It’s 2010, and I’m buying my first digital SLR. I’d started dabbling in photography long before that – way back in the mid-1970s. I carried on taking photos until my youngest child became mobile enough to get hold of the cameras and lenses and irreparably break them all. I was just snapping away – it’s hard to call it ‘taking photographs’. How much of that photographic material, so hard to come by in Poland back then, did I waste… A long, very long break from photography lasted right up until the aforementioned year 2020. Then, on a whim, without knowing the market at all, I decided to buy a camera. No sooner had I thought it than I’d done it.
And so it began. I was no longer limited to 24 or 36 frames on 35mm film; a memory card could hold 200, 300 or 500 photos. And the result is immediately apparent. As they say in Poland: ‘Let your hair down, there’s no hell’ (meaning there are no limits). I photographed everything – landscapes, architecture, animals, even macro shots without having the right kit. It took me a while to realise that these were just ordinary, worthless snaps… The first thing I did was buy a low-capacity memory card. Once again, I had just over twenty ‘frames’ at my disposal, so I had to start thinking carefully about what I was snapping. Then came the learning process, observing others. It took a while for the results – modest as they were – to appear. I’ve still got a long way to go to reach what I call ‘competition’ (or ‘exhibition’) standard, and I’m unlikely to get there because I simply lack the talent, but at least I know it’s not quite so hopeless anymore.
Earlier, in another post, I wrote that I (almost) never delete anything. Today I dug out these wretched shots from 16 years ago. Let this be a lesson in how not to take photos
Jest rok 2010, kupuję swoja pierwszą cyfrową lustrzankę. Zabawę z fotografią zacząłem wcześniej, dużo wcześniej, w połowie lat 70 XX wieku. Pstrykałem aż do czasu gdy młodsza latorośl stała się na tyle mobilna że udało mu się dobrać do aparatów i obiektywów i wszystko nieodwracalnie zepsuć. Pstrykałem gdyż trudno to nazwać robieniem zdjęć. Ileż wtedy napsułem tak trudno dostępnych w Polsce w tamtych latach, materiałów... Długa, bardzo długa przerwa w fotografowaniu trwała aż do wspomnianego 2020 roku. Wtedy pod wpływem impulsu, nie znając kompletnie rynku, postanowiłem kupić aparat. Jak pomyślałem tak zrobiłem.
I zaczęło się. Nie byłem już ograniczony 24 czy 36 klatkami na małoobrazkowym filmie, na karcie pamięci mieściło się 200,300, 500 zdjęć. I efekt widać od razu. Jak mówi się w Polsce- hulaj dusza, piekła nie ma (czyli nie ma żadnych ograniczeń). Fotografowałem wszystko, krajobraz, architekturę, zwierzęta, nawet macro nie mając do tego sprzętu. Trochę trwało zanim zorientowałem się że są to zwykłe, bezwartościowe pstryki... Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było kupno karty o małej pojemności. Znowu miałem do dyspozycji dwadzieścia kilka "klatek", trzeba było zacząć myśleć przy pstrykaniu. Potem zaczęła się nauka, podpatrywanie innych. Na efekty, skromne, trzeba było trochę poczekać. Jeszcze mi bardzo dużo brakuje żeby osiągnąć poziom, jak ja nazywam konkursowy (lub wystawowy) i raczej go nie osiągnę bo po prostu brak talentu, ale przynajmniej wiem że nie jest już tak beznadziejnie.
Wcześniej, w innym poście pisałem że (prawie) niczego nie kasuję. Dziś wyciągnąłem ten nieszczęsne kadry sprzed 16 lat. Niech to będzie nauka jak nie należy robić zdjęć
ISO 400, 35mm, f6,3; 1/20sec
ISO 400, 55mm, f6,3; 1/50sec
ISO 400, 38mm, f6,3; 1/60sec
ISO 400, 18mm, f10; 1/20sec
ISO400, 18mm, f10; 1/40sec
ISO200, 55mm, f6,3; 1/60 sec
I took all these photos in Karpacz, near a hotel whose name I can’t quite remember, using a Nikon D3000 with the Nikkor 18–55 kit lens
Wszystkie zdjęcia zrobiłem w Karpaczu, w pobliżu hotelu którego nazwy nie mogę sobie przypomnieć, Nikonem D3000 z kitowym obiektywem Nikkor 18-55