Źródło: Pixabay
Dzień dobry, choć nie jest to zwrot, którego chciałabym dzisiaj używać.
Stało się to, a raczej zrobiłam to, czego obawiałam się najbardziej, a mianowicie od piątku do wczoraj piłam.
Nie jest mi łatwo przysiąść do tego posta, bo wyrzyganie zwłaszcza samej sobie brutalnej prawdy w twarz boli chyba jeszcze bardziej niż sam fakt, że tak kurewsko zawiodłam. Od tygodnia zaniedbywałam się, wzięłam wolne w pracy bez wyraźnego powodu, przestałam pisać dzienniki, coraz mniejszą uwagę przywiązywałam do spożywanej żywności, nie robiłam nic poza leżeniem w fotelu przed komputerem, oglądaniem filmów i graniem. I te wszystkie cegiełki, a także wiele pomniejszych doprowadziły do tego, że w piątek wieczorem powiedziałam sobie jebać to i poszłam po alkohol i tak piłam do wczoraj. Pozwoliłam też sobie uwikłać się w relację, w którą ewidentnie wchodzić nie powinnam, bo słówkami, które chciałam słyszeć czy wręcz potrzebowałam wytworzyłam sobie iluzję przyjaźni, jakiejś większej więzi, a tak naprawdę gość nie chciał wyjebać się sam, więc pociągnął mnie na dno ze sobą.
Zjebałam. Totalnie. Jestem na siebie niesamowicie zła, chce mi się wyć. Mam do siebie największe pretensje o to, że tak naprawdę wiedziałam już tydzień temu jak się skończy mój żywot jeśli dalej będę bimbać w takim marazmie, a nie zrobiłam nic, żeby to przerwać. W piątek również nie zrobiłam nic, żeby z głodami alkoholowymi powalczyć tylko stwierdziłam, że mam wyjebane i poszłam po wódkę.
Zawiodłam samą siebie tak jak chyba nie zrobiłam tego jeszcze nigdy w życiu. Wyjebałam się na ponad siedem miesięcy ciężkiej pracy.
Co teraz? Nie wiem. Dźwignęłam się, przerwałam ciąg choć okupuję to potwornymi dolegliwościami. Rozjebałam prawie wszystkie pieniądze, które miałam, więc muszę się wziąć do ostrej pracy. Chciałabym powiedzieć, że wyciągnęłam wnioski z tego co zrobiłam, ale na dzień dzisiejszy nie jestem siebie pewna wcale. Bo z dwa tygodnie temu byłam siebie pewna mocno, a odjebałam jak odjebałam.
Moje ciało ma dość, nie mówiąc o głowie. Dzisiaj leczę się tłustym żarciem i dużą ilością wody, a od jutra biorę się w garść na każdym froncie. W czwartek na psychoterapii powiem terapeucie, że potrzebuję większą uwagę przykładać do uzależnienia, bo to moja wina, że tak lekko to potraktowałam. Byłam pewna, że gdy uporam się z demonami przeszłości to automatycznie uzależnienie będzie zaopiekowane. Gówno prawda. O burdelu w głowie po połączeniu nowych psychotropów i alkoholu nawet nie wspomnę.
Przepełnia mnie żal, ból, gorycz, złość i nie wiem co jeszcze mam napisać. Zjebałam. Totalnie.