Dobry wieczór.
W @poprzeczka dzisiaj bardzo słabo. Dramatycznie wręcz, ale o przyczynach w części dziennikowej. Ledwo nad celem.
Zasnęłam grubo po północy, a już o czwartej obudziłam się i nie mogłam spać. Byłam bardzo sfrustrowana. Koło piątej udało mi się jeszcze na chwilę przysnąć, ale i tak już po szóstej wstałam. Nie wiem co się stało. Ostatnie dni już były trochę stabilniejsze, a tu znowu wszystko się posypało. Wiedziałam, że będzie to bardzo rzutować na cały dzień.
Z racji tego, że bardzo szybko zjadłam śniadanie to równie szybko jadłam obiad, ponieważ po prostu byłam głodna. Testowałam dzisiaj dwie rzeczy. Po pierwsze upieczenie piersi z kurczaka zamiast smażenia. Testowałam to poniekąd z własnej ciekawości czy takie mięso będzie jadalne i odpowiedź brzmi: tak, jest jadalne. Jest nawet bardzo smaczne. Zamarynowałam w papryce słodkiej i wędzonym chilli, wrzuciłam do naczynia żaroodpornego i upiekłam.
Źródło: fotografia własna
Drugą kwestią było zrobienie obiadu na cztery dni, a nie na dwa jak robię zawsze. Wynika to tylko i wyłącznie z tego, że ten tydzień do środy włącznie będzie napięty, a ja lubię wrócić z pracy i jeść, a nie jeszcze stać przy garach. Wszystko udało się wyśmienicie. Jeden obiad zjadłam dziś, a pozostałe trzy zapakowałam w pojemnikach do lodówki. Jako ciekawostkę wrzucę fakt, że na dziś i jutro miałam w rozpisce kaszę gryczaną, a na wtorek i środę ryż, więc.. postanowiłam to wymieszać i ugotować razem i wyszło to naprawdę bardzo smaczne, polecam. Oszczędność czasu i energii niesamowita, a smak jest naprawdę ciekawy.
Źródło: fotografia własna
Źródło: fotografia własna
Dziś i jutro poza standardowymi rzeczami mam na obiad jeszcze dodatek ciecierzycy i minisuróweczka z ogórka kiszonego i czerwonej papryki. Muala moi mili, muala.
Po obiedzie poszłam na spacer z psem i miałam nieprzyjemny incydent. Zapomniałam, że przy jednym bloku siedzi często taki patus ze swoim psem i ten pies wiecznie wszystkich atakuje. Tak było też i tym razem. Patus ma w dupie okiełznanie psa tylko łoi browary i się śmieje. Omijałam to miejsce od dawna, ale po prostu dzisiaj zapomniałam, to chyba ze zmęczenia zaćmienie umysłowe. Pies się oczywiście na nas rzucił. Udało mi się uratować sytuację i nie doszło do żadnych obrażeń. Bardzo się wystraszyłam. Bardzo.
Poszłam się chwilę położyć i na moment zasnęłam. Przezornie nastawiłam budzik, bo tak czułam, że może mi oko polecieć.
Jestem potwornie zmęczona. Nie nadaję się dzisiaj do niczego. Miałam przeczytać na terapię fragment książki, ale poległam, bo po prostu nie potrafię się skupić. Pomyślałam, że w to miejsce obejrzę film jaki zadał mi terapeuta [Mr. Jones], ale ze źródła, które mi podał nie idzie tego oglądać, bo się zacina i dostawałam białej gorączki. Sumarycznie przesiedziałam przed komputerem cały dzień i oglądałam jakieś bzdury.
Zjadłam dzisiaj za dużo. Mam chandrę przez zmęczenie i po prostu ją zajadałam. No trudno, nie jestem doskonała. I nigdy nie będę. Na kolacje wjechała pyszna owsianeczka, ale już jej nie zmieściłam do końca, zjem resztę jutro.
Źródło: fotografia własna
Kończę i idę spać.
Śniadanie: ptasie mleczko
Obiad: kurczak z mixem kaszy gryczanej i ryżu z ciecierzycą, warzywami mrożonymi i surówką
Przekąska: ptasie mleczko
Kolacja: owsianka z twarogiem, bananem i borówkami
Do jutra.