Akcja z tankowaniem "na zapas" zaczęła się w czwartek.
Mimowolnie wziąłem w niej udział, a było to tak :
W ciągu dnia mignęła mi rezerwa, więc wieczorem wybrałem się na pobliski Orlen, by zatankować standardowo za stówkę.
Jakież było moje zdziwienie, gdy dojeżdżałem do stacji, i z daleka widziałem już, że pas do lewoskrętu jest zakorkowany, a na terenie stacji jest pełno samochodów.
W pierwszej chwili pomyślałem, że może to jakaś awaria na stacji, i ludzie nie mogą zatankować, a ogromną ilość aut wytłumaczyłem sobie obecnością dużej liczby turystów. Przejeżdżając wzdłuż korka na pasie do lewoskrętu, widziałem wiele zamiejscowych rejestracji.
Kolejną stację mam kilka kilometrów dalej, na granicy Bielska, więc zdecydowałem się tam podjechać, by zatankować zgodnie z planem.
Jadąc te kilka kilometrów, trafiłem akurat na wiadomości w radiu - była 19ta.
Usłyszałem o problemach z paliwem na stacjach w Przemyślu, Krośnie, Rzeszowie i okolicach.
Wtedy zrozumiałem, że wiele osób musiało usłyszeć te informacje we wcześniejszym wydaniu wiadomości, i ludzie masowo ruszyli na stację, by zatankować, w obawie o możliwy brak paliwa.
Po prostu media - goniąc za sensacją - wywołały strach w ludziach.
Gdy dojechałem na kolejną stację, sytuacja wyglądała na normalną.
Podjechałem do dystrybutor, wysiadłem, zacząłem odkręcać korek wlewu paliwa, umieściłem pistolet we wlewie, i w tym momencie zaczął się "armagedon".
Wyglądało to, jakby nagle pół Bielska zdecydowało się zatankować na tej właśnie stacji.
Dosłownie w 30 sekund stacja zapełniła się samochodami, a na pasie do prawoskrętu ustawił się korek aut. Dalej na drodze korkowało się jeszcze bardziej. Ludzie zaczęli na siebie trąbić, wyraźnie zdenerwowani.
Po prostu jakaś masakra.
Pierwszy raz obserwowałem taką panikę - bo chyba w ten sposób trzeba to nazwać.
Ja, ulegają poniekąd tym wydarzeniom, zatankowałem do pełna, zamiast za zaplanowaną stówkę, i na spokojnie pojechałem do domu.
To był czwartek.
W piątek pojawiły się informacje, i apele o nie uleganiu panice, i nie tankowaniu niepotrzebnie. Na stacjach pojawiły się limity do 50 l. paliwa, a w sieci widziałem zdjęcia prawdziwych "szaleńców" tankujących do wielu dodatkowych kanistrów, ale też do dużych beczek, i mauserów. Najbardziej rozbawiło mnie zdjęcie gościa, który nalewał paliwo do konewki.
Pod koniec dnia przeczytałem o zakazie tankowania do wszelkiego typu zbiorników, i kanistrów.
W sobotę pojechałem zatankować gaz, i mym oczom ukazały się informacje wywieszone na dystrybutorach (widoczne za zdjęciu powyżej).
Wygląda na to, że ludzie wykupili całe paliwo. Została jedynie 98ka.
Wydarzenia tych trzech dni odpowiadają na pytanie, postawione w tytule postu.
W większości był to strach, a w jednostkowych przypadkach (tankujących sporo "na zapas") zakrawało to na szaleństwo.
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io