Dziennik #270/2024 - bardzo słaby dzień

Words
763
Reading
4 min
Listen
Play
2y

Dobry wieczór.

Mam bardzo słaby dzień. Potwornie źle się czuję psychicznie. Moje lęki urosły do skali urojeń i jest po prostu bardzo źle. Tzn. do południa było względnie, ale wieczór jest koszmarem. Nie mogę przyciemnić światła, nie mówiąc już o tym, żeby je zgasić, bo mam wrażenie, że z ciemności wychodzą pająki. Czuję jak po mnie chodzą. Wieczorny spacer z psem był torturą. Cały czas miałam schizę, że ktoś za mną idzie i zrobi mi zaraz krzywdę pomimo tego, że byliśmy sami. Mam na tyle świadomości, że wiem, że to tylko wytwory mojej głowy, nic więcej, ale jest bardzo ciężko, a lęk potęguje się strachem o to co będzie w nocy. Wzięłam leki włącznie z bardzo silnym lekiem uspokajającym i czekam na cud. Po prostu czekam na cud.

Wstałam o świcie i pojechałam do straży miejskiej. Konsekwentnie kontynuuję wojnę z gnojami, którzy rozjeżdżają trawniki u mnie pod blokiem. Spędziłam tam ponad godzinę. Gość, który przyjmował ode mnie zeznania pisał tak fatalnie, że miałam silny opór, aby podpisać się pod zeznaniem. Na siłę chciał wstawiać wszędzie przecinki i budował zdania typu "zauważyłam pojazd, o numerze rejestracyjnym, XYZ. Zaparkowany był, na trawniku". Nie mówiąc już o tym, że w zeznaniach były kwiatki typu "światek". W sensie miał być świadek jako ja, ale nie pykło. Paranoja.

Pojechałam do Biedronki i wydałam miliony monet. Dlaczego? Dlatego, że były zajebiste promocje. Kupiłam dwa oleje płacąc za jeden, a do tego kupiłam cztery kilogramy mięsa w cenie jakiś 2,5 bodajże. I tak, ja wiem, to nie jest i nigdy nie będzie turbo jakościowe mięso, ale to wciąż mięso, którego ja w diecie potrzebuję i w takiej cenie uważam, że warto było się pofatygować i zrobić sobie zapas. Ostatnie zakupy sprawiły, że mam zapas nie tylko węglowodanów, ale także cała zamrażarka jest wypchana mrożonymi warzywami i mięsem różnego rodzaju. Z głodu nie zginę i dało mi to duże poczucie bezpieczeństwa, naprawdę.

Po zakupach odstawiłam auto do wujka mechanika i wróciłam autobusem do domu. I nie wiem przypadkiem czy właśnie nie to nasiliło mi lęki, bo byłam na małej przestrzeni w tłumie ludzi i miało to bardzo negatywny wpływ na moje samopoczucie.

Po powrocie do domu miałam silną potrzebę zrzucenia z siebie napięcia, więc poszłam z psem na długi spacer do parku szukać pierwszych śladów jesieni. Znaleźliśmy.

20240926_105530.jpg
Źródło: fotografia własna

20240926_105655.jpg
Źródło: fotografia własna

Bardzo lubię to drzewo. Jego rozłożystość mnie oczarowuje za każdym razem, gdy jesteśmy w parku.

20240926_105744.jpg
Źródło: fotografia własna

Dopiero po powrocie do domu zabrałam się za śniadanie. Nie zadbałam dzisiaj kompletnie o dyscyplinę w tej kwestii. I to się przełożyło już na cały dzień. Od soboty jest to mój pierwszy dzień, kiedy nie dojadłam swoich posiłków. Poległam co prawda teraz wieczorem, kiedy mój stan znacznie się pogorszył, no ale mimo wszystko.

20240926_115847.jpg
Źródło: fotografia własna

Poporcjowałam mięso, zastawiłam pułapkę na muszki owocówki [nie pytajcie, długa historia stawiająca mnie w bardzo złym świetle] i w sumie nie robiłam nic. O 16 połączyłam się zdalnie na spotkanie firmowe, ponieważ raz w miesiącu o godzinie 16 mamy takie spotkanka, podczas których założyciel firmy podsumowuje miniony miesiąc, opowiada o planach na nadchodzące tygodnie i w ogóle. No i pierwszy raz w życiu mogłam wziąć w takim spotkaniu udział, ponieważ nie byłam w pracy. Bardzo mi się podobało. Konkretnie, merytorycznie, z wizją. Chciałabym tam pracować, a nie z tymi moimi jełopami. Resztę dnia przesiedziałam próbując nie umrzeć.

No wieczór to już katastrofa tak jak pisałam powyżej. Zrobiłam duży błąd, bo nie sądziłam, że tak bardzo mi się pogorszy wieczorem i nie poszłam z psem jak jeszcze było jasno tylko jak już się ściemniło no i była jazda bez trzymanki. Nie wiem co się stało. Ten dzień jest koszmarem i chciałabym, żeby jak najszybciej się skończył. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę zgasić światła, bo urojone pająki, a ja przy świetle nie zasnę, więc.. Boję się. Resztki mojej racjonalności wiedzą, że nic mi nie grozi i jestem bezpieczna, ale całe ciało, umysł i emocje mówią kompletnie co innego. Czy ja już tracę rozum czy o co chodzi?

Wujek mechanik zadzwonił z informacją, że auto jest w gorszym stanie niż zakładaliśmy, więc jestem dodatkowo załamana. Więcej może będę wiedzieć jutro.

Tyle.

Śniadanie: twaróg na słodko [twaróg + jabłko + słodzik + cynamon]
Obiad: sałatka z ciecierzycy [ciecierzyca + jajka + serek wiejski + ogórek + rzodkiewki]
Przekąska: pierniczek
Kolacja: serek wiejski na słodko [serek wiejski + jabłko]. Tu poległam i nie dojadłam. Oczywiście zostawiłam i zjem to jutro. Spożywam tak mało kcal, że nie mam zamiaru pozwalać sobie na to, żeby nie dojadać posiłków. Jutro będzie lepiej
Woda: 2,4l
Kroki: 13k

Do jutra.