No to co się dzisiaj odjaniepawliło to ja cie nie mogę.
There's an apology in place here to my English readers, I'm too exhausted to write it all down in English
W każdym razie, dzień zaczął się ok. Fajna jazda do pracy, poranek w niej nawet efektywny. Więcej tematów zakończyłem niż wpadło, czyli pozytywnie. Nawet wpadłem na kopalnię na krótką kawę. Szło dobrze. Cieszyłem się na powrót do domu, a na dodatek jeszcze się umówiłem, że wpadnę do teściów po drodze. Wtem ok. godz. 16 zaczęły mnie pierońsko swędzieć, drapać i boleć plecy... Właściwie ta spalona skóra pleców. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, nie umiałem wysiedzieć. Co chwila moje ciało się naprzemiennie spinało, drgało. Normalnie taniec św. Wita.
Nie potrafiłem na telefonie, czy kompie czegoś napisać, nie było szans bym do domu wrócił na rowerze. Tarzałem się z bólu po podłodze. A wyglądałem trochę jak z teledysku 'Push The tempo' FatBoySlima. Miałem szczęście, bo szef i kolega wracając z zebrania wstapili do roboty i mnie tam takiego znaleźli. Jeden poleciał po panthenol, a drugi po jego aplikacji i odczekaniu aż się trochę to uspokoi zawiózł mnie do domu.
Już wielokrotnie byłem 'zjarany' słońcem, taka uroda białego człowieka, ale co to sie wydarzyło to przerasta najśmielsze pojęcie. Teraz też siedząc i pisząc tego posta, co chwilę mnie wzdryguje świąd pleców. W ogóle nie kontroluję tych odruchów, na całe szczęście jest już lepiej. Pytanie, czy zasnę, czy pójdę jutro do pracy. Jak już człowiek zagrać w gry nie umie, to wiedzcie, że coś się dzieje...
_This report was published via Actifit app ([Android](https://bit.ly/actifit-app) | [iOS](https://bit.ly/actifit-ios)). Check out the original version [here on actifit.io](https://actifit.io/@sk1920/actifit-sk1920-20210511t200141526z)_