Dziennik #31/2026 - bla, bla, bla

Words
346
Reading
2 min
Listen
Play
7M


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Pospałam. Mix wódki i psychotropów sprawił, że w końcu pospałam. Wstałam taka fresh i szczęśliwa, że aż niedowierzam.

Coś tam się rano pokręciłam i pojechałam do szpitala na badania. Znowu był problem z pobraniem krwi i nie wiem dlaczego, bo nigdy takich problemów nie miałam. Babka jak w końcu się wkłuła to ból rozrywał mi rękę od palców do barku. Niedowierzam co się ostatnio dzieje.

Po powrocie do domu miałam tak ciężki zjazd emocjonalny, że znowu zrobiłam coś bardzo złego, ale po paru godzinach dźwignęłam się z ziemi. Zadzwoniła przyjaciółka i myślałam, że w chuj oberwę za mieszanie leków z alkoholem, ale nie było tak źle. Nie zmienia to jednak mojej refleksji, że nie powinnam tak robić. Bardzo się o nią martwię. Jak ostatnio patrzyłam w jej oczy to widać smutek jakiego jeszcze nie widziałam, a po głosie też czuć, że nie jest najlepiej i ja nie wiem co mam zrobić. Gdybym mogła zabrałabym jej każdą troskę z barków, ale nie jestem w stanie nic zrobić i strasznie, ale to strasznie mnie to wkurwia. Do tego stopnia, że rzucam przedmiotami [poniżej zdjęcie co zostało z mojego telefonu numer trzy], płaczę i mam ochotę spalić ten zjebany kraj. Ale nie mogę zrobić nic co realnie pomoże, więc jestem, kocham, wspieram, słucham i mam w sobie mocne postanowienie, żeby przestać odpierdalać, żebym chociaż ja nie była dla niej źródłem problemu.

20260215_172213.jpg
Źródło: fotografia własna

Wieczorem pogadałam z Nim przez telefon i zaplanowaliśmy piątek, który mamy razem spędzić o ile znowu coś nie pierdolnie.. Mam nadzieję, że tym razem wszystko się uda.

Po rozmowie wystrzeliła mi w górę znowu depresja. Stany emocjonalnie jakich ostatnio doświadczam są.. powiedzmy, że ciężkie. I przestałam sobie z tym kompletnie radzić. Każdy atom mojego ciała błaga już o rozwiązania, których nie będę w stanie cofnąć, ale jeszcze trzymam się na powierzchni. Żeby było śmieszniej miałam dzisiaj kilkugodzinny wyrzut endorfin tak silny, że już rozkminiałam czy to się skończy manią, bo było to zbyt silne jak na hipomanię. Na szczęście po paru godzinach nastąpił zjazd. Strasznie nienawidzę mojego życia.

Do jutra.

Dziennik #31/2026 - bla, bla, bla | Ecency