Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Spałam dzisiaj dramatycznie mało. Przyczyn było kilka, ale żadnej z nich nie chce mi się rozbijać na atomy i mam po prostu nadzieję, że zło już minęło. W każdym razie jak o 4 zadzwonił mi budzik to powiedzmy najdelikatniej, że byłam umiarkowanie wypoczęta.
11h pracy nawet szybko zleciało. Osiągnęłam założone przeze mnie cele, więc ogólnie dzień mogę uznać za udany, ale było mi w pracy naprawdę ciężko ze względu na zmęczenie. Wypiłam trzy kawy, ale równie dobrze mogłabym ich nie pić wcale, bo przy moim zmęczeniu niewiele to dało. Dzisiejszy stan uratowałby chyba tylko koks, ale nic z tych rzeczy, nie rozrabiam. Miała się dzisiaj ode mnie uczyć jedna larwa, ale z racji tego, że nie jest zbyt skora do nauki [tak jakby mogło ją to ominąć] to miałam święty spokój, ponieważ nie będę za nikim biegać. Zrobiłam swoje, ogarnęłam trochę dłubania w plikach wszelakich i wyjebałam z pracy jak z procy.
Po pracy byłam umówiona na kawę i spacer z moją przyjaciółką. Boże, jak ten człowiek mnie uszczęśliwia. Całe życie miałam trochę w piździe czy to znajomych czy partnerów: jesteś to fajnie, nie ma Cię to też spoko, nie będę płakać. Nie biegam za ludźmi, nie staram się, nie zabiegam o kontakt, mam po prostu wyjebane, nie potrzebuję ludzi do szczęścia. A tu pierwszy raz w życiu zależy mi na relacji z drugim człowiekiem. Jest moją najwspanialszą siostrą i nawet jak odpierdalam głupoty [a odpierdalam regularnie] to i tak staram się być dla niej lepszym człowiekiem. To jest chyba jedyny człowiek w moim życiu, który nie wyłapał ode mnie wredną i sarkastyczną ripostą, a to spore osiągnięcie, bo pysk mam niewyparzony strasznie. Parę razy w życiu wydawało mi się, że się z kimś przyjaźnię, ale jak patrzę na swoją aktualną relację z Gosią to to były jakieś nieśmieszne żarty, a nie przyjaźnie. Może musiałam dorosnąć? A może po prostu trafić na kogoś kto umie i chce trafiać do mnie? Nie wiem, ale w jakimkolwiek bagnie nie tkwię to zawsze mam ten promyk radości, że mam najlepszą przyjaciółkę na świecie.
Wczoraj napisałam elaborat na milion linijek o tym jaką to pustkę czuję i jak ciężko mi sobie z nią poradzić, bo chcę rozrabiać i dzisiaj wcale nie jest lepiej. Trochę się podpaliłam jak mnie pies zagotował, ale to kompletnie nie poprawia tej patowej sytuacji. Ta cisza mnie przeraża, bo świat zobojętniał mi kompletnie. Jestem to jestem, jak mnie nie będzie to też ok. Nie mam koncepcji na wydostanie się z tego stanu. I trochę też czuję zniechęcenie, żeby w ogóle próbować, bo do tej pory żadne działania nie przynoszą efektu.
Jutro będzie ciężki i długi dzień. W ogóle nadchodzący tydzień będzie długi i ciężki i trochę pociesza mnie myśl, że na horyzoncie już się jawi urlop, a trochę się tego boję, że coś odwalę. Jak zwykle nie może być nudno.
Do jutra.