Dziennik #334/2025 - dzieje się

Words
448
Reading
2 min
Listen
Play
9M

Dobry wieczór.

Nie mogłam spać, więc dałam się koledze namówić na wyjście na imprezę. Ostatnio dość mocno zacieśniłam kontakty z tym kolegą i byłoby wielką groteską wyleczyć się z patusiarskiego chuja za pomocą dilera ćpającego dla sportu. W każdym razie impreza była przednia, a mi udało się zachować trzeźwość, ale to stąpanie po bardzo, ale to bardzo cienkim lodzie. A nawet już nie stąpanie tylko tańczenie na nim. Do rana jednak miałam w głowie tryb, że mam wyjebane na wszystko, więc mnie to nie obchodziło za bardzo. Wróciłam do domu koło 5:30 i byłam tak wyjebana z butów, że w ciuchach padłam na kanapę i zasnęłam jak dziecko. Sen jednak nie trwał zbyt długo, po 7 obudził mnie telefon służbowy i to by było na tyle z odpoczynku.

Nie mogę nadal jeść. Skubię jakieś ciastka czy inne pierdy byleby chociaż trochę kalorii dostarczać, ale od wszystkiego mnie mdli lub goni do łazienki. Nie potrafię sama określić czy to się tak rozbujały zaburzenia odżywiania, bo tak długiego epizodu niejedzenia jeszcze nigdy nie miałam czy to po prostu stres, wkurw i ból. Kurewsko boli mnie dusza. Każdy jej zakamarek.

Pół dnia kolega namawia mnie, żeby dzisiaj iść na imprezę również. W sumie stwierdziłam, że skoro jutro mam na 14 do pracy to nie ma co tak kategorycznie wykluczać tego sposobu na spędzenie nocy, bo pewnie i tak znowu nie będę mogła spać. A jak mam się kotłować w łóżku z własnymi myślami to już wolę być wśród ludzi, ale spoiler alert: nigdzie nie pójdę.

Pojechałam do przyjaciółki i dostałam prezent na mikołajki. Bransoletkę i ona ma taką samą:

20251130_194543.jpg

Poszłyśmy na spacer i pogadałyśmy normalnie, szczerze, tak jak rozmawiają przyjaciele i strasznie mnie zgniotło, że mam najlepszą przyjaciółkę na świecie, a ja jak największa pierdolona egoistka robię wszystko, żeby w końcu musiała przyjść na mój pogrzeb. Nie mam pojęcia jak mam się podnieść. Nie mam kompletnie na to koncepcji, ale zrobię wszystko, żeby jeszcze raz stanąć na nogi. Koniec z imprezami, włóczeniem się po nocach, używkami, dziwnymi ludźmi. Bieganie, medytacja, zdrowe odżywianie, książki, terapia. Starczy już tego odpierdalania. Kocham ją i wiem, że ona kocha mnie, więc nie wiem już który to raz w moim życiu, ale stanę na te pierdolone nogi i nie dam się znowu powalić.

Pojechałam do rodziców, ale to spuśćmy milczeniem, bo szkoda strzępić ryja.

Wróciłam do domu tak wyczerpana, że znowu poszła mi krew z nosa, ale nic to. Poszłam z gamoniem na spacer, odmówiłam spotkań wszelakich w porze wieczorno - nocnej i idę zaraz do łóżka z nadzieją, że uda się pospać skoro już ledwo żyję. Wstanę. Będzie trzeba to pójdę na odwyk, do szpitala, zmienię psychologa, otoczenie, przeprowadzę się, wstaw cokolwiek, ale wstanę.

20251130_175836.jpg

Amen.

Dziennik #334/2025 - dzieje się | Ecency