Pierwszy wpis w tym roku, więc wszystkim P.T. Czytelnikom życzę, aby 2022 był w końcu jakąś namiastką normalności. Czy się jej doczekamy? Czas pokaże, a póki co zapraszam na przegląd dziesięciu moich ulubionych płyt z 2013 roku.
Annihilator – Feast
Lider Annihilator, Jeff Waters, jest mistrzem autoplagiatu, lecz w zasadzie nic nie szkodzi, bo to kolejny dobry album jego projektu. Ostatni z Dave'm Paddenem za mikrofonem. Trochę żal, bo zdążyłem się przyzwyczaić do tego wokalisty. Zaczął tak sobie, ale – jak rzekł ongiś Leszek Miller – prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak skończy. A Padden na ostatnich płytach Annihilator śpiewał bardzo dobrze.
Beastmilk – Climax
Nowa fala w nowym wydaniu. Sentymentów jest tutaj niewiele, a za to mnóstwo słodkich, lecz nieprzesłodzonych melodii. Panowie mają spory talent, w przeciwieństwie do przereklamowanych Editors i Interpol. „Climax” to zbiór bezpretensjonalnych przebojów, które bliskie będą dla każdego, kto ceni sobie lata 80.
Budzy i Trupia Czaszka – Mor
Początkowo miałem z tą płytą nie lada problem, ale już nie mam. Kapela gra tutaj inaczej niż na prostym punkowym łomocie, którym był debiut. Tu jest o wiele zawilej, brudniej i miejscami nawet blackmetalowo i grindcore'owo. To takie współczesne odczytanie wczesnej Siekiery, której wokalistą był również śpiewający na „Morze” Budzyński. Apokaliptyczny wpierdol.
Cult of Luna – Vertikal
Takie granie pod Neurosis częściej mnie nudzi niż inspiruje, ale Cult of Luna sroce spod ogona nie wypadli, więc wiedzą, jak połączyć minimalistyczny trans z psychodelicznymi melodiami oraz sporą dawką emocji. Utwory są długie, nigdzie się nie spieszą, operując bardzo ciężkimi gitarami oraz emocjonalnym wokalem.
Darkthrone - The Underground Resistance
To ostatni album Darkthrone, którego daje się słuchać, i koniec kolejnego etapu w twórczości Norwegów. Co my tutaj mamy? Punk rock, heavy metal, black, a nawet doom. Niektórzy nie trawią tego retro wcielenia zespołu, twierdząc, że to kabaret i popelina. Nie zgadzam się z tą opinią, tym bardziej, że album ten zawiera bardzo dobre kompozycje.
Procession - To Reap Heavens Apart
Epicki doom metal z Chile. Amerykanie z południa znani są z tego, że swoją twórczość traktują niezwykle serio. Słychać to doskonale, bo doom metal a la Procession jest śmiertelnie poważny. Wokalista, Felipe Plaza, śpiewa tak, jak miałby skończyć się świat, a gitary przez trzy kwadranse grają pogrzebowego walca. Dla fanów Candlemass i Solitude Aeturnus mus absolutny.
Tenebris - Alpha Orionis
Ta łódzka kapela szczęścia nigdy nie miała, a gra nietuzinkowo. Tematycznie oscyluje (przynajmniej do tej płyty) wokół zakazanej archeologii, spiskowych teorii kosmicznych oraz starożytnych wierzeń. Muzycznie to progresywny metal z mocnym wokalem, czyli trochę pod Atheist czy Cynic, ale z własnym charakterem.
Voivod - Target Earth
Voivod z nowym gitarzystą, który zastąpił Piggyego po jego śmierci spowodowanej chorobą nowotworową. Zastąpił go całkiem godnie, więc kapela znów gra świeżo i porywająco, niczym na „Dimension Hatross” oraz „Nothingface”. Słychać radość tworzenia oraz wiele energii na przyszłość.
Warlord - The Holy Empire
Niedawno zmarł William Tsamis, lider, gitarzysta i kompozytor tych oryginalnych heavymetalowców z USA, a „The Holy Empire” jest ostatnią płytą studyjną Warlord. Tempa przede wszystkim wolne, patos doom metalu, świetne, przestrzenne brzmienie, a w dodatku mnóstwo emocji oraz inspiracje biblijne w tekstach.
Wędrujący Wiatr - Tam, gdzie miesiąc opłakuje świt
Leśny black metal w swojej najlepszej odsłonie. Wycie wilków, szczekanie psów, szum wiatru – to słyszymy w tle. Natomiast na pierwszym planie mamy góralszczyznę, Młodą Polskę, przyrodę i szybki, ale i melancholijny black metal. Muzyka zlewa się jakby w jedną, długą kompozycję, co jest celowym zabiegiem, gdyż taka monotonia jest w tym graniu niezbędna.