Postsowiecki atom, hiszpański szlak i archiwa SB. Recenzja powieści "Pielgrzym śmierci" Artura Kawki

Words
696
Reading
4 min
Listen
Play
19h

Ilustracja tytułowa „Pielgrzym śmierci”.png


Ta książka długo czekała w mojej kolejce do odsłuchania. Ostatecznie trafiła do słuchawek podczas lipcowych wycieczek rowerowych po mazurskich bezdrożach. Nazwisko autora było dla mnie kompletną enigmą – nie znałem wcześniej jego twórczości, a do lektury skłonił mnie intrygujący blurb na okładce: „Poznaj historię inspirowaną realnymi wydarzeniami. Jeśli tak chaotyczne państwo jak ZSRR posiadało tak znaczny arsenał jądrowy, to nietrudno o to, by śmiercionośna broń wpadła w ręce terrorystów...”.

O czym tak naprawdę jest ta książka?

Czy zwykła stłuczka na autostradzie pod Barceloną może zapobiec globalnemu konfliktowi nuklearnemu? Okazuje się, że wszystko zależy od tego, kto siedzi za kółkiem i dlaczego wiezie w bagażniku cztery torby wypchane studolarówkami. Hiszpańska policja szybko ustala, że ofiarą wypadku jest polski uciekinier Zbigniew Zakalec, ps. „Polonezik”, który od lat ukrywał się na Półwyspie Iberyjskim przed rodzimym wymiarem sprawiedliwości. Trop prowadzi śledczych do kolejnego rodaka – Czesława Morawskiego, ps. „Czacha”. Ten recydywista uciekł z kraju podczas więziennej przepustki, a w swojej bogatej kartotece, obok handlu prochami, ma też dziecięcą pornografię. I to właśnie ten pedofilski epizod staje się asem w rękawie hiszpańskich służb: perspektywa tego, co zrobią z nim współwięźniowie pod celą, gdy prawda wyjdzie na jaw, błyskawicznie zmiękcza gangstera i skłania go do współpracy.

W ten sposób rusza wyścig z czasem przez całą Europę, bo niebezpieczny ładunek już opuścił Półwysep Iberyjski i zmierza prosto nad Wisłę.

Tą „przesyłką” okazuje się kazachski fizyk jądrowy, przemycany do Polski w naczepie TIR-a. Jego zadanie? Sprawdzić stan techniczny radzieckiej głowicy nuklearnej, zagubionej w chaosie po rozpadzie ZSRR, i ocenić, czy nadaje się do bezpiecznego przerzutu na Bliski Wschód. Najgorszy scenariusz zakłada bowiem przejęcie postsowieckiego atomu przez fanatyków z ISIS, co stawia na baczności wywiady największych światowych mocarstw.

Widmo atomowego zamachu to zaledwie wierzchołek tej góry lodowej. Drugim, równoległym wątkiem jest zagadkowa śmierć emerytowanego pułkownika SB, Popławskiego. Oficer oficjalnie zmarł na zawał podczas wspinaczki w Tatrach, lecz okoliczności zgonu śmierdzą na kilometr. Na schedę po pułkowniku ostrzą sobie zęby nie tylko spadkobiercy, ale też jego dawny wspólnik Józef Kępa oraz izraelski Mosad. Wszyscy polują na tajne archiwum Popławskiego – teczkową polisę na życie, dzięki której były esbek dorobił się po transformacji bajecznego majątku.

Jakby tego było mało, w tle przewija się jeszcze bezwzględna grupa przestępcza z Częstochowy („Czort”, „Kura” i „Wach”), będąca odbiorcą hiszpańskich narkotyków. Bandyci mają na rękach krew Marii Gabriel – córki lokalnego biznesmena, którą porwali i spalili żywcem. Rozwikłanie tej zbrodni sprzed lat okazuje się kluczem do powstrzymania nuklearnego szmuglu.

Akcja toczy się jednocześnie na wielu frontach: w Polsce, Ukrainie, Rosji, Hiszpanii i Kazachstanie, splecionych gęstą pajęczyną wywiadowczych zależności. Fabuła gna na złamanie karku: trup ściele się gęsto, auta wylatują w powietrze, a śledczy zmagają się z serią podejrzanych „nieszczęśliwych wypadków”. Napięcie rośnie z rozdziału na rozdział.

Moje wrażenia — thriller z geopolitycznym rozmachem

Artur Kawka stworzył intrygę o potężnym ciężarze polityczno-społecznym. Największe wrażenie robi fakt, że autor nie operuje tanią, oderwaną od realiów fantastyką – opisuje procedury, luki w systemach i wywiadowcze układy, które faktycznie istnieją w postsowieckim świecie. Fikcja literacka służy mu za kamuflaż do poruszenia tematów, o których pod własnym nazwiskiem w reportażu pisać byłoby po prostu skrajnie niebezpiecznie.

Żeby jednak nie było zbyt różowo: powieść ma spore wady konstrukcyjne. Przede wszystkim Kawka wrzucił do jednego garnka za dużo grzybów. Wątków jest tyle, że każdy z nich udźwignąłby osobną książkę; momentami trzeba naprawdę mocno wytężać uwagę, żeby nie pogubić się w tym gąszczu postaci.

Prawdziwym zgrzytem są jednak dialogi. Kiedy dwaj twardzi, zaprawieni w bojach oficerowie operacyjni rzucają do siebie tekstami w stylu „obiecanki-cacanki”, to ręce same opadają. Te drewniane, infantylne wymiany zdań momentalnie kastrują sceny z dramatyzmu i to bez wątpienia najsłabszy element warsztatu autora.

Ciekawostką jest postać dziennikarza śledczego Witolda Padowskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, że to czytelny ukłon w stronę wydawcy książki – Witolda Gadowskiego, niegdyś cenionego reportera śledczego, a dziś publicysty odcinającego kupony od dawnej sławy na YouTube.

Polecam, ale z zastrzeżeniem: to książka z ogromnymi geopolitycznymi ambicjami, lecz z wyraźnymi brakami warsztatowymi.

Ocena: 6/10 ⭐

245.jpg


W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.


Postsowiecki atom, hiszpański szlak i archiwa SB. Recenzja powieści... | Ecency