanim dotknęłam głową poduszki. Było mi to bardzo potrzebne. Staram się unikać drzemek, ale jest taki poziom zmęczenia czasami, że już po prostu nie daję rady i tak było tym razem. Jak zadzwonił mi timer to miałam wielką ochotę spać dalej, ale siłą woli wstałam z łóżka i zaczęłam funkcjonować.

Zjadłam banana, wypiłam kawę i po czasie jakiegoś tam lenistwa włączyłam sobie podcast i poszłam biegać. Plan zakładał 2 min rozgrzewki + 1,61km biegu + 2 min schłodzenia. Byłam przekonana, że przez zmęczenie będzie to słaby trening. Zaczęło się około 15 minutowym spacerem, ponieważ zegarek nie mógł złapać sygnału GPS. Nie przeszkadzało mi to. Była ładna pogoda, więc spacerowałam i słuchałam podcastu Michała Wrzoska. Jak w końcu GPS zaskoczył to ruszyłam. Pierwsze metry były ciężkie. Czułam się jakaś taka niegramotna, pokraczna i ociężała. Na szczęście po kilku minutach to odczucie minęło i mogłam się już cieszyć treningiem. Było fajnie. Oczywiście trening przedłużyłam, bo oszacowanie tak krótkiej trasy nie bardzo mi wychodzi, a poza tym dobrze się bawiłam, więc nie chciałam wracać do domu po 17 czy tam 18 minutach. Średnie tempo dzisiaj jest na zadowalającym poziomie. Fajnie obserwować ten spadek. Jak dla mnie wygląda to coraz lepiej. Małymi kroczkami do przodu.

image.png

image.png

image.png

image.png

Wróciłam do domu bardzo zadowolona. Mój humor jednak spadł kiedy obejrzałam oczy psa. Na kilku ostatnich zdjęciach oczy wyglądają niepokojąco. Tak jakby miał jakąś mleczną błonkę na oczach obu. Przyglądałam mu się od kilku dni bardzo uważnie i zapisałam nas do weterynarza, ponieważ wydaje mi się, że Pako może mieć zaćmę. Nie jestem lekarzem oczywiście, mówię tylko na podstawie obserwacji psa i zdjęć z internetu do porównania, ale no nie wygląda to dobrze. To nie jest tak, że to bardzo widać, bo widać tylko jak oczy są dobrze oświetlone, ale no ewidentnie coś się dzieje z tymi oczami i trzeba to sprawdzić. Przeraziła mnie ta wizja, ale potem wzięłam się w garść. Nawet jeśli to zaćma to jakoś sobie poradzimy. Niestety nie będzie mnie stać na jej zoperowanie, bo czytałam, że jest to koszt od 2000 do 5000 za jedno oko, ale zadbam o niego najlepiej jak będę potrafiła. Przykro tylko bardzo.

Wieczorkiem zrobiłam obiad na kolejne trzy dni, trochę posprzątałam, zmusiłam się do zjedzenia kolacji i cóż.. Trzeba iść spać, bo budzik rano będzie bezlitosny. Cieszę się, że jutro już piątek i trochę odpocznę. Muszę się porządnie zregenerować, ponieważ w pierwszej połowie maja będę bardzo dużo pracować co z jednej strony mnie cieszy, bo jeden dzień ekstra będzie dodatkowo płatny, ale z drugiej strony no wolałabym pracować normalnie po pięć dni w tygodniu. Nie ma jednak tego złego, bo mam już sporo nadgodzin, więc pod koniec okresu rozliczeniowego będę się byczyć.

Posiłki:

  • mocarz
  • banan
  • kasza gryczana + kura + brukselka
  • kefir
  • serek wiejski + banan + dżem

Białko: 96g
Tłuszcze: 47g
Węgle: 228g

Do jutra.

Dziennik #114/2025 - zaćma | Ecency