"Szczerze mówiąc, słowo żołnierz jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha (...) Wataha psów, która otoczyła biednych słabych ludzi...
...Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania - trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie - plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice, albo dziadkowie..."
Tak o żołnierzach polskich wypowiedział się W. Frasyniuk i jeszcze znajduje się grono ludzi broniących jego słów. Tłum powodowany emocjami bardzo szybko traci rozum(o ile w ogóle istnieje coś takiego jak rozum stadny). Wybuchła afera, bo na granicy z Polską stoją ludzie z Afganistanu, próbujący NIELEGALNIE przekroczyć granicę RP. Co ciekawe, nie jest to zjawisko nowe, bo w takich Bieszczadach proceder dzieje się non stop, tylko o tym nigdy głośno nie było. Teraz natomiast sprawa rozbudziła uczucia, zdjęcia kotków, mitycznych matek z dziećmi itd. I nagle na żołnierzy wykonujących swoje obowiązki, do których obliguje ich PRAWO państwowe, spada plugawa krytyka ze strony byłego opozycjonisty. Wojna plemienna środowisk PO ze środowiskami PiS w pełnej krasie.
Tradycyjnie mamy do czynienia z dwójmyśleniem, z hipokryzją, bo łamiący prawo PiS jest zły, natomiast łamiący prawo intruzi na granicy są fajni.
Nie wolno się też zastanawiać, skąd się wzięli na granicy polsko-białoruskiej, bo jak wiemy, Afganistan tuż tuż. Po drodze minęli szereg bezpiecznych państw, a Łukaszenko, który robi to samo Litwie, destabilizuje Polskę, ale to nieważne, w imię ideologii multikulti trzeba ich wpuścić, będzie bombowo!
Wiadomo też, że mamy pandemię, dlatego należy ludziom zakazać korzystania z restauracji, kin itd. ale masa ludzi na granicy na pewno na to nie wpłynie.