Niesamowicie zabawne jest to jak ewoluował mój stosunek do teorii "trzeciego miejsca" Raya Oldenburga. Po raz pierwszy usłyszałem o niej rok temu. Przeczytałem jakieś polskie artykuły i uznałem, że to totalny bullshit. Miejsce pierwsze to dom, drugie - praca, trzecie - pozostałe miejsca, gdzie ludzie spędzają wolny czas. Tak to było tłumaczone. Co w tym odkrywczego? Absolutnie nic. W styczniu tego roku zmieniłem zdanie o 180 stopni, po zapoznaniu się z drugim rozdziałem książki "The Great Good Place". Oldenburg opisał w nim 8 cech miejsc trzecich. Odniosłem wrażenie, że pokrywa się to w 100% z tym, co stworzyliśmy w Królestwie Bez Kresu: nieformalne, inkluzywne, niedrogie i dostępne miejsce, mające otwartą społeczność, gdzie rozmowa jest w centrum życia i można przyjść bez zaproszenia. Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki mój skrajny sceptycyzm zamienił się w entuzjazm. Wciąż jednak do nadrobienia miałem 2/3 książki. Udało mi się to dopiero teraz i cóż... mój entuzjazm nieco stopniał. A w zasadzie zamienił go realizm opierający się na kilku założeniach, które trzeba przyjąć.
Po pierwsze, Oldenburg pisał książkę z amerykańskiej perspektywy. Nie wszystkie opisane przez niego problemy są tożsame z naszymi (czytaj: polskimi). Np. w Polsce zjawisko przedmieść domków jednorodzinnych, w których nikt nie chodzi pieszo (bo każdy zawsze wsiada w samochód) jest mocno ograniczone.
Po drugie, "The Great Good Place" zostało napisane pod koniec lat 80-tych i wiele się zmieniło od tamtego czasu (pojawiły się choćby smartfony).
Po trzecie, perspektywa Oldenburga różni się od naszej (czytaj: kabekowej) głównie dlatego, że opisywał on miejsca zakorzenione w lokalnych społecznościach, które działały od wielu lat a nawet wieków. Tymczasem KBK jest nowym eksperymentem bez tego zakorzenienia. Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak to, że zupełnie nieświadomie czerpaliśmy z tradycji miejsc trzecich. Choć jak się okazało nie w 100%.
Problem z miejscami trzecimi opisanymi przez Oldenburga jest taki, że w większości nie ma do nich powrotu. Świat się zmienił i ciągle się zmienia dlatego trzeba szukać nowej formuły - miejsca trzeciego 2.0. Oczywiście można i warto odwoływać się do pierwotnej idei zawartej w książce "The Great Good Place", należy jednak dopuścić modyfikację koncepcji lub przynajmniej przyjęcie odmiennej interpretacji.
To co jest (moim zdaniem) niepodważalne i jest warunkiem sine qua non istnienia miejsca trzeciego to będąca w centrum luźna, spontaniczna rozmowa, do której łatwo można dołączyć nawet jeśli przyszło się po raz pierwszy. Jeśli tego nie ma - nie ma miejsca trzeciego.
Kolejny szczebel to ogólnie pojęta inkluzywność (miejsce trzecie to nie klub) i nieformalność, a także istnienie silnej społeczności, której członkowie czują się jak u siebie.
Bardziej płynna wydaje się być natomiast kwestia dostępności. Ogólnie zgadzam się z Oldenburgiem, że jest to ważny element, mający ogromne znaczenie na żywotność miejsca. A zatem najlepiej jakby miejsce było otwarte codziennie, jak najdłużej a bywalcy mieszkali jak najbliżej. Problem w tym, że na bezrybiu i rak ryba, więc można przyjąć, że miejscem trzecim może być również lokal otwierany jeden dzień w tygodniu, do którego jeszcze trzeba dojechać. O wiele ważniejsze jest to: czy możemy tam wpaść bez zaproszenia, poza ściśle określoną godziną i czy spotkamy tam dyskutujących ludzi, do których bez problemu będziemy mogli dołączyć.
Odrzucić lub przynajmniej podważyć należy natomiast założenie Oldenburga, że w miejscach trzecich nie ma zbyt dużej integracji między płciami. Moim zdaniem jest ona możliwa, choć z drugiej strony zastanawiające jest, że w KBK znacząco więcej jest mężczyzn a w Wolnym Jazdowie - kobiet. Może faktycznie stan równowagi jest niemożliwy do osiągnięcia...
Wnioski po lekturze "The Great Good Place" | Ecency
The Great Good Place. Notatki [6]
hallmann ·
Materiały, które same zmieniają kształt – technologia inspirowana naturązainnosa ·