Zanim ruszysz na biegun, w dżunglę albo po prostu na weekendowy biwak „jak za starych czasów”, warto poznać kulinarny alfabet sztuki przetrwania, a raczej sztuki wykończenia się na własne życzenie. Głód to bowiem zaledwie skromna przystawka – prawdziwa zabawa zaczyna się w momencie, gdy zjesz coś z absolutną pewnością, że robisz dla swojego organizmu coś wspaniałego.
Gdybyś marzył o popołudniu w stylu absolutnie klasycznego odkrywcy polarnego, Twój wzrok powinien powędrować wprost ku wątrobie niedźwiedzia polarnego, ewentualnie foki wąsatej, jeśli celujesz w wersję budżetową. To kulinarna bomba witaminowa. Stężenie witaminy A w absurdalnych ilościach. Wystarczy jeden sycący posiłek, by Twoja skóra zaczęła schodzić płatami.
Umrzeć z głodu z pełnym żołądkiem?
Gdyby jednak Arktyka okazała się zbyt daleka, zawsze możesz udać się do pobliskiego lasu i ulec czarowi chudego mięsa. Złapanie kilku sympatycznych królików i żywienie się wyłącznie nimi brzmi jak genialny plan, dopóki nie dopadnie Cię tak zwana „królicza śmierć”, czyli toksyczne zatrucie białkowe. Organizm zalany gigantyczną dawką protein przy braku jakichkolwiek tłuszczów i węglowodanów błyskawicznie odpowie morderczą biegunką i skrajnym wycieńczeniem. W ten oto sposób uschniesz z niedożywienia, mając żołądek pełen jedzenia – króliki potrafią wykończyć człowieka z wyjątkową, cichą klasą.
Teraz konserwy robi się inaczej... ale...
Miłośnikom klimatu retro z pewnością przypadnie do gustu powrót do tradycyjnych puszek. XIX-wieczne ekspedycje uwielbiały doprawiać swoje konserwy solidną dawką ołowiu pochodzącego z lutowanych szwów, co gwarantowało powolne, lecz nieuchronne wyniszczanie układu nerwowego pod pretekstem zwykłego „zmęczenia klimatem”. Współcześnie podobnych wrażeń dostarczy Ci konsumpcja pordzewiałych znalezisk z głębi dziadkowej piwnicy, gdzie smak historii idzie w parze z ubytkiem kolejnych szarych komórek.
Jak usunąć zęby bez dentysty?
Oczywiście paleta dietetycznych katastrof jest znacznie szersza i oferuje wyzwania dla każdego pasjonata. Możesz postawić na romantyczny szkorbut, przechodząc na wielomiesięczną dietę złożoną wyłącznie z twardych sucharów i solonego mięsa, co szybko zamieni Twój uśmiech w krwawą pamiątkę po braku witaminy C. Możesz też spróbować popijania czystego tranu z wątroby dorsza pełnymi szklankami lub zjedzenia samego łoju, by doprowadzić własną wątrobę do natychmiastowego buntu. Jeśli dodać do tego surowe mięso wieloryba zamieszkane przez entuzjastyczne tasiemce, łyk morskiej wody na pragnienie – gwarantujący szybki bilet do krainy halucynacji – oraz losowo zebrane, malownicze jagody, otrzymujesz przepis na absolutny sukces.
Można w podróży również trafić na odwrotny problem. Taki James Cook na przykład został ugotowany i zjedzony przez Hawajczyków (a'propos jego nazwiska)
Najwięksi podróżnicy w historii niekoniecznie ginęli od strzał, mrozu czy ataków dzikich bestii.
Ich największym wrogiem było to, co z najlepszymi intencjami wkładali do własnych ust. Pamiętaj o tym przy następnym posiłku i jedz mądrze – a jeśli już musisz pożegnać się z tym światem przy stole, zrób to przynajmniej tak, by inni mieli o czym opowiadać.
(foto:AI)