Fundamentalny problem miejsc trzecich

Words
429
Reading
2 min
13h
Listen to this post
~3 min

Zgodnie z przewidywaniami październik przyniósł wyraźny wzrost frekwencji. W drugą połowę miesiąca wchodzimy z prawie 600 wizytami. KBK tętni życiem. Jak bumerang jednak wraca zjawisko sprzed roku - nagły skok frekwencyjny nie przekłada się proporcjonalnie na wpływy. Liczba odwiedzin idzie na rekord a wsparcie utknęło na poziomie poniżej minimum. Dlaczego tak jest? Odpowiedź na to pytanie jest o tyle istotna, że dotyka poważnego problemu miejsc trzecich.

Obecnie ma miejsce spontaniczny zwrot. Pisałem o tym tutaj. Wydarzenia bez specjalnej agendy, a nawet "antywydarzenia" cieszą się całkiem sporą popularnością, ale są... nieodpłatne. Czyli: nie generują większych wpływów, bo ludzie nie mają w zwyczaju płacić za coś, za co nie muszą. Wiele razy podnoszony był temat komunikowania, że KBK utrzymuje się z darowizn. Moje przekonanie pozostaje jednak niezmienne: powtarzanie głośno, że "można wesprzeć KBK" nie powoduje tego, że ludzie to robią, czego przykładem jest zresztą Practical Philosophy Club. Van i Julia zawsze to powtarzają i nigdy nie jest tak, że choćby połowa zebranych bierze ten apel do siebie.

W każdym razie wracamy do starego problemu: ludzi więcej, wpływy mniejsze. Przykład: w piątek 16 października KBK odwiedziło 45 osób, raport z terminala wykazał darowizny w wysokości 184 zł. 1/4 to wpływy za czekoladę, więc realnie spotkanie poza Matrixem wygenerowało ~140 zł. Czyli mniej więcej tyle ile warsztaty ceramiczne, na które przyszły tylko 2 osoby. Sęk w tym, że czasem przychodzi 8 osób...

Oczywiście automatycznie nasuwa się wniosek: to trzeba robić więcej ceramiki. I jest to wniosek słuszny. Obecny przestój wynika z konieczności przygotowania nowego pieca. W kontekście miejsc trzecich jest to jednak dość istotny aspekt. Okazuje się bowiem, że bez ekstra dodatków (choćby w postaci warsztatów ceramiki) naprawdę trudno byłoby utrzymać KBK. A zatem każdy kto chciałby zrobić coś podobnego, będzie miał mocno pod górkę.

Pora na wnioski.

  • Po pierwsze, odtworzenie klasycznych miejsc trzecich, do których można przyjść, zamówić herbatę (albo i nie) i siedzieć kilka godzin jest praktycznie niemożliwe, bo wiele ludzi mając możliwość niepłacenie nie będzie tego robić. Winne temu jest oczywiście państwo, które na darmowej kulturze "wyhodowało" takich obywateli, którym do głowy nie przyjdzie by wspierać oddolne inicjatywy. Oczywiście są wyjątki, nawet liczne, ale niestety nie wystarczające. Można się irytować takim stanem rzeczy i próbować to zmienić. Wydaje mi się jednak, że to walka z wiatrakami. Lepiej skupić się na stworzeniu odpowiedniego balansu między odpłatnością a nieodpłatnością.
  • Po drugie, jeśli ruch w miejscu trzecim nie przekłada się na wpływy to można próbować zmonetyzować go w jakiś inny sposób, wchodząc w różne współprace z lokalnymi biznesami. Nie wiem w jakie, ale zawsze brzmi to lepiej niż uzależnianie się od pomocy państwowej.
Fundamentalny problem miejsc trzecich | Ecency