Dziennik #245/2024 - koniec urlopu

Words
790
Reading
4 min
Listen
Play
2y

Dobry wieczór.

Jak spałam wiadomo. Moje kudłate dziecko koło godziny siódmej dostało zajoba i koniecznie chciał się ze mną bawić. Próbowałam się przed tym bronić, ale niestety nie dało rady. Tak, wiem, rozpuściłam go i pozwalam mu na wszystko. Nic na to nie poradzę. Totalnie nieprzytomna chwilę się z nim pobawiłam i poszliśmy na spacer.

Paskudnie się czuję. Jakaś taka otumaniona i kompletnie oderwana od rzeczywistości. Nie umiem wytłumaczyć tego stanu tak, abym nie wyszła na jakiegoś czubka otumanionego lekami. W każdym razie czuję się dziwnie i niekomfortowo. Trochę nie chciałam siedzieć sama w domu, bo szkodziło mi to na psychikę, więc zaprosiłam na spacer kolegę z terapii poprzedniej, a on się na to zgodził. Mieliśmy iść nad jezioro, ale w trakcie naszej wyprawy jeszcze normalnie drogą zauważyliśmy ścieżkę i postanowiliśmy sprawdzić dokąd ona prowadzi.

20240901_155804.jpg
Źródło: fotografia własna

Szliśmy sobie spokojnie wzdłuż jakiegoś pola, oczywiście nie wchodząc na nie, aby nie niszczyć upraw po czym ścieżka gwałtownie skręciła i przed nami stanął las. Zastanawialiśmy się chwilę czy oddać się eksploracji, ale ciekawość wygrała, więc poszliśmy dalej.

20240901_160243.jpg
Źródło: fotografia własna

Było naprawdę pięknie. Totalnie dzika natura. I to wszystko 500m od cywilizacji. Świeże powietrze, przyjemny wiaterek, cień. Czułam się naprawdę wybornie, muszę przyznać.

20240901_160600.jpg
Źródło: fotografia własna

20240901_160730.jpg
Źródło: fotografia własna

Zagłębiając się dalej w nieznane nam tereny ścieżka nagle zakręciła i naszym oczom ukazała się polanka. Nie była w żaden sposób wyjątkowa, więc nie robiłam żadnych zdjęć. Ot po prostu piaszczysty kawałek płaskiego terenu. Przy tej polance odkryliście też jeziorko chociaż przez stopień dzikości tego akwenu nie wiem czy jeziorko to prawidłowe określenie.

20240901_161655.jpg
Źródło: fotografia własna

Ścieżka prowadziła jeszcze dalej w jakieś kolejne, tajemnicze zarośla, ale już nie mieliśmy czasu, aby iść dalej, więc po prostu zawróciliśmy. Wracaliśmy tą samą drogą, ponieważ był to dla nas teren kompletnie nieznany, więc nie chcieliśmy pobłądzić. W trakcie naszej wędrówki narobiłam paniki, ponieważ z zarośli wyskoczył wąż. Tylko go zobaczyłam to odpaliła mi się totalna panika, że zaraz nas pokąsa i zginiemy marnie zostawieni na pastwę losu w jakiś zaroślach. Wąż jednak miał nas w głębokim poważaniu i uciekł. Na ostatnią chwilę udało mi się mu zrobić zdjęcie. Kochana bowess@bowess stwierdziła, że nie ma się czego bać, bo to tylko zaskroniec. Jak zwykle narobiłam paniki o nic.

20240901_161957.jpg
Źródło: fotografia własna

Spędziłam fantastycznie czas. Odprężyłam się i rozmawiałam o tematach trzeźwościowych. Dużo oczywiście wyciągnęłam wniosków z naszej rozmowy, ale oprócz tego po prostu dobrze się bawiłam, dużo się śmiałam i czułam się naprawdę fajnie. Dobre towarzystwo w otoczeniu przyrody? To musiało się udać. Fajnie się bawiłam odkrywając rejony kompletnie nieznane. Podobało mi się. Chociaż sama bym się tam nie wybrała, o nie.

Wróciłam do domu totalnie zmęczona. I w sumie nie wiem na czym zleciał mi czas, naprawdę. Dzisiaj koniec urlopu. Tego urlopu, którego tak panicznie się bałam. Dużo myślałam wczoraj i dzisiaj o moim urlopie i główny wniosek mam taki, że sobie z nim świetnie poradziłam. Tak sobie zorganizowałam czas, że nie zajmowałam się rzeczami bądź myślami, które mogłyby mnie popchnąć w stronę picia. Jednak mam też taką obserwację, którą koniecznie muszę uwzględnić w przyszłości, że przeładowałam się spotkaniami z ludźmi. Zdecydowanie. Jestem totalnym, ale to totalnym introwertykiem i bardzo brakowało mi czasu sama ze sobą. Czuję się po prostu przeciążona ludźmi co sprawia, że czuję się kompletnie niewypoczęta. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia? Nie, ponieważ to mój pierwszy trzeźwy urlop w życiu i liczyłam się z tym, że na czymś mogę się potknąć. Mimo wszystko uważam, że poszło mi świetnie i naprawdę nie mam do siebie o nic pretensji.

Dzisiaj pierwszy raz w życiu skorzystałam ze strony Uprzejmie Donoszę. Mam dość wieśniaka, który ciągle parkuje na trawniku pod blokiem, więc postanowiłam zachować się jak wzorowy obywatel [choć dla wielu będę pewnie po prostu konfidentem] i po zrobieniu dokumentacji foto zgłosiłam szuję. I tyle. Czuję satysfakcję. Moja wspólnota mieszkaniowa dba o to, żeby wokół mojego bloku było ładnie i nie robi tego z dobrego serca tylko za MOJE pieniądze, więc nie godzę się na to, aby ktoś to niszczył, po prostu.

Muszę się pochwalić, że dzisiaj mija mi równo 9 miesięcy bez papierosa. Jestem w szoku, że się udało. Zaczęłam palić jeszcze jako dziecko i paliłam zawsze i bardzo dużo. Zawsze miałam papierosa w buzi albo w ręce. Bywały okresy, że potrafiłam palić ponad dwie paczki dziennie. Było naprawdę ciężko, ale było warto i jestem z tego bardzo zadowolona. 9 miesięcy, rozumiecie to? Szok.

I chyba tyle. Nie czuję się dobrze, bo czuję jakieś lagi w mózgu, więc ten wpis śmiało można określić mianem gównowpisu, ale bardzo się staram zachować chociaż minimalną trzeźwość umysłu. Niemniej jednak nie będę z sobą walczyć i po prostu idę się położyć. Skakanie po sinusoidzie życia trwa, ale się nie poddaję i tym optymistycznym akcentem kończę.

Do jutra.

Dziennik #245/2024 - koniec urlopu | Ecency