Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Wczoraj nie wrzuciłam wpisu, ale wszystko u mnie w porządku. To była wypadkowa tego, że ostatnie dwie doby prawie w ogóle nie spałam, więc wzięłam lek nasenny [przysługują mi dwie tabletki w tygodniu] i po prostu mnie siekło i jeszcze przed 18 spałam. Tak mi się wydaje, bo dostałam od leku taką fazę, że ogólnie było zajebiście zabawnie i nie pamiętam wieczoru. I było mi to bardzo potrzebne, bo wczoraj po powrocie z pracy byłam tak zmęczona, że miałam krwotoki z nosa i wróciły skręty żołądka. Dobrze pospałam, ale boli mnie to, że nie mogę dobrze spać na co dzień i mój wypoczynek jest zamknięty w schemacie: kilka dni nie śpię lub śpię bardzo słabo czym doprowadzam się do stanu szorowania ryjem po ziemi, krwotoków i tego typu przyjemności -> biorę tabletkę nasenną i śpię -> kilka dni nie śpię lub śpię bardzo słabo i tak w kółko. Mam nadzieję, że przy kolejnej wizycie u psychiatry moja pani doktor coś zaradzi, bo włączenie antydepresantów miało poprawić sytuację i poprawiło owszem, ale niewiele.
Co do dzisiaj to mówiąc w skrócie, bo chciałabym się już położyć to był po prostu ciężki dzień. W pracy miałam taki Meksyk i tyle obowiązków i spotkań, że znowu wyszłam prawie godzinę po czasie. Dzień był dla mnie bardzo ciężki, ale nie chcę tego rozdrapywać i się w to wczuwać. Wiem gdzie pracuję i na jakim stanowisku i takie dni będą się po prostu zdarzały. Akceptuję to. Poza tym ja trochę lubię ten pęd w pracy także jest ok.
Po pracy pojechałam na miting hazardzistów i było fajnie. Z chłopakami zawsze jest fajnie. Trochę pogadaliśmy na poważnie i na dość trudne i ciężkie tematy, trochę się pośmialiśmy. Jest to grupa, na której są sami faceci, a jednak czuję się przy nich bardzo bezpiecznie i komfortowo. Mamy w gronie dwóch seksoholików i ze wstydem muszę przyznać, że gdy przyszli oceniłam ich bardzo stereotypowo i bałam się o swój komfort i bezpieczeństwo. Kompletna bzdura. Chłopaki są mega fajnymi, ciepłymi i bardzo kulturalnymi gośćmi i dobrze się czuję w ich towarzystwie. Nawet gdy opowiadają o seksie to robią to bardzo rzadko, bardzo skrótowo i bardzo taktownie. Myślę, że mamy mega fajną grupę i bardzo żałuję, że przez zmianowy system pracy mogę być na mitingach tylko co dwa tygodnie.
Wieczór spędziłam z przyjaciółką. Nie dosłownie, bo pojechała w delegacje, ale zadzwoniła na kamerce i cały wieczór przegadałyśmy. Uszczęśliwia mnie jej towarzystwo nawet jeśli z uwagi na odległość jest wirtualne. W trakcie rozmowy dzisiaj na temat naszej relacji powiedziałam jej, że prawda jest taka, że gdyby nie jej anielska cierpliwość do mnie to nasza relacja pewnie by nie przetrwała. Po pierwsze dlatego, że ja co chwilę coś odpierdalam i to są rzeczy grubego kalibru, a po drugiego dlatego, że ja nie umiem w zdrowe, stabilne i fajne relacje. Nikt mnie tego nigdy nie nauczył ani ja nigdy nie miałam potrzeby takich relacji tworzyć. Wyjebane mam na ludzi i ich towarzystwo. Ale w przypadku Gosi lubię spędzać z nią czas, lubię z nią rozmawiać, lubię jej towarzystwo i bardzo tego potrzebuję, ale jestem w tym wszystkim delikatnie mówiąc mocno niezdarna, bo po prostu tego nie umiem. Ale się uczę, bo ona jest anielsko cierpliwa do mnie i jak robię głupie rzeczy to mnie nie skreśla i nie punktuje tylko spokojnie ze mną rozmawia jak byłoby lepiej. I ja jakoś tam staram się dążyć do tego, żeby być partner in crime, bo mi po prostu zależy na naszej przyjaźni. I czuję ogromną wdzięczność, że ją mam. Po prostu wdzięczność. Do losu, bo jestem ateistką [i to zagorzałą], więc nie do Boga, ale ogromną wdzięczność. Nie wiem czy gdybyśmy zaczęły naszą relację budować dłuższy czas wstecz to czy to by się w ogóle udało i ona podziela ten pogląd, więc cieszę się, że na tu i teraz jest nasz prime time i będę się starać, żeby to trwało.
Idę do łóżka, bo jestem wykończona. Czuję się bardzo przebodźcowana, bo doświadczyłam dzisiaj wielu silnych emocji, więc pewnie będę miała problemy z zaśnięciem, ale chociaż sobie poleżę i spróbuję się zregenerować na tyle na ile pozwoli mi ciało. Bardzo boję się weekendu, bo mam bardzo silne głody i nie wiem czy przetrwam.. Boję się, że znowu spierdolę wszystko i pójdę w melanż.
Do jutra.