--
Zbliża się styczeń, a tak jak zapowiedziałam w powitalnym poście od stycznia chciałabym regularnie zacząć tutaj pisać. Póki co tylko czytam i jestem pod ogromnym wrażeniem ciekawych treści. Niemniej jednak postanowiłam nakreślić jak będzie wyglądał mój nowy rok tutaj, ponieważ będzie to wiążące przede wszystkim dla mnie. Tak jak pisałam w pierwszym poście, słowo wypowiedziane przed innymi, choćby anonimowymi ludźmi ma większą moc. A dla mnie będzie to rok bardzo dużych zmian, mam nadzieję, że finalnie na lepsze, choć wiem jak wiele pracy przede mną. Post będzie długi, za co z góry przepraszam, ale wolę uprzedzić zawczasu osoby, które nie za bardzo lubią czytać.
Jestem alkoholiczką. Zagorzałą. Z miłości do wódki i whisky. Tylko jestem tym bardzo zmęczona. W marcu skończę 30 lat, z czego 15 lat życia spędziłam w alkoholizmie. I tak po ludzku mam dość. Alkoholu, takiej siebie, takiego życia. Tym bardziej, że alkoholizm to nie tylko przechylanie butelki. Alkoholizm to degradacja człowieczeństwa na każdym jednym polu. Ale miałam okazję już poznać trzeźwą siebie [co prawda niecały miesiąc, ale zawsze] i jestem wbrew pozorom fajnym człowiekiem, gdy trzeźwieję, który mocno interesuje się światem i chyba czasem coś ciekawego ma do powiedzenia.
Chciałabym tutaj stworzyć serię moich dzienników. Nie po to, żeby się żalić czy chwalić. Atencji nie potrzebuję wcale, jestem introwertykiem, który cieszy się z pandemii, że ma wymówkę, by być z dala od ludzi. Ale wierzę w moc sprawczą po pierwsze dzienników, po drugie siłę słowa wypowiadanego [w tym przypadku pisanego] przed innymi. W pierwszej chwili miała to być motywacja dla mnie. Coś w stylu ej, no lipa się napić, no bo jak to tak przed innymi napisać, że się poległo? Tylko potem tak sobie pomyślałam, że to może być również motywacja dla innych, bo każdy z nas ma różne problemy i ja już wiem jak ciężka i wyboista może być droga, aby je pokonać. Nie chcę tutaj siać depresji. Jednak chciałabym pokazać prawdziwą, szczerą walkę tak naprawdę o samą siebie. I o bycie dorosłym człowiekiem, bo wpadając w uzależnienie w nastoletnim wieku tak naprawdę możemy śmiało przyjąć tezę, że nie wiem czym jest dorosłe życie pomimo tego, że problemy mnie nie oszczędzały. Na pewno będzie tutaj też zapis walki z problemami finansowymi, bo przepiłam wartość mieszkania, co zaowocowało również długami. Ale tak, to będzie zapis walki. Nie upadku choć jeśli on się zdarzy to więcej uwagi poświęcę temu jak powstaję niż temu jak upadłam. Ludzką rzeczą jest czynić źle.
Byłam łącznie na trzech terapiach [żadnej nie było mi dane ukończyć z różnych względów niezależnych ode mnie, ale to kiedy indziej opowiem], miałam styczność z wieloma psychologami, terapeutami i psychiatrami, więc na pewno o tym też pojawi się mowa, ponieważ mam świadomość jak ciężko jest znaleźć odpowiednią osobę, która pomoże stanąć na nogi. A niestety żyjemy w czasach, gdzie coraz więcej z nas będzie tej pomocy potrzebować i hej, nic w tym złego, wręcz przeciwnie.
Moje życie to stagnacja i 20 kg nadwagi, które pojawiło się znikąd. Mam na siebie konkretny plan co ze sobą zrobić i jak zrobić, żeby się znowu nie zgubić, ale od jutra zaczynam wolne i nie, nie chcę walczyć od dziś. Przyjęłam sobie, że chcę walczyć od stycznia i tak chcę zrobić. Pamiętam jak na pierwszej terapii dwa lata temu zapytano mnie po co tu jestem i odpowiedziałam, w sumie nie wiem czemu, że chcę być trzeźwa w 30 urodziny. I wierzę, że to były słowa mocno prorocze. Osiągnęłam swoje dno, czas się odbić.
Na koniec roku na pewno wrzucę życzenia noworoczne, a tymczasem widzimy się [czytamy] od stycznia. Dzienniki + tematy około psychologiczne / terapeutyczne + pierdololo jakie przyjdzie mi do głowy.
Mam nadzieję, że fajnie spędziliście święta, bo ja o dziwo wigilię tak, w moich żyłach płynie sałatka jarzynowa.
Pozdrawiam.
PS. Pisząc to jestem trzeźwa. To ma być moje trzeźwe miejsce, więc pod wpływem nawet tu nie zaglądam.