Fotografia własna
Dobry wieczór.
Postanowiłam pisać dzienniki, gdy wydarzy się coś o czym chciałabym napisać, bo nie chcę Wam codziennie truć, że wstałam, ogarnęłam się i pojechałam do pracy. Trochę bez sensu, nie chcę, żeby mi samej obrzydło pisanie tutaj, bo bardzo to lubię i jest to dla mnie w ogóle ważny element dnia.
Dzisiaj jak wróciłam z nocki to położyłam się na dwie godziny, bo na 9 szliśmy z kudłatym przyjacielem na pobieranie krwi. Bardzo to przeżyłam, pies również, ale daliśmy radę. Niby wiem, że to dla jego dobra, a jednak za każdym razem mocno to przeżywam jak się we mnie wtula błagając o ratunek. Wyniki mają być koło środy / czwartku, ale nie stresuję się, bo to tylko kontrola wchłanialności leku na padaczkę.
Potem pojechałam na terapię porozmawiać z terapeutką czy do czasu terapii na NFZ może się mną zaopiekować prywatnie. Badałam teren, bo jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji czy chcę to zrobić czy po prostu spokojnie poczekać skoro nie dzieje się u mnie nic niepokojącego. W każdym razie mam zapewnienie, że jeśli będę potrzebować to śmiało mam do niej uderzać, jak tylko będzie mogła to mi pomoże, choćby zdalnie jakoś mnie zawsze wciśnie. Dało mi to poczucie bezpieczeństwa i bardzo się z tego cieszę.
Potem pojechałam odebrać paczki z Biedry i tu doszło do zabawnej dla mnie sytuacji. Stałam sobie z boku, bo nie lubię naruszania przestrzeni osobistej i przede mną odbierała paczki jakaś babka. Pracownik Biedry za jednym zamachem przyniósł i jej i moje paczki i w pełni go rozumiem, bo byłby głupi, gdyby łaził dwa razy niepotrzebnie. Pani chyba nie wiedząc, że to ja jestem odbiorcą ostatniej paczki próbowała przekonać pracownika, żeby mogła sobie powybierać z tej mojej paczki to, co jej się spodobało, a wrzucić tam to, co jej się nie podoba z jej paczek. Jej mina, gdy odezwałam się za jej plecami, że chyba pani oszalała, że będzie pani przetrzepywać moją paczkę, była naprawdę bezcenna i dawno nie widziałam kogoś, kto tak szybko opuszczał sklep.
Jak wróciłam do domu to zjadłam na śniadanie paczkę ptysi i byłam przeszczęśliwa i w takim błogim nastroju poszłam kimać po nocce.
Jak wstałam miałam konkretną misję na dzień wolny, a mianowicie bulion zero waste. Opowiem od początku. Któregoś razu pięknego siedziałam sobie na kibelku i przeglądałam TikToka [zawsze to wtedy robię albo gram w jakąś gierkę] i trafiłam na TT babki, która pokazywała co robi z obierkami warzyw i z warzywami, które już są trochę zwiędnięte i niekoniecznie choćby ze względu na estetykę ma ochotę je zjadać na surowo. Mianowicie babka wszystko pakowała do woreczków, wrzucała do zamrażarki i po uzbieraniu konkretnej ilości robiła z tego bulion. Mocno mnie to zaciekawiło tym bardziej, że lubię bulion, więc zbierałam obierki, mroziłam warzywa typu papryka, pieczarki, cukinia etc. wszystko to, co nie bardzo miałam pomysł jak to spożyć i jakbym tego nie zamroziła to bym wyrzuciła. No i w końcu nazbierałam prawie całą szufladę z zamrażarce, więc postanowiłam zrobić bulion. Powiem szczerze, że nie miałam oczekiwań żadnych, a wyszło naprawdę przeeeeeepysznie. Wrzuciłam cały gar z czubkiem i dawno nie piłam czegoś tak esencjonalnego. Dzisiaj na pewno na obiad zjem sobie z makaronem. Totalnie polecam każdemu. Raz, że to jest naprawdę przepyszne, a dwa kurde, wykorzystałam naprawdę full żarcia, które gdyby nie to poszłoby po prostu do śmietnika. Super sprawa, będę kontynuować tym bardziej, że mam poczucie, że każdy bulion będzie inny w smaku no bo wiadomo, że warzywa będą w różnych proporcjach.
Popołudnie spędziłam na błogim lenistwie. Naprawdę nie chciało mi się nic. Sporo spałam, oglądałam House of Cards i po prostu ładowałam baterie na kolejny tydzień pracy. Muszę też powiedzieć, że otrzymałam wypłatę. Za każdym razem jak rozliczam się z szefem to z gotówki od klientów wypłacam sobie wypłatę. Wtedy wygląda to tak, że monety sobie segreguję, żeby w późniejszym czasie jak będzie ich więcej wpłacić do banku, a banknoty niosę do wpłatomatu także za poprzedni tydzień razem z napiwkami tylko z banknotów zarobiłam niecałe 1900 zł. Jestem z siebie bardzo dumna i zadowolona. To owoc mojej ciężkiej pracy, ale wiem dokąd zmierzam i miło widzieć pozytywne efekty. Trochę poluzowała mi się lina, która od pewnego czasu z powodów finansowych zaciskała mi się na szyi.
Wieczorem napisała do mnie przyjaciółka, że jej dzieci szybko zasnęły i czy nie chciałabym do niej wpaść. Od razu się zgodziłam. To u mnie duża zmiana, bo chlejąc zawsze miałam milion wymówek dlaczego nie mogę się spotkać, gdy tak naprawdę po prostu chlałam. Wzięłam paczkę ciasta i pojechałam. To dla mnie było zupełnie nowe doświadczenie, po prostu siedzieć na balkonie, zajadać się ciastem i lodami i rozmawiać. Sporo rozmawiałyśmy o moim uzależnieniu i cieszę się, że otwieram się przed nią, bo i ją oszukiwałam tyle lat, że wszystko u mnie w porządku. Bardzo się cieszę, że ona chce to zrozumieć i bardzo mnie wspiera. Zadała mi też pytanie jak się czuję teraz i to mnie skłoniło do refleksji, ale myślę, że czuję się po prostu spokojna. Trochę zmęczona, trochę przepracowana, ale po prostu spokojna, bo wszystko zmierza w kierunku, który obrałam. Bardzo się cieszę, że nie przepiłam tak cennej dla mnie relacji i bardzo się cieszę, że mam szansę teraz ją odbudowywać.
To był super dzień. Jestem mega szczęśliwa, że trochę udało mi się odpocząć i spędziłam dzień z ważnymi dla mnie ludźmi rozmawiając o rzeczach ważnych, ale i o pierdołach, które doprowadzały do łez ze śmiechu. Tylko takich łez sobie w życiu życzę. I Wam również.
Dobranoc!