Mam dość spory problem z ludźmi, którzy w dyskusji posługują się Biblią. Chodzi oczywiście o dyskusje o religii. I te problemy postaram się wypunktować. Może ktoś podejmie dyskusję i wyjaśni mi te bzdury.
Biblia jest pełna sprzeczności. Trudno tego uniknąć w książce pisanej przez wielu autorów, w wielu językach przez dość długi czas. Bardzo dobrze pokazuje to strona bibviz.com. Jednak osoby wierzące zaprzeczają istnieniu tego, co każdy może przeczytać, że ma miejsce. Tłumaczą to na różne sposoby. Czy nie łatwiej byłoby to zaakceptować? Oczywiście oznaczałoby to odrzucenie boskiego autorstwa tej książki, ale w to chyba już nikt nie wierzy. Chyba...
W wielu dyskusjach podnoszony jest argument, że część Biblii to teksty metaforyczne, a część to rzeczywistość, świadectwa prawdy. Problem polega na tym, że jest to traktowane bardzo arbitralnie, płynnie. Jak akurat rozmówcy pasuje, to oznajmia, że mamy do czynienia z metafora. Jak w innym przypadku może - to jest to fakt. I nie ma jednej wykładni, jednego klucza do czytania. Są wskazówki, są klucze interpretacyjne. Ale jak akurat to nie działa, bo rozmówca wytknie bzdurę - można te klucze olać i w zależności od sytuacji, żonglować znaczeniami.
Biblia nie jest książką historyczną. To, że okazjonalnie pojawiają się w niej postaci historyczne, nie oznacza, że opowieści w niej zawarte są prawdziwe. W beletrystyce, książkach fantasy czy horror, też czasem umieszcza się akcję w miejscach i czasach historycznych, nawiązuje się czy koresponduje z postaciami historycznymi. To nie oznacza, że cała literatura jest prawdą.
To częste. Wybieramy fragment, który potwierdza to, co chcemy, żeby potwierdzał i mówimy - Biblia to popiera. Pomijamy fakt, że można znaleźć fragment mówiący co innego na ten temat. I nie zwracamy uwagi, że wyjęte z kontekstu wersety, mogą służyć do uzasadnienia wszystkiego. Weźmy dowolną książkę i na podstawie wyrwanych z kontekstu fragmentów, możemy znaleźć poparcie dla ogromnej ilości bzdurnych tez. To ani nie potwierdza ich prawdziwości, ani nie oznacza, że tekst rzeczywiście o tym mówi.
Często, podnoszony jest argument, że żeby zrozumieć biblię, trzeba skończyć studia, wierzyć. Nie można jej zrozumieć w pełni bez specjalnych umiejętności i specjalistycznej wiedzy. To oczywista nieprawda. Biblia jest tekstem, który każdy może przeczytać, zinterpretować i wyciągnąć wnioski. Do tego nie trzeba studiów czy wiary. Swoją drogą - jeśli ten argument jest podnoszony, to eliminuje, wspominany już, atrybut biblii jako idealnego, uniwersalnego i nieomylnego słowa bożego. Bo jeśli potrzebujesz specjalistycznej wiedzy, to nie jest to uniwersalne. Ani tym bardziej idealne, skoro można treść interpretować na tysiące różnych sposobów.
To podstawowe zarzuty wobec posługujących się biblią w dyskusjach. Zarysowałem je tylko, zaznaczyłem, że są. Może znacie jeszcze jakieś inne albo się ze mną nie zgadzacie - zapraszam do dyskusji.