Drugi raz w tym roku jestem w Warszawie i znowu scenariusz jest taki sam. Żona ma szkolenie, a ja mogę w tym czasie robić co zechcę. Wiosną genialnie wykorzystałem czas i przez 6 godzin jeździłem rowerem po Warszawie. Jeździłem "intuicyjnie" - tam gdzie ładniej a na mapie zielono.
Tym razem w zasadzie pomysł był dokładnie taki sam. Czasu miałem trochę mniej. Postawiłem na bardziej zachodnią część miasta. O tym możecie posłuchać w mojej "prze-audycjo-gadce":
https://racibo.substack.com/p/przepis-na-wycieczke-improwizowana
Najbardziej zdecydowanie podobało mi się Boernerowo. Pewnie dlatego, że nie miałem pojęcia o istnieniu czegoś takiego a dzielnica wydała mi się idealna - cicha, zielona. Łączyła nowoczesność z szacunkiem dla otoczenia.
Zdjęcia nie oddadzą tego jak tam było, ale spróbujcie:
Pysznie było w sąsiedniej kawiarni, która też wydała mi się ewenementem. Czynna już od 10 rano. Łączyła osiedlową bibliotekę z modernistycznym blokiem. Pani w kawiarni była zaciekawiona, że dojechałem do niej jadąc "tam gdzie ładniej" i to nie z pobliskiego WAT-u, ale z samego centrum.
Odwiedziłem Górkę Szczęśliwicką wjeżdżając na nią miejskim rowerem. Fajnie być wprawionym w szalonym pomorskich podjazdach. Wówczas najwyższe wzniesienie stolicy staje się drobną wypukłością w terenie.
Widok był stamtąd ładny:
Po drodze był też łoś/klempa. 10 metrów ode mnie (Las Bielański):
Na koniec mapa. Czerwoną linią podzieliłem stolicę na trasę wiosenną (wschodnia) i jesienną (zachodnią). Następnym razem jak odwiedzę stolicę to wypadało by odwiedzić Pola Mokotowskie i Morysin/Wilanów.