Minęło już trochę czasu od kiedy wróciliśmy z naszych wyjątkowo wczesnych tegorocznych wakacji. Odpoczęliśmy już po tym tygodniowym wyjeździe więc w końcu mogę nieco o nim napisać.
Wraz z moim chłopakiem i naszymi dwiema córkami wybraliśmy się na początku czerwca nad nasze morze do małej miejscowości Chłopy. Nie, nie, nie Chałupy! Chłopy - wieś położona na Wybrzeżu Słowińskim, w województwie zachodniopomorskim, w powiecie koszalińskim, w gminie Mielno. Przypuszczam, że większość ludzi nam uwierzy, natomiast w naszym najbliższym otoczeniu ludzie, którzy słyszeli jak nazywa się nasz cel podróży często robili wielkie oczy, albo śmiali się, że pomyliliśmy nazwę. Tak jak by każdy z nich znał wszystkie najmniejsze nawet nadmorskie miejscowości w Polsce...
Droga mimo, że wyruszyliśmy o czwartej rano była bardzo ciężka. Małe w ogóle nie chciały spać, co chwile wołały siusiu, a gdzieś od połowy trasy zaczęły płakać, że chcą do domku. Córki nie mają jeszcze telefonów, ale już na następny dalszy wyjazd będą miały - nie ma innego wyjścia. Mój chłopak jako kierowca był zadowolony, fajna trasa, same lasy i wsie, mało dziur, temperatura umiarkowana, warunki pogodowe dobre.
Odległość około 350 kilometrów pokonaliśmy w 6 godzin. Dużo postojów po drodze kradło nam czas. W Chłopach znaleźliśmy się po godzinie dziesiątej a doba hotelowa zaczynała nam się o godzinie piętnastej. Dla nas nie był to jednak problem, zamiast do domku kierowaliśmy się prosto na plaże. Co ciekawe w drodze na plaże, a później w drodze z plaży na obiad powinniśmy minąć nasz ośrodek, a go tam nie było. Nawigacja wariowała, a zza płotów nie był nigdzie widać tego pięknego ogrodu, domków czy basenu. Trochę zaczęłam rozmyślać i stwierdziłam, że takie warunki za taką cenę (nawet poza sezonem) to od początku było podejrzane.
Klimat wsi oraz bezludna plaża w Chłopach zauroczyły mnie od razu. Najpierw wybraliśmy się na spacer po molo, z końca molo zadzwoniliśmy do wszystkich naszych bliskich poinformować, że dotarliśmy i opowiedzieć o pierwszych wrażeniach.
Było pochmurnie, wiał ciepły wiaterek, morze szumiało, było czuć ten przepiękny zapach, a patrząc się w dal, w stronę choryzontu zdałam sobię sprawę, że to wcale nie jest tak, że nie lubię morza - ja po prostu nigdy wcześniej będąc nad morzem nie czułam wolności. Tego dnia poczułam. Ja + moja rodzina wpatrzona w dal, wdychająca cudne powietrze i rozkoszująca się tym lekkim, ciepłym, ale bardzo przyjemnym wiatrem, który nie wiał sobię tak po prostu tylko głaskał i koił nasze zmęczone podróżą ciała. A te powietrze, ten szum fal i ten cudny wiatr był tego dnia tylko nasz.
Szkoda było nam wtedy opuszczać plażę, ale trzeba było zjeść gdzieś obiad no i odnaleźć w końcu nasze domki. Nie pamiętam co i gdzie jedliśmy, pamiętam, że moja nowa dusza - dusza Vaiany nie pozwoliła nam iść po obiedzie na poszukiwania ośrodka, znów wróciliśmy na plażę, ale nieco inną... piękniejszą...
Pod moimi nogami pojawił się raj i znów obudziła się moja kolejna dusza - zbieracza. Może większość z Was już z tego wyrosła, ale dla mnie zbieranie przepięknych rzeczy jest czymś naturalnym, nie umiem i nie chce umieć nad tym panować. Wyszukałam więc kilka kamieni, mój chłopak ochłodził jednak mój zapał "Będziesz tu cały tydzień, znajdziesz milion ładniejszych" - "ma racje" pomyślałam, wyrzuciłam wszystkie moje skarby do morza niczym stara Rose wyrzuciła do oceanu diament zwany"Sercem Oceanu".
Udaliśmy się w końcu na poszukiwania naszego ośrodka i znaleźliśmy go! Okazało się, że jest ukryty za szczelnym płotem... a numerek? Sama nie wiem gdzie był ten numer, w każdym razie te miejsce wyglądało jak na zdjęciach, więc trafiliśmy.
Kolejny raz tego samego dnia wpadłam w zachwyt:
Od momentu zameldowania spędziliśmy w domku i w basenie reszte czasu aż do następnego dnia. Byliśmy zmęczeni podróżą i spacerami na plaży, dlatego tego dnia pozwoliliśmy sobie na lenistwo.
Każdego następnego dnia tuż po śniadaniu wyruszaliśmy na plaże i tam spędzaliśmy czas aż do obiadu. Jedliśmy obiad, wracaliśmy do ośrodka i tam bawiliśmy się w basenie. Niestety dla naszych córek pływanie w basenie było większą atrakcją niż jedynie moczenie nóg w dużo chłodniejszej wodzie w morzu dlatego musieliśmy iść z nimi na kompromis i zamiast po południu znowu wyruszać na plaże jak byśmy chcieli, zostawaliśmy w ośrodku. W ten sposób wszyscy byliśmy zadowoleni.
Trafiła nam się cudowna pogoda, było słonecznie, ciepło, ale bardzo przyjemnie. Jedynie dwa dni padało, ale w te akurat postanowiliśmy wybrać się na wycieczki do innych miejsc, o których być może też napiszę.
Chłopy poza swoim spokojnym klimatem i małą ilością turystów oraz badziewia przygotowywanego dla turystów mają też bardzo ciekawą przystań rybacką. Wieś nie posiada portu, a kutry przy pomocy specjalistycznej maszyny wyciągane są na brzeg tuż obok opalających się wczasowiczów.
Każdy turysta i wczasowicz może przejść się ciasną, śmierdzącą uliczką wśród rybaków wyciągających świeżo złowione ryby z sieci. To w tym miejscu kupić możemy świeże ryby, wędzone lub smażone.
Żądni przygów wczasowicze mogą też dopytać się w tym miejscu czy przypadkiem któryś z rybaków nie organizuje rejsów połowowych dla turystów. My nie braliśmy w takimś czymś udziału, ale wiemy, że można.
Następną z atrakcji tej miejscowości dla wielu może być ścieżka historyczna. Chłopy to mała zabytkowa wieś. Według danych z wikipedii "Według danych z 2006 roku wieś liczyła 223 mieszkańców.". Oczywiście lata lecą, miejscowość staje się coraz bardziej popularna wśród turystów, jednak nadal widać jej piękno. W miejscowości znajduje się wiele zabytkowych budynków.
źródło
Wszystkie ciekawe, stare, zabytkowe budynki dodają miejscowości uroku i unikalnego klimatu. Pamiętać jednak należy o tym, że wiele z tych budynków nadal jest zamieszkałych i nie wypada zbyt natarczywie ich oglądać czy fotografować.
Na ścieżce historycznej poza główną tablicą znajdziemy wiele innych tablic przyporządkowanych do różnych domów i mówiących o ich historii.
źródło
W Chłopach znajduje się też szesnasty południk, który przez mieszkańców wsi został zaznaczony wielkim kamieniem z tabliczką. Prowadzą do niego znaki "OBELISK". My niestety tam nie dotarliśmy, trwały akurat prace remontowe drogi rowerowo/spacerowej prowadzącej w te miejsce. Gdybym wiedziała o tym, że pod nazwą "OBELISK" ukrywa się szesnasty południk miała bym dodatkową motywacje żeby mimo wszystko się tam przedrzeć, niestety na tamtą chwilę nie wiedziałam.
Pomnik pamięci tych, którzy nie powrócili z morza.
Podsumowując nasze tegoroczne wakacje jestem zachwycona, ale czuje niedosyt. Pogoda była wspaniała, klimat miejscowości też, chciała bym jednak być tam dłużej i zwiedzać więcej i więcej! Niestety wiem, że to niemożliwe z tak małymi dziećmi jak moje. Być może nawet możliwe, ale dla nich nie było by to przyjemnością. A przecież wszyscy jechaliśmy tak by spędzić miło czas.
Nasz wypoczynek rozpoczął się bardzo wcześnie, więc nie było jeszcze wielu turystów, nawet mało które lokale były otwarte. Wiem, że w wyższym sezonie wieś ta tętni turystycznym życiem, co dla mnie było by do zniesienia, ale na pewno obniżyło by mój komfort.
Chciałabym tam kiedyś wrócić. Pierwszy raz zakochałam się w morzu.
A to moje cudowne pamiątki z tych pięknych dni spędzonych w tej uroczej wsi:
[//]:# (!steemitworldmap 54.250896 lat 15.985434 long d3scr)