3 miesiące temu, gdy rozpoczynałem akcję "Power down dla Biskupiej" STEEM był po 0.35$. Tydzień później spadł do 0.25$ i myślałem, że większego spadku nie zaliczy. Myliłem się. Od 3 miesięcy STEEM spada. Nie pomagają dodatkowe tokeny i "trajby". Nic dziwnego, skoro jest to puste w środku. To zresztą ogromny problem większości projektów kryptowalutowych. Nie mają one realnej wartości, jedynie wartość spekulacyjną. To z kolei skutkuje tym, że każdy spadek bitcoina prowadzi do spadku wartości całego rynku krypto.
Zagadnieniu temu zacząłem poświęcać więcej uwagi wiosną tego roku, gdy sytuacja zmusiła mnie do szybkiego dopracowania koncepcji rycara, czyli tokenu, który będzie używany w krakowskim Królestwie Bez Kresu. Nie jest to kryptowaluta. Przypuszczam jednak, że gdyby rycar nią był, to jego kurs nie byłby zależny od bitcoina. Wynikałoby to z faktu, że token ma pokrycie w realnych towarach, usługach i przywilejach. W przypadku większości projektów krypto są to co najwyżej przywileje. Tak jest ze STEEMem. Im więcej go masz (w SP), tym więcej znaczysz. Do niczego innego STEEM nie jest potrzebny, bo Steemit nic nie produkuje, a jedyne co ma do zaoferowania (czyli reklamy) sprzedaje (ponoć) za dolary. A szkoda.
Pieniądz powinien mieć jakieś pokrycie. Dawno temu w Ameryce płacono ziarnem kakaowca. I to miało sens. Dzięki temu środek płatniczy miał realną wartość. Od biedy można było go zjeść. W Europie było złoto, ale je też można wykorzystać w inny sposób. Co jednak można zrobić z kryptowalutą? Dlatego przyszłość altów jest moim zdaniem niepewna. Z jednej strony gdybym miał wybrać: BTC czy STEEM, to wybrałbym to drugie (wolę szybkie i tanie przelewy, zamiast wolnych i drogich), z drugiej jednak dominacja Bitcoina nie pozostawia złudzeń...