Film „Mistrz” to takie dzieło, które mimo swoich wad warte jest wydania pieniędzy na bilet do kina.
Zalety:
- znakomita kreacja Piotra Głowackiego
- bardzo dobre odtworzenie zobojętnienia na śmierć w KL Auschwitz
- ciekawe ukazanie systemu władzy w obozie
- są sceny, które zostaną z widzem na długo po seansie
- jest hard ducha w symbiozie z ciałem
Wady:
- trochę za dużo scen melancholijnych
- nie każdemu do gustu przypadną „skróty filmowe” zastosowane przez reżysera, zwłaszcza „hollywoodzkie chwyty”
- scenariusz, mimo że oparty na faktach jednak wprowadza dużą umowność i to czuć podczas seansu
- postać „fajnego Niemca” to jednak przesada
- szkoda, że twórcy po macoszemu potraktowali to, że Pietrzykowski przybył do KL Auschwitz I transportem i dokładniej nie pokazali, dlaczego w ogóle znalazł się w obozie
O wartości samego filmu można się przekonać, gdy postawimy go obok dzieła „Triumf ducha”z 1989 roku o podobnej tematyce. Jednak najważniejszy (filmowy) test będzie przed „Mistrzem”, gdy na ekrany wejdzie film Barrego Levinsona o Harrym Hafcie. Innym bokserze z Auschwitz. A premiera już niedługo.