Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Dzisiaj powtórka z rozrywki, więc już nie chcę przynudzać. Było na tyle grubo, że spałam w nocy godzinę. Rozumiecie to? Godzinę.. To już nawet nie chodzi o to, że wstałam zmęczona, bo to jest oczywiste. Ja wstałam totalnie załamana i zniechęcona do życia. Po prostu. Mam tego wszystkiego dość. Męczę się i cierpię i znikąd ratunku. Tzn. mój ratunek nadejdzie we wtorek na kontroli u pani doktor, ale do tego czasu muszę walczyć, bo nie mogę tego leku odstawić samodzielnie, bo to mogłoby być groźne. Chociaż czy groźniejsze niż parasomnia? Nie wiem.
Zwlekłam się z łóżka i poszłam z fafulcem na spacer, ale to raczej on wyprowadził mnie, a nie ja jego. Nie przeszkadzało mi to zupełnie. Po spacerze trochę się ogarnęłam i poszłam jeszcze chwilę poleżeć. Udało mi się na pół godziny rzucić okiem. Odebrałam to jako wielki sukces. Jak wstałam to pomyślałam sobie, że jak będę tak leżeć jak cipa to nic dobrego z tego nie wyjdzie i.. poszłam łapać Pokemony. Mój problem polega na tym, że nie potrafię sama spacerować. Po prostu. Muszę mieć psa. A mój pies z racji wieku już nie domaga na tak długich spacerach jak wcześniej. No więc ściągnęłam sobie Pokemony i poszłam je łapać. To nie jest dla mnie jakieś turbo jarające zajęcie, ale mam zajęty mózg, a o to w tym wszystkim chodzi, bo gdy głowa jest zajęta to nogi sam idą. Usiadłam sobie nawet na chwilę na ławeczce w parku porozkoszować się pustą przestrzenią i naładować oczy zielenią. To dla mnie było coś nowego tak po prostu sobie usiąść w parku, ale muszę powiedzieć, że było to całkiem przyjemne doświadczenie.
Źródło: fotografia własna
Wróciłam do domu i miałam jeszcze chwilę do wyjścia na terapię, więc zaczęłam przeczesywać stronę Carrefoura. Dlaczego? Dlatego, że włączyła mi się w głowie jakaś panika, że kończy mi się słodzik co jest bzdurą totalną, bo mam jeszcze dwa opakowania. W każdym razie tak sobie ryłam po tej stronie, patrzę, a tu promka na banany tylko trzeba ściągnąć apkę. No to ściągam. Poprzeglądałam sobie i doznałam ciężkiego szoku, ponieważ ten sklep potrafi mieć naprawdę fajne i korzystne promocje. Nie wiem dlaczego omijałam jego i Lidla szerokim łukiem i tylko Biedronki i nic innego się nie liczy. Wszystkie trzy sklepy mam w takiej samej odległości od domu i o ile codzienne zakupy na pewno będę robić w Biedronce o tyle myślę, że w mojej sytuacji warto sprawdzać promki i w Carrefourze i Lidlu. Jak już była promka na banany, a ja je jem w ilościach prawie hurtowych to poleciałam do sklepu. Wzięłam niecałe 3kg [zachłanna Grażyna] i wzięłam kawę Inkę, bo ostatnio bardzo przeginam z kofeiną. Też była promka. Poszłam do kasy samoobsługowej, bo okazało się, że można tam płacić gotówką i to nawet bilonem, rozumiecie jakie to szczęście w obliczu moich ostatnich odkryć bilonowych? Skasowałam produkty, nabiłam promocje, wysypałam garść miedziaków i zadowolona poszłam do domu.
Z racji tego, że miałam jeszcze chwilę do terapii to zadzwoniłam do banku do działu windykacji. Nie uwierzycie, ale trafiłam na naprawdę przecudownego gościa. Pogadaliśmy, że nijak nie mam jak wyjść z opóźnień w spłatach, wynika to ze zdrowia, bardzo się staram, bardzo chcę to spłacać, ale po prostu aktualnie mam związane ręce. Może po nowym roku będzie lżej, bo odejdzie mi jeden kredyt + w firmie będą podwyżki, ale tego nie wiem, to tylko domysły. Pan ogólnie mi powiedział, że tak, to jest problem, że mam opóźnienie, ale większym problemem byłoby chowanie głowy w piasek i unikanie ich, a skoro ja się z nimi sama kontaktuję to oni też to odbierają jako to, że mi zależy na spłacie, a nie jestem po prostu migającym się od zobowiązań cwaniaczkiem. Deal jest taki, że ja robię co mogę, żeby spłacać kredyty, a z ich strony jest szansa, że nie wypowiedzą mi umów kredytowych. Mam nadzieję.
Pojechałam na terapię i coś we mnie pękło. Nie wiem czy to kwestia przemęczenia do szpiku kości, ale z jakiegoś powodu temat zszedł na moją matkę i się odpaliłam. Odpaliłam się złością, bo tą złością zasłaniam ból i smutek z powodu braku matczynej miłości. Żona mojego taty [nienawidzę określenia macocha przez jego pejoratywne skojarzenia] jest dla nas po prostu aniołem, ale gdzieś w głębi serca czuję się gorsza, że matka mnie odepchnęła. I pani psycholog jeszcze nie wie, że ja to wszystko maskuję złością. Ogólnie trochę mi ciężko na sesjach z nią, ponieważ ostatnio ponad rok spędziłam na terapiach z terapeutami, którzy już mnie znali do szpiku kości i było łatwiej, a teraz jest tak, że ja gadam praktycznie ciągle, bo ona musi mnie poznać i jest mi dziwnie z tym, że dostaję tak mało feedbacku, ale akceptuję to i wierzę bardzo w naszą współpracę. Dowiedziałam się ciekawej rzeczy, że jej zdaniem potrafię budować relacje i bardzo mnie to zdziwiło, bo ja zawsze myślałam, że nie potrafię tego kompletnie.
Wróciłam do domu potwornie zmęczona. Zastanawiałam się jak to rozegrać, bo czułam, że jak się nie położę to nie dotrwam do wieczora, ale bałam się snu, żeby znowu nie zaburzy sobie rytmu nocy. Postawiłam na półgodzinną drzemkę i choć nie dodała mi ona energii w ogóle to czułam się po nie jakoś lepiej.
Wzięłam się za obiad. Bardzo się tego obiadu obawiałam, ponieważ miałam w planach upiec piersi z kurczaka. Chciałam je upiec dlatego, że jestem słaba w smażeniu i zawsze zrobię suchego kapcia. Próbowałam je robić w wynalazku w postaci marynaty z jogurtu i mi nie smakowało, ale tym razem postawiłam na klasykę czyli olej + przyprawy. Do tego przygotowałam sobie pieczarki z koperkiem i wszystko wylądowało w piekarniku.
Źródło: fotografia własna
Powiem wprost: wyciągałam kurczaka z ciężkim sercem. Wyciągnęłam, dałam mu odpocząć skomponowałam sobie talerz i cóż mogę powiedzieć.. Nigdy w życiu nie zrobiłam tak pysznego i soczystego kurczaka. Był naprawdę idealny. Byłam totalnie zachwycona. Nie wiem czy pozostałe porcje będą równie soczyste kiedy będą po prostu odgrzewane, ale na świeżo miałam uczucie, że sam Pan Jezus stąpa mi po podniebieniu gołą stópką. Serio.
Źródło: fotografia własna
Po jedzeniu miałam problem z tym, że nie chciałam spać, ale to obżarstwo bardzo mnie zmuliło. Postanowiłam działać i poszłam zbierać Pokemony. Nie jakoś długo, zrobiłam może z 15 minut spaceru, ale to pozwoliło mi się dotlenić i przetrwać ten chwilowy kryzys. Jak wróciłam do domu to była kawka i tulaski z moim małym słodziakiem.
Źródło: fotografia własna
Wypytywałam chat gpt o parasomnię jak sobie z nią radzić i dał mi rady następujące: spać przy włączonej lampce nocnej, nastawić budziki na określone godziny, żeby w razie czego to budzik wyrwał mnie ze snu, a nie jakieś nocne urojenie i skorzystanie z apek, które odtwarzają dźwięki np. natury. Średnio mi się to uśmiecha zwłaszcza te budziki, ale jeśli ma mi pomóc przetrwać czas do wtorku to jestem w stanie zaryzykować.
Wieczór to spokojny spacer z psem, kolacja i stukam te słowa. Wzięłam już leki i właśnie dopijam melisę. Wierzę w pozytywną dla mnie noc, bardzo w to wierzę.
Posiłki:
Cele Fitatu:
Kcal 1491/1500
Białko 95/70
Tłuszcze 51/45
Węgle 160/204
I emocjonalnie i fizycznie jestem wyczerpana, więc się odmeldowuję i do jutra.